czwartek, 31 października 2013

Domowe zacisze czy siłownia ?

Witajcie.

Przepraszam, że tak rzadko publikuję posty, ale niestety w ostatnim czasie nie miałam zbyt wiele czasu. Mam sporo pomysłów, ale jakoś brakuje mi chwili i chęci na ich realizację. Dzisiaj napiszę zalety i wady ćwiczenia w domu, jak i na siłowni. Możliwe, że ktoś z was zastanawia się nad kupnem karnetu i ten post pomoże mu w dokonaniu wyboru.

SIŁOWNIA
zalety:
-duży wybór sprzętu- niestety czy tego chcesz czy nie to i tak nie jesteś w stanie zapewnić sobie w domu takiej ilości różnorakiego sprzętu i maszyn na siłowni. Wiadomo, każdy może mieć podstawowe przyrządy typu hantle i sztanga, ale mnogość sprzętu na siłowni znacznie urozmaica trening i daje nam o wiele większe możliwości rozwoju
-ćwiczysz pod okiem profesjonalistów- a przynajmniej tak powinno być, na większości dobrych siłowni powinien być obecny trener personalny dostępny dla wszystkich tam ćwiczących (jeżeli nie ma takiej osoby to warto zastanowić się nad zmianą siłowni). Dzięki temu masz szansę aby zapytać kogoś kto zna się na rzeczy czy poprawnie wykonujesz ćwiczenia, jaki powinieneś ułożyć plan treningowy i z czego w diecie zrezygnować (może nie leży to w kompetencjach trenera, ale oni zazwyczaj mają pojęcie na temat odżywiania i warto ich podpytywać). Obecność trenera zmniejsza ryzyko kontuzji i tego, że zrobisz sobie krzywdę, każdy czuje się pewniej wiedząc, że ktoś ma na niego oko.
-spędzasz czas z ludźmi, którzy mają te same zainteresowania- dzięki temu jeszcze bardziej wkręcasz się w treningi, no bo co pomyślą sobie codzienni bywalcy o Tobie, jeżeli będziesz migać się od treningów?! Siłownia to świetne miejsce żeby poznać kogoś ciekawego i możesz być pewien, że zawsze będzie przynajmniej jeden temat do rozmów :) A znajomi, którzy mają bzika na punkcie sportu mogą być świetną motywacją dla Ciebie!
-karnet zobowiązuje- no bo w końcu jeżeli wydasz 100 zł na miesięczny karnet to żal byłoby go nie wykorzystać, prawda?
-lustra- wiem, wiem, że to może brzmieć dziwnie, ale wierz mi, te wszechobecne lustra nie wiszą tam po to, żebyś mogła 30 razy poprawić bluzkę i sprawdzić makijaż :) w domu zazwyczaj nie masz tak dobrej możliwości kontrolowania pozycji w czasie ćwiczeń, a dobrze wykonywane są efektywniejsze! Dla niektórych na początku mogą być krępujące, ale (jak sama się przekonałam) potrafią być bardzo pomocne !
-możliwość przyjścia z kimś- w warunkach domowych ciężko zorganizować wspólne ćwiczenia z koleżanką czy swoim facetem (nie każdy ma na to miejsce), a na siłownię można pójść w parze, co jest przy okazji dodatkową motywacją :)

