wtorek, 31 grudnia 2013

Goodbye 2013!

Witajcie

W sumie nie planowałam podsumowania roku 2013, bo jakoś nigdy takich podsumowań nie robiłam, a jak zobaczyłam ilość niezrealizowanych zeszłorocznych postanowień to po prostu się załamałam. Chyba ze względu na to, że natchnęły mnie inne blogi postanowiłam miniony rok jednak podsumować i może zrobić jakieś nieśmiałe postanowienia na kolejny :)


STYCZEŃ
6.01 wsiadłam w samolot w Dublinie i wieczorem wylądowałam w Polsce i w zasadzie to tyle pamiętam z tego miesiąca. A później się zaczęło.. Pierwsza w życiu sesja zimowa i chyba jeden z najbardziej stresujących okresów w życiu. Nabawiłam się cellulitu, bezsenności i nerwicy (ok, tego nie stwierdził żaden lekarz), było po prostu koszmarnie. W sumie sama nie wiem jakim cudem udało mi się zamknąć egzaminy w zaledwie 2 tygodnie, może oceny nie były zadowalające, ale przynajmniej miałam spokój.

LUTY
Aż dwa tygodnie przerwy ! Tydzień sesji w którym nie miałam już egzaminów i tydzień ferii spędzonych z D. w Liptowskim Mikulaszu. Jako, że spotykamy się raz na miesiąc/kilka miesięcy, spędzenie wspólnie walentynek wspominam bardzo dobrze. Poza tym jeżdżenie na desce, wieczory w klimatycznej winiarni i wygrzewanie tyłków w Tatralandii było cudowne :)


MARZEC
W połowie marca założyłam bloga i bardzo się z tego powodu cieszę :) W ciągu tych niespełna 10 miesięcy zyskałam 80 obserwatorów i 28 tys. wyświetleń, czego wierzcie mi, w marcu się nie spodziewałam! Poza tym marzec minął mi jakoś niespodziewanie szybko, z tego co pamiętam był to miesiąc poświęcony wizytom u dentysty, czyli niczemu szczególnemu. Niedzielę Wielkanocną wspominam jako dzień spędzony samotnie na kanapie, kiedy za oknem sypał śnieg (w tym roku jeszcze nie doświadczyłam tego zjawiska w grudniu!), a ja piłam zieloną herbatę i robiłam domowe spa- w sumie było fajnie ;)

KWIECIEŃ
Kwiecień był miesiącem kiedy udało mi się po raz pierwszy zrobić Killera, yeah :D Prawdziwy wyczyn, nieprawdaż? Był to mój ostatni miesiąc w tym roku na siłowni, którą bądź co bądź bardzo lubiłam. Moja dieta i wymiary wyglądały jeszcze całkiem nieźle :)

MAJ
Był to zdecydowanie jeden z tych miesięcy w których się działo, oj działo ! Dwa wyjazdy do Dublina- pierwszy na majówkę, a drugi na Boże Ciało. Poza tym pierwsze w mojej polibudowskiej karierze Igry i koncert Elektrycznych Gitar, który będę bardzo miło wspominać. Nie najlepszy miesiąc pod względem diety, ale pomiędzy jednym a drugim wyjazdem, maniakalnie ćwiczyłam tyłek z Mel B i dało to bardzo dobre efekty!



CZERWIEC
Kolejny miesiąc z którego pamiętam głownie sesję. W zasadzie nie było już tak źle jak zimą, zdecydowanie mniejsza presja, chociaż oceny nadal nie najlepsze. Zdarzały się dni odpoczynku od nauki, które spędzałam opalając się na ogródku. Niestety czerwiec był miesiącem gradobicia, które przysporzyło mi niezłego stresu. Jako, że rodzice byli na wakacjach, to ja byłam osobą, która musiała zająć się sprawami związanymi z ubezpieczeniem, o których tak naprawdę wcześniej nie miałam zielonego pojęcia.. Ponadto w czerwcu mój blog dołączył do facebook'a :)



