niedziela, 17 marca 2013

Goodbye cellilute !


Bohaterem dzisiejszej notki będzie cellulit. Pewnie takich notek przeczytałyście już od groma, więc ta moja będzie pewnie tą tysiąc pierwszą. Pewnie z tym problemem zmaga się nie jedna z was. Nie będę was zanudzać i wykładać co to cellulit z medycznego punktu widzenia, ponieważ każdy pewnie już to wie. Opowiem wam skąd wziął się u mnie, no i jak mam zamiar z nim walczyć.

Cellulit mam od kiedy pamiętam, walczę z nim równie długo. Wydaje mi się jednak, że kiedyś nie był aż tak rozległy. W zasadzie to jego ogromny przyrost zawdzięczam ostatnim kilku miesiącom (zauważył to także mój chłopak, a więc coś jest na rzeczy). Analizując mój tryb życia doszłam do wniosku, że aż do Świąt Bożego Narodzenia nie było jeszcze tragedii. Jednak wraz ze świętami na które wyjechałam do Irlandii przyszło rozluźnienie- góry jedzenia, brak ruchu, alkohol. Po powrocie do domu miałam w planach rozpoczęcie diety, ćwiczeń itp, ale szlag wszystko trafił kiedy okazało się, że nie mam jak dojeżdżać na fitness (a moja motywacja do ćwiczenia w domu jest minimalna). Po tygodniu okazało się jednak, że na fitness i tak nie miałabym czasu i, że moje zdrowe odżywianie poszło w las. Co takiego się stało? Pierwsza w życiu sesja ;d Tak, tak studia niszczą człowieka. W ciągu miesiąca przeżyłam chyba milion stanów przedzawałowych, wypiłam hektolitry kawy i energy drinków, sypiałam o wiele mniej niż mój organizm potrzebował, zajadałam stres wszystkim co było pod ręką, no i tak się załatwiłam. Teraz patrząc w lustro widzę, że jest na prawdę źle i, że trzeba ratować co się da.

Oto mój plan działania:

1. Regularne ćwiczenia- bez tego ani rusz, z cellulitem i ze wszystkim innym. Jak na razie chodzę na siłownię i staram się, żeby było to 3-5 razy w tygodniu. Dodatkowo jeśli mam dzień wolny to ćwiczę z Chodakowską (jak na razie zabijają mnie wszystkie jej treningi oprócz skalpela, ale nie ma co się poddawać). Z biegiem czasu mam zamiar przerzucić się z siłowni na bieganie w terenie i częstsze ćwiczenia z Ewką w domowym zaciszu. Ćwiczenia są bardzo ważne, ze względu na to, że cellulit to po prostu nierównomiernie rozmieszczona tkanka tłuszczowa (a także nagromadzona woda), a czy jest lepszy sposób na pozbycie się tłuszczyku niż ćwiczenia?

2. Dieta- mówiąc "dieta" nie mam na myśli Dunkanów, Kwaśniewskich i tej całej reszty, lecz rozsądne, zdrowe odżywianie. Nie jestem niestety ideałem i często z braku czasu, jak i lenistwa zdarzają mi się różne wpadki, ale myślę, że jest coraz lepiej. Przedewszystkim jak najmniej soli, cukru, węgli prostych, smażonego, gazowanego i tak dalej. W zamian dużo owoców i możliwie jak najwięcej warzyw (nie jestem ich wielką fanką), zdrowe tłuszcze, węgle złożone itp :) Małymi kroczkami staram się modyfikować swoje przyzwyczajenia i udaje mi się to coraz częściej- bo jeśli już wybieram jogurt naturalny ze śliwkami zamiast zwykłego w którym ukryte są różne pułapki (konserwanty, barwniki, góra cukru albo słodziki) to znaczy, że jest lepiej.

3. Masaże i kosmetyki- to jeden z moich elementów strategicznych. Gąbkę antycellulitową "Syrena" mam już od dłuższego czasu (to już druga taka w mojej karierze), do tego oliwka antycell Ziaji, bańki chińskie, peeling kawowy, żel antycellilitowy oraz krem z Avonu. Jednego dnia masaż gąbką, drugiego bańkami. Jeśli chodzi o bańki to po serii 5 masaży mam zamiar robić przerwy. Co do żelu Nivei i kremu Avon  to nie jestem w stanie jeszcze nic o nich powiedzieć, ponieważ to moje pierwsze opakowania. Mam w planach zanalizowanie i porównanie ich składów i właściwości, więc możecie spodziewać się recenzji porównawczej.

moi antycellulitowi sprzymierzeńcy, zdjęcia kremu z Avonu nie mam ponieważ przywędrował do mnie całkiem niedawno, przypadkiem :)

4. Ciepło-zimne prysznice- brrrr aż mi gorzej jak tylko o nich pomyślę... Nie jestem ich fanką, ale czasem trzeba pocierpieć. W ramach odstępstwa postanowiłam, że prysznice będą szły w parze z masażami gąbką, czyli nie funduję ich sobie codziennie, a co drugi dzień.

5. Woda- mam zamiar pić dużo, dużo wody i herbat ziołowych (także zielonej). Akurat jeśli chodzi o ten punkt to nie miałam z tym nigdy zbyt wielkich problemów. Może powinnam ograniczyć zieloną herbatę na rzecz ziółek, których tony planuję zakupić.

To na tyle jeśli chodzi o moje plany. Jak tylko zacznę to postaram się wszystko notować i dawać wam znać o efektach :) Jeśli chcecie to mogę wam wrzucić krótką recenzję oliwki z Ziaji.

START AKCJI: 14.03.13 
planowane zakończenie: początek wakacji (cokolwiek by to w moim przypadku nie znaczyło)



 Niestety nie miałam jeszcze czasu, żeby opanować dodawanie na bloga nieco większych zdjęć. Mam zamiar to naprawić, kiedy tylko będę miała trochę czasu :)




6 komentarzy:

  1. trzymam kciuki ! Również ćwiczę Chodakowską i nic poza skalpelem nie robiłam i chyba się nie odważę ;)
    Ja od dzisiaj zaczynam masaże bańką ;)

    Czekam na wrażenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia ;)

    Od samego oglądania 'Killera' bolały mnie mięśnie xD więc zdecydowanie nie, póki chociaż trochę nie wzmocnię mięśni. A co do pryszniców z zimną i ciepłą wodą to jakoś nigdy nie mam motywacji, aby to robić albo przypominam sobie o tym już po wyjściu spod prysznica.

    OdpowiedzUsuń
  3. mnie wczoraj nawet skalpel zabił bo nie byłam w formie :p do killera doszłam do 21 min, a w turbo do 17 min i jestem z siebie dumna jak paw ;d powodzenia dziewczyny !

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuki ;) Zobaczysz uda się ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. O co chodzi z tymi bańkami chińskimi? Może napisałabyś kiedyś posta o tym :D Kiedyś mi ktoś o tym opowiadał... że pomaga :D

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.
Docenię konstruktywną krytykę, ale nie będę tolerować hejterstwa.
To nie jest miejsce na spam!
Nie musisz reklamować swojego bloga, na pewno zajrzę na Twojego jeżeli zostawisz komentarz