wady:
-tłumy ludzi- to zmora osób uczęszczających do obleganych siłowni, a jak sama się przekonałam, takie zazwyczaj są tymi najlepszymi (zwłaszcza jeżeli nie mieszkamy w dużym mieście). Przychodzisz, a tu: wszystkie bieżnie zajęte, to samo ze stepami, no ok, biorę orbitrek skoro nie ma nic lepszego... Dla osób nieśmiałych duża liczba osób może być krępująca, a tak przynajmniej było w moim przypadku.
-grupy wiecznie "pakujących" facetów- nikt mi nie wmówi, że siłownia to miejsce super przyjazne dla kobiet (chyba, ze są to siłownie tylko i wyłącznie dla kobiet) i, że nie będzie w siłowni przynajmniej kilku ogromnych facetów, którzy praktycznie całymi dniami nie odklejają się od tych hantli i sztang.. Ja przełamywałam się dwa tygodnie, żeby wyjść ze strefy cardio i pójść na tę część siłową, a za każdym razem kiedy tam wchodziłam wydawało mi się, że całe stado samców wpatruje się w mój dekolt i śledzi uważnie każdy ruch mojego tyłka. Poza tym miałam wrażenie, że każdy tylko czyha aż ta głupia baba (bo po co komu kobieta na siłowni?!) zrobi coś źle i będzie można to skwitować głupim uśmieszkiem... Trochę to potrwało zanim stali bywalcy przyzwyczaili się do mojej obecności i zaczęli być dla mnie mili (czasami nawet pomocni!). Wiem, że teraz wszędzie pisze się, że siłownia to idealne miejsce dla kobiet i szczerze mówiąc to chciałabym taką znaleźć :D Bo u mnie w strefie siłowej dwie kobiety w jednym czasie były wręcz tłumem. Jeżeli jesteście nieśmiałe to najlepiej zabrać ze sobą koleżankę albo swojego faceta, człowiek czuje się o wiele bardziej pewnie.
-siłownia pożera czas- niby się wydaje, że spędzamy tam 1-1,5 h, ale jeżeli nie masz takiego obiektu tuż obok domu i musisz dojeżdżać, a po ćwiczeniach chcesz wziąć prysznic to nagle robią się nam 2-3 godziny wycięte z codziennego grafiku. Jeżeli ktoś, tak jak ja ma problem z wygospodarowaniem czasu to dojazdy mogą zmarnować nam go jeszcze więcej. Poza tym nie każdy z domu może się ruszyć- mama kilkumiesięcznego dziecka nie wygospodaruje 2 godzin dziennie na siłownię (chyba, że korzysta z usług niani). Poza czasem na siłownię trzeba też doliczyć ten dodatkowy i przekalkulować czy warto.
-ograniczone godziny otwarcia- mówiąc szczerze jest niewiele siłowni 24 godzinnych czy takich otwartych do późna. A jeżeli ktoś jak już wspominałam wcześniej ma w domu małe dziecko czy też pracuje w nieregularnych godzinach to i nie zawsze można się załapać na siłownię w godzinach jej otwarcia.
-karnet to dodatkowe koszty- niestety karnet to nie tania sprawa, a czasami nie jesteśmy w stanie w pełni go wykorzystać..


ĆWICZENIA W DOMU
zalety:
-jesteś sam- nikt Cię nie obserwuje, nie musisz się przejmować potem spływającym po czole czy tym, że w czasie któregoś ćwiczenia wyglądasz dziwnie. Jeżeli ćwiczysz, bo chcesz się wyżyć to możesz krzyczeć i robić dziwne miny do woli, bo nikt się nie gapi :) Nie ma co się przejmować tym, że spodenki mają dziurę na tyłku, a Ty jesteś bez makijażu i, że być może w takim stanie wpadniesz na przystojnego sąsiada, ćwiczenia w domu po prostu dają nam ogromną swobodę.
-nie musisz nigdzie jeździć- po prostu wyciągasz płytę z treningiem czy też swoje przyrządy i zaczynasz to robić. Bez zbędnego pakowania się, przebierania i szykowania- w domu jest znacznie szybciej. Przynajmniej nie odechce Ci się ćwiczeń w drodze, bo wszystko masz na już :)
-codziennie możesz ćwiczyć z innym trenerem- wystarczy wstukać w youtube'a co chcesz ćwiczyć i wyświetli się milion filmików z różnymi trenerami. Ćwiczenie z gotowymi filmikami sprawiają, że nie musisz się zamartwiać i kombinować nad dokładnym planem treningów i tym ile powtórzeń powinieneś zrobić, bo ktoś już to przygotował.
-ćwiczysz za darmo- w zasadzie jeżeli by się uprzeć to można ćwiczyć zupełnie za darmo za pomocą filmików z youtube'a. Poza tym przy niewielkim wkładzie gotówki warto zainwestować w gazety typu Shape z płytami i treningami rozpisanymi na papierze. Jeżeli chcesz to zawsze możesz zainwestować w najprostsze sprzęty typu hantle, sztangielka, piłka szwajcarska, skakanka czy hula-hop i tym sposobem urozmaicić swój trening. Takie sprzęty to zazwyczaj koszt około 2 karnetów na siłownię, a one zostaną z Tobą znacznie dłużej :) Jedyny sprzęt, który moim zdaniem jest niezbędny już na starcie to mata do ćwiczeń, która na szczęście nie jest czymś horrendalnie drogim.
-prysznic na miejscu- jak się spocisz to po prostu wskakujesz pod prysznic, a na siłowni trzeba jeszcze wysuszyć włosy i poubierać wszystkie kurtki. W domu jest zdecydowanie mniej zachodu !
-możesz ćwiczyć o każdej porze- jeżeli masz ochotę (albo dopiero wtedy w ogóle masz czas) na trening o 23 to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby go wykonać !