LIPIEC
Zawsze był jednym z moich ulubionych miesięcy, ale nie tym razem. Rozpoczął się nieźle, sporo ćwiczyłam i dobrze jadłam. Niestety od połowy lipca zaczęłam zmagać się z usuwaniem ósemek i udało mi się uporać z dwoma zębami. Wizyt u chirurga nie wspominam najlepiej, tak jak i zdychania w łóżku po zabiegach. Lipiec to miesiąc moich urodzin, ale w tym roku ograniczyły się one do "babciowej" imprezy. Poza tym udało mi się spotkać z jedną koleżanką, gdyż reszta była wtedy nieosiągalna, a od mojego faceta dzieliło mnie całe 2 tys. km.



SIERPIEŃ
W połowie sierpnia wyjechałam na miesiąc do Dublina, a więc był to czas jak najbardziej pozytywny. Nie robiłam może niczego produktywnego i zdecydowanie za dużo jadłam, ale wspominam go bardzo dobrze :) Było sporo wyjazdów rowerowych i całkiem niezłej jak na Dublin pogody.

WRZESIEŃ
Był to miesiąc mojego wyjazdu na wakacje, w tym roku odwiedziliśmy Dubrownik i Czarnogórę. Wyjazd wspominam jako jeden z najlepszych w życiu, nigdy jeszcze nie spędzałam wakacji w taki sposób. W ciągu dwóch tygodni spaliśmy w 5-ciu miastach i robiliśmy przeróżne rzeczy zaczynając na zwiedzaniu, przez opalanie, a na chodzeniu po górach skończywszy ! Wróciłam opalona i bardzo zadowolona, chodź z kilkoma kilogramami sadełka gratis. Poza tym świętowałam we wrześniu pierwszą rocznicę z moim Lubym, oby było ich jak najwięcej :)



PAŹDZIERNIK
Chyba nie mogę powiedzieć, żeby ten miesiąc był dla mnie miesiącem ciężkiego zderzenia z uczelnią, bo było wręcz odwrotnie. Zanim zarejestrowałam, że zaczyna się rok akademicki, wylądowałam w Szczyrku na tygodniowym szkoleniu z Ekonomii, w całości opłacanym przez UE (kierunek zamawiany). Tydzień imprez może nieźle dać człowiekowi w kość, a co najlepsze- pod koniec wyjazdu dowiedziałam się, że zaledwie za kilka dni wyjeżdżam znowu (znowu dzięki uprzejmości Unii), tym razem był to wyjazd do Austrii. Dzięki temu spędziłam 4 dni, zwiedzając Wiedeń i Graz, karmili nas wybornie, a więc przywiozłam sporo nadprogramowych kg... Po powrocie z Austrii, a dokładnie w okolicy 28.10 ważyłam aż 57 kg (wiem, że niektórym może wydać się mało, ale dla mnie to rekord życiowy).



LISTOPAD
Chyba najgorszy z miesięcy w tym roku. Kolejne dwa zabiegi usuwania ósemek, z czego ostatni bardzo traumatyczny. Poza tym cała kupa kolokwiów, brak ćwiczeń i jakaś taka jesienna depresja.

GRUDZIEŃ
Diametralna zmiana w stosunku do listopada, cała kupa dobrych ocen i oczekiwanie na święta. Nie było szałowej ilości treningów, ale wróciłam do swojej optymalnej wagi- 52 kg. Grudzień przepełnił mnie pozytywną energią i dobrym humorem. Zdarzały się imprezy i genialna studencka Wigilia w mieszkaniu koleżanki z grupy :) Poza tym święta, góra prezentów i wyjazd do Dublina. Grudzień był chyba najbardziej pozytywnym miesiącem tego roku.



Podsumowując: może nie mam w tej chwili wymarzonej figury, ale w porównaniu z latami wcześniejszymi, było o niebo zdrowiej i bardziej treningowo :) Sporo udało mi się w tym roku zrobić, było dużo wyjazdów, zobaczyłam sporo ciekawych miejsc, przystosowałam się do trybu życia studenta i wiem, że teraz będzie już z górki. Mocno zmieniłam swoje podejście do życia, więcej we mnie optymizmu i mam nadzieję, że już tak zostanie.