wady:
-mniejsza motywacja- żeby ćwiczyć w domu trzeba być mocno zdeterminowanym. Bardzo często rezygnujemy z błahych powodów, a na siłowni mamy karnet i ludzi, którzy robią to samo, dzięki czemu chce nam się bardziej.
-mniej sprzętu- nie jesteś w stanie zapewnić sobie takiej ilości sprzętu w domu ile jest go na siłowni
-brak możliwości poznania nowych ludzi- zamykając się we własnym pokoju niestety nikogo nie poznasz, a ludzie zakręceni na tym samym punkcie są ogromną motywacją :) 
-brak miejsca- niestety nie każdy może sobie pozwolić na jakiekolwiek ćwiczenia w domu z powodu braku miejsca i z tym nie da się nic zrobić
-ćwiczenie w butach bywa uciążliwe- ćwiczenie bez butów jest szkodliwe dla stawów, a to w butach zazwyczaj irytuje wszystkich domowników i sąsiadów. Niestety nie znalazłam na to rozwiązania.


Ten post planowałam od dawna i mam nadzieję, że się wam spodobał :) Ja obecnie ćwiczę w domu i bardzo mi to pasuje, a wy co wybieracie? Jeżeli macie jeszcze jakieś plusy czy minusy to chętnie o nich przeczytam!

sobota, 26 października 2013

Nowa pielęgnacja twarzy

Witajcie :)

W ostatnim czasie dosyć mocno zmieniła się pielęgnacja mojej twarzy. Wszystko ze względu na to, że postanowiłam finalnie rozprawić się z resztkami trądziku i przede wszystkim z bliznami, które mi po nim zostały. Zdecydowałam się na rozpoczęcie na własną rękę kuracji kwasami, przeczytałam wiele opinii i w końcu wybrałam Acne Derm, który zawiera 20% kwasu azelainowego. 20% to ani mało ani dużo, stwierdziłam, że będzie w porządku do domowego stosowania i jak na razie krzywdy mi nie zrobił.

Cała moja pielęgnacja jest podporządkowana pod kwasy, żeby możliwie zminimalizować ich negatywne działanie. Podstawa to oczywiście porządny filtr na dzień i nawilżanie skóry. Jak wygląda moja poranna i wieczorna rutyna?
-rano: myję twarz żelem do twarzy, przemywam tonikiem nawilżającym i na koniec smaruję kremem z filtrem SPF 50. W zasadzie moja skóra nie potrzebuje aż tak mocnego filtra (SPF30 było by wystarczające), ale akurat na taki trafiłam w aptece, a krzywdy nie powinien mi zrobić :)
-wieczorem: przemywam twarz żelem, wskakuję pod prysznic i później po dokładnym osuszeniu twarzy nakładam cienką warstwę kremu z kwasami na całą buzię. Na początku omijałam nos i policzki, ale nie dzieje się nic niedobrego i również te części zostały włączone w kurację. Ważne żeby nie nakładać kwasów na inne kosmetyki, których składniki mogły by z nimi reagować (dlatego wieczorem nie używam niczego innego oprócz żelem)
-niedziela (dzień kiedy poświęcam sobie więcej czasu): myję twarz żelem, nakładam peeling enzymatyczny, później pora na maseczkę, na koniec przemywam twarz tonikiem i smaruję tłustym kremem


1. Peeling enzymatyczny Ziaja- ok. 9 zł, jest na pewno o wiele delikatniejszy niż zwyczajny i dobrze nadaje się do stosowania przy kwasach. Użyłam go jak na razie raz i wydaje mi się, że się polubimy :) Nie udało mi się nigdzie znaleźć innego niż ten z Ziaji, ale zrobię pewnie lepszy reseach.
2. Mleczko nawilżające BeBeauty (Biedronka)- ok. 5 zł- tego mleczka używam od ładnych paru lat do zmywania makijażu oczu, niestety ostatnio jakoś nie potrafię domyć całości i zastanawiam się nad zakupieniem płynu dwufazowego.
3. Tonik nawilżający AA- 15,99 zł, nie miałam przyjemności jeszcze go używać, ponieważ wykańczam płyn micelarny z Biedronki. Kosmetyki AA zazwyczaj mnie nie zawodziły i mam nadzieję, że tym razem będzie podobnie, najbardziej zależy mi na efekcie dodatkowego nawilżenia.
4. Hipoalergiczny żel do mycia twarzy Biały Jeleń- ok. 9 zł- używam go od jakichś dwóch tygodni i sprawdza się bardzo dobrze, wydaje mi się, że będzie wydajny.
5. Krem matujący SPF50 Ziaja- 21,80 zł- zdecydowanie nie jest to krem, który matuje, ale nie specjalnie tego wymagałam. Nie bieli, zostawia tłusty film, ale nie mamy wrażenia "maski" na twarzy, zapewnia mi dobrą ochronę przy kwasach i nie ma problemu z nakładaniem na niego podkładu.
6. Acne-Derm- 23,99 zł- zawiera 20% kwasu azelainowego, ma za zadanie pozbyć się trądziku i blizn, po tygodniu stosowania faktycznie nie mam ani jednej krostki na twarzy. Jak na razie czekam na 3 tydzień stosowania, ponieważ wtedy może pojawić się wysyp, który jakoś trzeba przetrwać.
7. Maseczki Ziaja- 1,69 zł- stosowałam już oczyszczającą i regenerującą, a tym razem dokupiłam także nawilżającą. Zależy mi na tym żeby maseczki jak najlepiej zregenerowały i nawilżyły skórę po Acne-Dermie.

A jak wygląda wasza pielęgnacja? Jakich kosmetyków używacie i jakie stosujecie triki? Chętnie przeczytam o waszych problemach i sposobach walki z nimi!

niedziela, 20 października 2013

W roli głównej- liczi

Witajcie!

Jak pewnie niektórzy z was wiedzą z facebooka niedawno przyszła do mnie paczka z sześcioma świetnymi produktami, które mam okazję testować. Produkty mogę testować za uprzejmością sklepu Kuchnie Świata , który oferuje gamę produktów niedostępnych (bądź trudno dostępnych ) na naszym rynku. Wierzcie mi, że wybranie sześciu produktów z całego asortymentu nie było łatwe i przesiedziałam nad tym pół dnia.
Dzisiaj mam do zaprezentowania dwa przepisy z liczi w roli głównej :) Mam nadzieję, że się spodobają i sami je przetestujecie.

Od lewej: czerwona herbata, olej kokosowy, dżem z guawy, owoce liczi w syropie, ksylitol i olej migdałowy

Zainteresowanych artykułem o oleju kokosowym zapraszam tutaj :)

Stir-fry z kurczakiem i owocami liczi
Składniki:
-pojedyncza pierś z kurczaka
-pół puszki owoców liczi bez soku (można dać 2/3)
-pół czerwonej papryki
-pół dużej marchewki
-szalotka
-torebka ciemnego ryżu
-2 ząbki czosnku
-4 łyżeczki oleju migdałowego
-3 łyżeczki sosu sojowego
-2 łyżki soku z liczi
-2 łyżki soku z ananasa (opcjonalnie, jeżeli nie mamy zastępujemy liczi)
-pół łyżeczki mielonego imbiru (lepszy świeży, ale nie miałam)
-sól, pieprz (opcjonalnie)
-sok z jednej limonki (opcjonalnie)