W zeszłym roku moje postanowienia były dosyć nieprecyzyjne i wielu z nich nie wypełniłam. Z tego powodu w tym roku chciałabym sobie postawić konkretne zadania do realizacji, no i niezbyt wygórowane, bo takie zazwyczaj mijają się z celem :)

1. Zrobić Turbo Chodakowskiej
2. Zaliczyć 30 day shred Jillian
3. Poprawić swoją sprawność fizyczną (planuję zrobić sobie jakiś sprawdzian na początku roku, pobiegać, zrobić treningi z którymi nie miałam problemu, ocenić swój stan i sprawdzać efekty :))
4. Rozprawić się z cellulitem
5. Przebiec ciągiem 15 km
6. Znaleźć pracę na wakacje
7. Zrobić kurs AutoCada
8. Zacząć pracować nad angielskim
9. Pójść na koncert
10. Pójść do teatru/opery/na balet (skreślić przynajmniej jedno ;d)
11. Spotkać się z 2 znajomymi z liceum
12. Dostać stypendium na IV i V semestr


Ulubione w 2013:
1. Śniadanie: omlet bananowy
2. Serial: 90120
3. Kosmetyk kolorowy: Camuflage cream Catrice, odcień 2
4. Kosmetyk pielęgnacyjny: Acnederm, o ile nazywać go kosmetykiem :)
5. Blog: The Adamant Wanderer
6. Kanał na youtubie: maxineczka
7. Sklep: Penneys (Primark)- torebki za 5 euro to moja miłość :D
8. Ciuch: Kurtka pseudoskórzana z zielonymi rękawami z Penneys'a
9. Trening: Killer Chodakowskiej i trening pośladków Mel B
10. Obiad: Risotto z krewetkami i ze szparagami mojego chłopaka

Jeżeli chcecie to możecie dołączyć do tego minitagu :) A jak wam minął rok 2013? Jakie macie postanowienia na 2014?

piątek, 27 grudnia 2013

Święta, święta i po świętach ...

Witajcie

Święta jak zwykle przeleciały w mgnieniu oka i w sumie nie wiem czy jestem po nich zmęczona czy wypoczęta .. Psychicznie na pewno wypoczęta, ale fizycznie to w zasadzie święta nieźle dają w kość ! Dużo jedzenia, dużo alkoholu i dużo się dzieje, a więc i odpocząć fizycznie jest ciężko. Dzisiaj udało nam się trochę poleniuchować w łóżku i nie będę się chwalić do której godziny, bo sama nie umiem uwierzyć w to, że tyle gniłam w łóżku :) W Irlandii szaleje orkan o imieniu Teodoryk, a przynajmniej kilka dni temu o takowym wspominano. Tak więc z domu nie ma co wychodzić, bo wieje i leje strasznie, loty poopóźniane, ogólnie rzecz biorąc to Sodoma i Gomora. Trzeba mieć szczęście żeby z Ksawerego przerzucić się praktycznie od razu na Teodoryka, ja chyba przyciągam te huragany ;d
W tym roku Dzieciątko (na śląsku prezenty przynosi Dzieciątko) było dla mnie bardzo łaskawe i sama nie wiem dlaczego, gdyż najgrzeczniejsza to ja nigdy nie byłam :) Dzisiaj pokażę wam pokrótce jak wyglądały moje tego roczne święta w Dublinie.




 Wigilię spędzaliśmy u znajomych, tak wyglądał nasz stół. Niebieską miskę musicie wybaczyć, ale po prostu zabrakło naczyń ;d



 W pierwszy dzień świąt znajomi przychodzili do nas na obiad, tak wyglądał stół ;)

 Tak jak mówiłam, moich prezentów nazbierało się sporo i wszystkie były trafione.
Perfum La vie est belle i balsam, marzyłam o nich od dawien, dawna :)
Kosmetyki Clarnis, rękawiczki eleganckie i codzienne (potrzebowałam i jednych i drugich ;d), słodki, różowy portfel i różowa koszulka Nike (mamo, ile różu! ;d)


 Sukienka River Island i sweterek Miss Selfridge 

 Deseń sweterka jest po prostu boski !

 Róż Natural Collection o wdzięcznej nazwie Peach Melba i tusz Meybelline Colossal Volum' Express

Miłość od pierwszego wejrzenia i zakup roku ;d całe 9 euro na wyprzedaży w Primarku !

Jak widać zaopatrzyłam się w sporą ilość kwiecistych rzeczy i patrząc na moje zakupy stwierdzam, że są one totalnie inne niż wszystko co do tej pory nosiłam :D Jeżeli moja mama mnie rozpakuje to będzie pewna, że zabrałam z lotniska nie swój bagaż. Z drugiej strony to czasami trzeba pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa :)

A wam jak minęły święta? 

sobota, 21 grudnia 2013

Za co lubię zimę ;)

Witajcie

Lubię zimę i w zasadzie sama nie mogę uwierzyć w to, że to mówię. W tym roku przedświąteczna euforia dała mi się we znaki i stwierdziłam, że zima jednak nie jest taka zła :D Poniżej co nieco o tym, dlaczego lubię tę porę roku ;)

#1 śnieg- zawsze narzekam na przemoczone buty i, że w ogóle śnieg i zimno i tak dalej :D Ale kurczę, zima bez śniegu to jednak nie zima. Obserwowanie spadających płatków śniegu w długie, zimowe wieczory i ten cudowny nastrój za oknem- to jest to ;)



#2 święta- jako dziecko uwielbiałam święta, pewnie ze względu na prezenty, jednak później przeszłam swoisty bunt i uparcie twierdziłam, że świąt nie znoszę. Teraz bez bicia przyznaję się do tego, że Boże Narodzenie jest magiczne i, że te 3 dni sprawiają mi wielką frajdę :)



#3 deska- nie wyobrażam sobie zimy bez wyjazdu na snowboard :) Inne zimowe sporty też lubię, ale nie przykładam do nich aż tak wielkiej wagi. Gdyby ktoś dał mi ultimatum- tydzień na Dominikanie czy tydzień w Białce to wybrałabym bez wątpienia drugą opcję. Jeżdżenie na desce to jedyna okoliczność kiedy mogę przemarznąć do szpiku kości i nie marudzę z tego powodu. A poza tym nie ma nic lepszego niż wskoczenie do gorącego termalnego basenu, bo długim i męczącym dniu na stoku.


#4 grzane wino i piwo- może nie jest to najbardziej fit powód, ale te dwa trunki po prostu ubóstwiam! Leniwe wieczory spędzone z mamą przed telewizorem nie były by takie fajne, gdyby nie szklanka grzańca.



#5 gorąca czekolada, kakao i mleko z miodem i cynamonem- ostatnio często raczę się dwoma ostatnimi napojami. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz piłam gorącą czekoladę, ale myślę, że od czasu do czasu na kubek zwieńczony piankami marshmallows można sobie pozwolić.




#6 długie, leniwe wieczory z kubkiem herbaty i serialami lub książką-  Uwielbiam wylegiwanie się w łóżku z herbatą i czytanie książek, a ostatnio wyleguję się na kanapie i oglądam seriale co jest równie przyjemne, choć może nie tak produktywne.


#7 ozdoby, stroiki, świeczki, lampki- czyli to wszystko co "robi" całą atmosferę zimowo-świąteczną



#8 cudowne zapachy- z zimą kojarzą mi się zapach pierniczków, cynamonu, goździków, pomarańczy (nabijanej goździkami też ;d), czekolady, wanilii, grzanego wina i wiele, wiele innych :) Po prostu te zapachy, które sprawiają, że czujemy się dobrze i swojsko.



#9 ciepłe swetry- nie ma nic lepszego niż opatulenie się w ciepły, gruby sweter :) Moja kolekcja nie jest niestety zbyt pokaźna i w tym roku już raczej tego nie zmienię, ale obiecuję jej uzupełnienie w przyszłym roku.