Przygotowanie:
-Gotujemy ryż wg napisów na opakowaniu i kroimy wszystkie składniki
-Kurczaka wrzucamy do miseczki, dodajemy łyżeczkę oleju i łyżeczkę sosu sojowego, marynujemy ok. 10-15 min, 
-2 łyżki soku z liczi, 2 łyżki soku z ananasu i 2 łyżeczki sosu sojowego mieszamy w miseczce i odstawiamy
-Rozgrzewamy na patelni (najlepiej w woku) 1,5 łyżeczki oleju i podsmażamy przez chwilę czosnek, później dodajemy kurczaka i smażymy przez kilka minut
-Ściągamy kurczaka z patelni, rozgrzewamy ponownie 1,5 łyżeczki oleju i wrzucamy posiekaną szalotkę i marchewkę pokrojoną w paski, smażymy tak długo aż szalotka zmięknie
-Dodajemy pokrojoną w paski paprykę i smażymy ok. 2 min, dodajemy odsączone owoce liczi
-Wlewamy zmieszany wcześniej sos i podsmażamy wszystko jeszcze kilka minut
-Na koniec dodajemy zrobionego wcześniej kurczaka, przyprawiamy imbirem i opcjonalnie solą oraz pieprzem, podsmażamy jeszcze przez chwilę (możemy dodać soku z limonki)
-Gotowe danie podajemy z ugotowanym wcześniej ryżem 

Przepis znalazłam tutaj i nieco go przerobiłam na swoje warunki :)



Egzotyczne smoothie
Składniki:
-2 dojrzałe banany
-szklanka malin
-szklanka soku z liczi (to co zostaje po odsączeniu owoców)
-szklanka mleka
-limonka

Przygotowanie
Blendujemy wszystkie składniki razem (sok z limonki wkrapiamy w całość), rozlewamy do szklanek i cieszymy się smakiem :)
Uwaga! Napój jest dosyć mocno słodki, dlatego jeżeli nie lubicie to lepiej dodać mniejszą ilość soku i większą mleka.

wtorek, 15 października 2013

Wakacje cz. II - Czarnogóra

Witajcie :)

Trochę mnie tutaj nie było. Najpierw 5-cio dniowe szkolenie ze studiów, później impreza i zabiegany weekend. Będę starała się teraz być nieco bardziej aktywna, przynajmniej na tyle na ile studia mi pozwolą. Dzisiaj mam dla was część drugą sprawozdania z wakacji- mam nadzieję, że was nie zanudzam :)

Budva
 Niedaleko Budvy znajduje się wyspa Sveti Stefan. Niestety jest ona zamknięta dla turystów, ponieważ to jeden wielki hotel..

 Urocze skaliste plaże w Rafailovici (okolice Budvy)

 Przepyszne owoce morza w restauracji Monte Re w Rafailovici.

 Stare miasto w Budvie

Stare miasto w Budvie

W Budvie (a dokładnie 3 km od Budvy- w Becici) spędziliśmy 4 noce. Był to nasz okres odpoczynku i plażowania. Nie zwiedziliśmy w tym czasie zbyt wiele, ale za to dobrze pojedliśmy :) Budva i miejscowości ościenne są typowymi kurortami nadmorskimi. W Budvie znajduje się urocze stare miasto, poza tym można tam poplażować czy pójść na imprezę. Miejscowości okoliczne jak Becici czy Rafailovici to małe kurorciki z noclegami w przystępnych cenach. W Rafailovici znajdują się małe, kamieniste plaże, które my wybieraliśmy najczęściej. Dobrze zjeść można w restauracji Monte Re- ceny wydają się kosmiczne, dlatego warto zwrócić uwagę na gramaturę (i tak się opłaca). Amatorzy pizzy będą zachwyceni tą wypiekaną w piecu opalanym drewnem w Beach Barze w Rafailovici (niestety nie pamiętam nazwy, ale knajpka znajduje się przy kamiennej plaży, tuż przed wejściem do tunelu).

Kolasin

 Po drodze w góry zatrzymaliśmy się w miejscowości Rijeka Crnojevica, straszna, ale niezwykle malownicza wioska :)

 Jeden z mostów w Rijece. Przy drugim znajduje się polecana restauracja "Stari Most", której niestety nie mieliśmy okazji odwiedzić.

 Meandry jednej z rzek wpływającej do Jeziora Szkoderskiego.

 Monastyr w Ostrogu

 Malowniczy Kanion rzeki Pivy 

 Góry Durmitor

 Kanion rzeki Tary i słynny most :) Jest to najgłębszy kanion w Europie i drugi na świecie (ma ok. 1300 m głębokości, podczas gdy Kanion Kolorado ma ok. 1500 m)

 Crno Jeziero, które leży u podnóży Durmitoru

Park Narodowy Biogradska Góra przypomina bardzo nasze Beskidy

Biogradsko Jeziero

Kolasin to niewielka miejscowość położona w górach, która była naszą bazą wypadową przez 4 dni. Próbowaliśmy zdobyć najwyższy szczyt Czarnogóry - Bubotov Kuk w Górach Durmitor (niestety nie wyszło..) oraz spacerowaliśmy po malowniczych górach w Parku Narodowym Biogradska Góra. Specjały górskie są zupełnie inne niż te w innych regionach- tutaj je dużo ziemniaków, no i jest tłusto :) Będąc w Kolasinie warto odwiedzić restauracje takie jak Konoba czy Vodenica i nie można wyjść bez spróbowania tradycyjnego Kacamaku (puree ziemniaczane z serem). Warto skusić się także na cielęcinę czy jagnięcinę- nie będziecie żałować :)

Jezioro Szkoderskie

 Most w miejscowości Virpazar


 Wybraliśmy się na 2 godzinny rejs statkiem po jeziorze

 Najlepszy pstrąg jakiego jadłam w życiu !

Droga do miejscowości Donji Murici była kręta i wyboista, ale zdecydowanie warta przebycia ! :)

Jezioro Szkoderskie ma długość 48 km i leży na granicy Czarnogóry i Albanii. Jego średnia głębokość waha się pomiędzy 2-6 m, jednak jest miejsce w którym znajduje się ogromny lej i dno jest tutaj na głębokości ok. 60 m. W jeziorze żyją przeróżne gigantyczne ryby np. 30 kilogramowe pstrągi ! Będąc w tamtych okolicach warto odwiedzić sklep firmowy Plantaze, gdyż ceny wina są tam cudownie niskie (1,5-6 euro butelka, nie wliczając linii limitowanych i tych bardziej ekskluzywnych). Przejeżdżając przez te okolice warto zatrzymać się w miejscowości Virpazar i wybrać się na rejs niewielkim statkiem po jeziorze (można zobaczyć wiele ciekawych gatunków ptaków). Po rejsie warto wybrać się do restauracji Pelikan, gdzie podają boskie ryby. Podobno specjałem jest karp, którego niestety nie spróbowaliśmy (ja nie lubię, a mój chłopak uparł się na węgorza). W okolicach jeziora znajduje się wiele małych winnic w których można skosztować domowego wina i zakupić jakiś ciekawy okaz. Wiele takich wiosek znajduje się po drodze do Murici, miejscowości w której jest jedyna nad jeziorem Szkoderskim plaża (pasą się na niej owce ;d). W Murici jest cicho jak makiem zasiał :) Poza tym można spotkać wędrujące sobie spokojnie żółwie :)

 Ulcninj
 Ruiny starego miasta w Barze

A taki widok z okna mieliśmy w Ulcinj: na stare miasto :)

W Ulcinij spędziliśmy 2 ostatnie dni i nie były one zbyt intensywne. Pierwszego dnia wybraliśmy się do Starego Baru, gdzie znajdują się piękne ruiny (niestety nieco zniszczone przez trzęsienia ziemi) oraz przechadzaliśmy się po starym mieście w Ulcinj (jest urocze, ale znajdują się tam same restauracje). Drugi dzień poświęciliśmy na lenistwo i pakowanie :) Było niemiłosiernie ciepło, więc nie ruszaliśmy się z pokoju hotelowego.

W tym tygodniu na pewno pojawi się notka dotycząca niespodzianki, która ma do mnie dotrzeć :) Poza tym będzie jeszcze coś o tym co mam zamiar zrobić, żeby do sylwestra się ogarnąć i o nowej pielęgnacji twarzy. Co chcecie najpierw ?!

sobota, 5 października 2013

Sprawozdanie z wakacji- Dubrovnik i Czarnogóra cz.1

Witajcie !

Jak wiecie kilka dni temu wróciłam z wakacji które spędziłam w Czarnogórze :) Chciałam pokazać wam kilka zdjęć z tych cudownych dni i podzielić się wrażeniami oraz spostrzeżeniami. Wiem, że w Polsce wieje chłodem, ale czasami taki post potrafi wypędzić jesienną depresję!