#10 magiczna atmosfera- no po prostu wiecie co- wszystko co powyżej zebrane razem do kupy




To czego w zimie nie lubię opiszę pokrótce- nie lubię straszliwego zimna, nabierania sadełka, senności i rozleniwienia oraz sesji zimowej. W sumie minusów nazbierałam mniej niż plusów, czyli dalej jest pozytywnie

Napiszcie za co wy lubicie czy też dlaczego nie lubicie tej pory roku. Poza tym przypominam o rozdaniu, info tutaj

środa, 18 grudnia 2013

Konkurs

Witajcie :)

Od dawna chciałam zorganizować dla was jakieś rozdanie i w końcu udało się :) Jak wiecie niedawno współpracowałam ze sklepem internetowym Kuchnie Świata i rozdanie odbędzie się za uprzejmością tej firmy. Przyznam szczerze, że wybranie dla was nagród nie było łatwym zadaniem ze względu na ogromny asortyment sklepu.

Zasady:
Aby wziąć udział w rozdaniu należy:
1. Zostać publicznym obserwatorem bloga.
2. Polubić na facebooku fanpage THE WAY TO HAPPINESS
3. Polubić na facebooku fanpage Kuchnie Świata

I to na tyle :) Byłoby miło gdybyście udostępnili informacje na temat rozdania u siebie na facebooku lub na swoich blogach.

Nagrody:
Nagroda główna- olej kokosowy, babeczki bezglutenowe, cukier palmowy
Nagroda pocieszenia- olej kokosowy



Regulamin rozdania:
1. Rozdanie trwa od 18.12 do 6.01 do godziny 12:00.
2. Wyniki ogłoszę 7.01, zwycięzcy zostaną wybrani losowo.
3. Wysyłka nastąpi do 13.01.
4. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby pełnoletnie.
5. Wysyłka tylko na terenie Polski, jej koszty pokrywam ja.
6. Sponsorem nagród jest sklep Kuchnie Świata.
7. Aby wziąć udział w konkursie trzeba spełnić wszystkie 3 zasady oraz zostawić pod postem komentarz zgłoszeniowy.

Wzór komentarza zgłoszeniowego:
adres e-mail:
obserwuję bloga jako:
lubię na fb jako:

niedziela, 15 grudnia 2013

Jak pozbyć się boczków?

Witajcie!

Dzisiaj chciałam poruszyć temat, który dotyczy pewnie wielu z nas, czyli problem boczków. Czym są ładnie nazywane po angielsku "muffin top" chyba nikomu tłumaczyć nie muszę, aczkolwiek na wszelki wypadek poniżej macie ilustrację. Ja swoich muffinków szczerze nienawidzę i ciągle z nimi walczę. Nie są one co prawda tragiczne, ale wiadomo, jeżeli może być lepiej to czemu by się o to nie starać ? Mam dla was kilka rad na temat tego jak niechcianych boczków się pozbyć :)


1. Dieta- i jeszcze raz dieta ! Mówi się, że abs'a robi się w kuchni, a nie na siłowni i jest w tym sporo prawdy. Dlaczego? Otóż dlatego, że zazwyczaj za nie najlepszy wygląd brzucha odpowiedzialny jest tłuszcz na nim zgromadzony, a najlepszym sposobem na jego pozbycie się jest dobra dieta (ćwiczenia też są istotne, ale to tylko 30% końcowego efektu). Co ma sprawa brzucha do boczków? Ano to, że nasze muffinki to przecież zalegające zwały tłuszczu :) O tym jak powinna wyglądać odpowiednia dieta mówić nie muszę. Dużo wody, warzyw, zbilansowane posiłki, nie obżeramy się itp, itd. Generalnie ważną sprawą przy redukowaniu tkanki tłuszczowej jest to abyśmy spalali więcej kalorii niż zjadamy, a więc nazywając to fachowo ważny jest ujemny bilans energetyczny.


2. Aeroby i interwały- czyli pogromcy tłuszczu ! Nie ma się co kłócić, że te treningi w walce z tłuszczem są niezastąpione i mimo tego, że są diametralnie różne to warto je stosować. Moim zdaniem najbardziej optymalne efekty da wykorzystanie obu form, czyli np. 2 treningi cardio i jeden interwałowy w tygodniu. Uważam tak, ponieważ każdy z tych treningów działa w trochę inny sposób, a jeżeli możemy walczyć z wrogiem to najlepiej wykorzystać od razu całą artylerię, prawda?


3. Hula-hop- każde ćwiczenia, które skupiają się na talii i bocznych partiach brzucha będą naszymi sprzymierzeńcami. Kręcąc hula-hopem sprawiamy, że w dół pójdą zarówno centymetry z talii jak i z boczków. Posiadając hula-hop z masażerem możemy przy okazji nieźle wymasować te partie ciała, dzięki czemu cellulit nie będzie nam już taki straszny !



4.Ćwiczenia na boczne mięśnie brzucha- generalnie każde ćwiczenie, które przyjdzie Ci do głowy prawdopodobnie będzie dobre :) Skośne brzuszki, przyciąganie kolana do łokcia w pozycji pompki i wiele wiele innych ! Ponad to zwróć uwagę na treningi różnych trenerów, które kryją się pod nazwą "abs", gdyż zazwyczaj zawierają one ćwiczenia na cały tułów, a nie tylko na brzuch, jak niektórym się wydaje.



5.Tiffioczki- niezastąpione i uwielbiane przez wielu :) Ćwiczenia na talię Tiffany Rothe. Podobno dają spektakularne efekty, których sama jeszcze niestety nie dostąpiłam (nieregularność wykonywania), ale mam zamiar przyjrzeć się im z bliska. Na temat tego, że działają nie mam wątpliwości- dzień po ćwiczeniach nie umiem przechylić się w bok, a zakwasy są wprost niemiłosierne !


Piszcie jak wy walczycie z tym problemem :) Chętnie poczytam o waszych efektach !

czwartek, 12 grudnia 2013

#TOP 5 Christmas Songs

Witajcie :)

Święta tuż, tuż i z tego powodu postanowiłam napisać tego posta :) Nigdy w zasadzie nie byłam szczególną fanką świąt, więc ciężko mi uwierzyć w to, że w tym roku tak bardzo się na nie cieszę. Z jednej strony zawsze narzekam, że zimno i, że śnieg, a ja muszę przedzierać się przez zaspy, żeby dojść na autobus. A z drugiej to w sumie nie obraziłabym się gdyby jeszcze przed świętami spadł śnieg, bo w Dublinie białych świąt raczej mieć nie będę :) Wrzucam wam moje top 5 świątecznych piosenek, poczujmy magię świąt !

#5- Mariah Carey- All I want for Christmas is you
W sumie co roku w czasie świąt narzekam, że mam już dość tej piosenki, ale jakoś zawsze przez cały rok zdążę za nią zatęsknić :)


#4 Jingle Bells Rock
Energetyczna, ale świąteczna :) ta wersja mega mi się spodobała !


#3 Dean Martin- Let it snow
Piosenka jest klimatyczna, a głos Dean'a głęboki i przyjemny :)


#2 Wham- Last Christmas
Wiem, wiem wszyscy mają jej po uszy :D Ale nie ma świąt bez Kevina, piosenki Last Christmas i reklamy Coca-Coli (swoją drogą podobno w tym roku ma nie być słynnego "coraz bliżej święta" ;/). I możecie mówić co chcecie, ale ja tam się uśmiecham jak słyszę ją w radiu (tak, tak słucham radia!)



#1 Anna Karwan- What the world needs now
Przypomniałam sobie o niej w czasie oglądania filmu "Listy do M" i mogę jej słuchać do upadłego :)



Jeżeli chodzi o świąteczne filmy to nie mam po co robić takiej listy, bo po prostu za nimi nie przepadam. Lubię tylko "Listy do M" (jak dla mnie wyjątkowo udany Polski film, coś takiego nie zdarza się często..), no i oczywiście Kevina :) A wy czego lubicie słuchać i co oglądacie w czasie świąt? :) Nie zapominajmy oczywiście o naszych polskich, pięknych kolędach !