Czarnogóra to niewielki kraj na południu Europy (jego powierzchnia jest zbliżona do powierzchni górnego śląska), który odzyskał niepodległość w 2006r. Językiem urzędowym jest czarnogórski, a walutą euro (mimo tego, że Czarnogóra nie należy do Unii Europejskiej). Pomimo niewielkiej powierzchni w Czarnogórze można znaleźć wszystko- morze, góry, rzeki i jeziora. Wystarczy przejechać 50 km i krajobraz zmienia się diametralnie, czasami wydaje się nam, że jesteśmy na mongolskich stepach, a innym razem, że widzimy jezioro w Kanadzie. Znajduje się tam 5 parków narodowych (zaliczyliśmy 4): Biogradska Góra, Durmitor, Jezioro Szkoderskie, Góra Lovcen, Prokletije. Ludzie są niezmiernie mili i pomocni, żyją ze sobą w zgodzie (pomimo tych wszystkich wojen i tego, że w jednym kraju pomieszane są różne narodowości i religie), a cały kraj jest bardzo przyjazny. W miarę przenoszenia się z miejsca na miejsce widzimy jak zmienia się skład etniczny poszczególnych miejscowości oraz wyznawana religia (miejsca bliżej Chorwacji są najbardziej w całym kraju katolickie, im bardziej idziemy na wschód tym więcej spotykamy wyznawców prawosławia, a pod granicą z Albanią krajobraz urozmaicają liczne meczety).

Rzeczą, która interesuje nas wszędzie najbardziej jest lokalne jedzenie i alkohol :) I na to w Montenegro narzekać nie można ! Boskie owcze i kozie sery (zarówno takie w postaci płaszczonych kręgów, jak i miękka, bardziej słona mozarella w plastrach), njeguski prsut (szynka podobna do prosciutto, produkowana w maleńkiej wiosce Njegusi i znana w całym kraju) czy też świeże warzywa i owoce prosto z targu. Z alkoholi wypróbowaliśmy sporo win (Czarnogórskie szczepy to Vranac i Krstac), które okazały się całkiem niezłe i piw. W górach warto spróbować Kacamaku (puree ziemniaczane z serem- PYCHA) oraz cielęciny i jagnięciny, nad morzem jest cała masa świeżych owoców morza i ryb (w dodatku świetnie przyrządzonych, warto zwrócić uwagę na żabnicę), a nad jeziorem Szkoderskim trzeba spróbować którejś z ryb słodkowodnych (mój chłopak twierdzi, że jadł najlepszego węgorza, a ja, że pstrąg był nie do pobicia ! ). Moim zdaniem Czarnogóra to kraj idealny dla miłośników ziemniaków- Kacamak, ziemniaki ze szpinakiem na kwaśno, ziemniaki z octem i cebulką na zimno, w sosie z mięsa, domowe frytki i tak dalej :) Po prostu ziemniaki robią genialnie !

Jedynym sporym problemem na który zwracam wam uwagę jest to, że jeżeli wybieracie się w te tereny to warto zaopatrzyć się w AKTUALNY przewodnik (my mieliśmy z roku 2008 i niestety zaliczyliśmy sporo gaf..) oraz zrobić porządny research w internecie. W tych terenach zmienia się teraz tak wiele, że sporo knajp może już nie istnieć lub te polecane w przewodniku serwują już jedzenie byle jakie, a nie takie o jakim czytaliśmy (nasz błąd). Poza tym powstało sporo nowych miejsc, a ceny znacznie się zmieniły co jest istotne przy planowaniu budżetu.


Tak mniej, więcej wyglądała trasa naszej podróży- zrobiliśmy około 1200-1300 km. Spaliśmy w 5 miejscowościach- Dubrovnik, Kotor, Budva, Kolasin i Ulcinj. Im bardziej w stronę Albani tym niższe ceny (bardzo tanio było także w górach. Zobaczyliśmy praktycznie wszystko co warte jest uwagi, nie udało się jedynie zapuścić w okolice Plav i do ostatniego z parków narodowych. Była to zdecydowanie bardzo udana wyprawa :)
Dubrovnik

artystyczna fotka w wykonaniu mojego chłopaka :) ma talent !


stare miasto od strony portu

widok na zamek Dubrovnicki zmurów miasta

 Dubrovnik nocą zachwyca 

widok na skały z parku znajdującego się poza starym miastem- nie było tam żywego ducha :) 
na takich skałach często wcinaliśmy lunch :)

Dubrovnik był portem lotniczym w którym lądowaliśmy, a więc żal było nie zatrzymać się w mieście chociażby na chwilkę. Spędziliśmy tam 2 noce, mieszkaliśmy w Old City Inn, mini hostelu na samym starym mieście. Ceny jak na Dubrovnik przystępne, warunki baaardzo podstawowe- polecam głównie młodym ludziom zatrzymującym się na max. 4 noce. Dubrovnik jak dla mnie miasto przepiękne i zachwycające :) Niestety dosyć drogie- jeżeli wybieracie się dalej w drogę to tutaj warto przeżyć jedząc bagietki ze sklepu czy pizzę w tańszych restauracjach :) My popełniliśmy błąd idąc do restauracji Lokanda Peskarija polecanej w przewodniku  na owoce morza- po pierwsze było niezbyt tanio, a po drugie sposób przyrządzenia potraw był tragiczny (owoce morza były świeżutkie, ale niestety ktoś zalał wszystko olejem i zasypał cebulą- mieliśmy niestrawności przez pół nocy). Wstęp na mury miasta kosztował nas (jeżeli dobrze pamiętam) ok. 10-12 euro, co moim zdaniem jest ceną dosyć wygórowaną. W Dubrovniku był to nasz jedyny typowy punkt zwiedzający, poza tym spędzaliśmy czas przechadzając się po starym mieście czy siedząc na skałach :)

Kotor i okolice

Sztuczna wyspa Matki Boskiej na Skale znajdująca się na Boce Kotorskiej w okolicy miasteczka Perast. 

 Widok z wyspy na cudowny Perast

 Targ w Kotorze :)

 Oliwy i miody

 Najbardziej aromatyczne zioła jakie jadłam ! 

 Stare miasto w Kotorze. Duży wkład w jego wygląd mieli wenecjanie, którzy władali tymi terenami.


 Muzeum morskie na starym mieście w Kotorze- polecam dla osób lubiących dowiedzieć się ciekawych rzeczy :)

 Kurczak nadziewany serem i podany na ryżu z sosem pieczarkowym :) Sposób przygotowania zdecydowanie miejscowy, a smak godny polecenia.

 Grillowana kałamarnica i pyszne ziemniaczki na kwaśno ze szpinakiem

Widok z balkonu na Bokę Kotorską i pyszne lokalne jedzenie... NIEBO !

Kościółek znajdujący się na murach okalających miasto i Boka Kotorska w oddali

Wędrując po murach i fortyfikacjach wznoszących się ponad Kotorem można znaleźć ruiny małej osady i znajdujący się na zdjęciu Kościółek

Widok z góry Lovcen (i również parku narodowego) na Bokę Kotorską. Widać stamtąd całą Czarnogórę, a na szczycie znajduje się mauzoleum Piotra Njegosza, jednego z lokalnych bohaterów.

Kotor był chyba jednym z najfajniejszych przystanków :) Znajduje się nad Boką Kotorską, która czasami nazywana jest jedynym fiordem południa i otoczony murami i fortyfikacjami. Jeżeli trafimy na moment, że w porcie nie stoi żaden wycieczkowiec to miasteczko jest totalne wyludnione. Odwiedziliśmy kościół św. Tryfona z muzeum sakralnym i muzeum morskie, które były najlepszymi muzeami w całej Czarnogórze. Na mury miasta wybraliśmy się o 7:30, ponieważ wtedy nikt nie kasuje za wejście i nie ma na nich całej chmary turystów. Nad Kotorem wznosi się Góra Lovcen (1657 m n.p.m) na której znajduje się mauzoleum Piotra Njegosza. Poza tym z góry widać całą Czarnogórę ! Zjeżdżając stamtąd zatrzymaliśmy się w wiosce Njegusi, skąd pochodzi tradycyjna szynka- Njeguski prsut.


Na dzisiaj to wszystko, nie chcę was zamęczyć zbyt długimi notkami :) Dajcie znać czy się wam podobało i czy mam dodawać część II !