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rest day- czyli odpoczynek jest ważny !

Witajcie :)

Ostatnio jakoś cierpiałam na brak czasu i na brak pomysłów na notki. Na szczęście zdarzyło mi się kiedyś zrobić listę pomysłów na posty i dzisiaj z tej listy właśnie korzystam :) Nie piszę tego posta dla sportowców, a dla osób, które parają się sportem amatorsko i dla przyjemności (jak i dla poprawienia wyglądu ;p).


Odpoczynek to bardzo ważny element treningu. Tak, tak dobrze usłyszałeś - treningu ! Nie ma kompletnego treningu bez regeneracji i wierz mi, że nie jest sztuką trenować codziennie przez jakiś czas tylko po to żeby się przetrenować i stracić chęci do ćwiczeń. Kluczem do sukcesu (uwaga, uwaga odkryjemy Amerykę),jak we wszystkim co związane jest ze zdrowym stylem życia, jest umiar. Zrównoważony trening z odpowiednią liczbą dni odpoczynkowych da o wiele lepsze rezultaty niż codzienne katowanie się na śmierć. Odpoczywanie wcale nie jest łatwą sztuką w świecie pędzącym szybko do przodu i tego odpoczynku bardzo wielu z nas musi się nauczyć.

Zrobienie dnia przerwy jest bardzo ważne ze względu na to, że nasze mięśnie potrzebują od 24 do 48 godzin na regenerację. Jeżeli nie dostarczymy im tego czasu to mięśnie odwdzięczą się zmęczeniem i słabymi wynikami. W takim przypadku, ważne jest żeby nie ćwiczyć codziennie tych samych partii ciała oraz umiejętnie przeplatać treningi siłowe z treningami cardio, a od czasu do czasu dodawać także interwały (nie powinny być wykonywane częściej niż 48 godzin) oraz jednodniowe przerwy. W czasie odpoczynku nasz organizm uzupełnia płyny, dlatego ważne jest aby dozować je sobie przez cały dzień treningowy, jak i w czasie "rest day'u" (wielu z nas skupia się na uzupełnianiu płynów w czasie lub po treningu, a nie to jest najważniejsze). Brak odpoczynku może prowadzić do przetrenowania, kontuzji oraz urazów. Przetrenowany człowiek musi zrezygnować z treningu na okres znacznie dłuższy niż 3 dni, przez co nie poprawi swoich wyników. A chyba lepiej poświęcić te 2 dni w tygodniu, niż na przykład całe 2 tygodnie w przypadku przetrenowania, prawda? :)

Możemy odpoczywać biernie, jak i czynnie. Odpoczynek bierny to po prostu coś na zasadzie "leżę i pachnę", czyli zero aktywności fizycznej w dniu kiedy występuje nasz reset. Taki odpoczynek też jest nam od czasu do czasu potrzebny, dobrze jest się odstresować i skupić na czymś innym niż trening (np. poczytać książkę). Odpoczynek czynny to lekka aktywność fizyczna jak na przykład spacer, rekreacyjna wycieczka na rowerze czy kilka minut spokojnego pływania na basenie (a potem oczywiście sauna <3 nbsp="" p="">Moją propozycją jest robienie 1-2 dni przerwy w tygodniu, oczywiście w zależności od treningu i predyspozycji. Ważne, żeby unikać robienia dłuższych przerw, dobrze sprawdza się system odpoczynku co 3 dni. Do tego odpowiednio skomponowana reszta treningu i efekty będą murowane :)


A wy odpoczywacie ? Sama przyznaję, że to nie jest łatwa sprawa i jeżeli wpadam w wir treningów to nie chcę przestawać, a znowu jak już zrobię dzień przerwy to ciężko się zebrać. Też macie taki problem?