sobota, 26 lipca 2014

Z wizytą na targu

Witajcie

Moja nieobecność na blogu była dosyć długa, ale na szczęście wszystko wraca do normy :) Ciężkie kilka tygodni sesji i bardzo intensywny program obozu naukowego nie pozwoliły mi na regularne pisanie notek, ale jestem już w Dublinie i postaram się nadrobić braki. Bardzo ubolewam nad tym, że w lipcu ukazała się jak na razie tylko jedna notka. Lipiec to jeden z moich ulubionych miesięcy, kojarzy mi się ze słońcem, początkiem wakacji, no i moimi urodzinami :)

Nie wiem jak to się dzieje, ale czy chcę czy nie chcę, podczas podróży zawsze ląduję na jakimś lokalnym targu :) Również w czasie obozu naukowego zupełnym przypadkiem dotarłam na dwa cudowne targi i dzisiaj pokażę wam kilka zdjęć z tych magcznych miejsc.

Viktualienmarkt w Monachium

Jeden z największych i najfajniejszych targów na jakim byłam :) Produkty na tym targu nie należą do najtańszych, ale można tam dostać dosłownie wszystko i to bardzo dobrej jakości. Zaopatrują się na nim znani monachijscy restauratorzy. Przy targu znajduje się ogródek piwny Biergarten w którym możemy napić się lokalnego piwa i przynieść własne jedzenie. Jest to jedno z niewielu miejsc w Monachium gdzie można spróbować piwa z każdego monachijskiego browaru (zwykle jest tak, że jedno miejsce oferuje piwo z jednego browaru), ale niestety nie przy jednej wizycie. Ogródek wystawia dane piwo przez jakiś czas i po jego upłynięciu przychodzi pora na kolejny browar, a więc aby spróbować piwa z wszystkich sześciu browarów trzeba odwiedzić Monachium kilka razy (albo przyjechać na Oktoberfest ;d)

 Stoiska z oliwkami były genialne ! Z Kaśką skusiłyśmy się na zielone oliwki w ziołach nadziewane czosnkiem :)


 Viktualienmarkt oferuje szeroką gamę warzyw ...

 przetworów...

 ... i owoców ! Znalazłam tam popularnego ostatnio dragon fruit, ale niestety kiedy przyszłyśmy następnym razem nie był zbyt świeży :(

 Na targu nie brakuje także win i serów


Środowy targ w Martigny 

Martigny to niewielkie, lecz bardzo urokliwe miasteczko w Szwajcarii. Położone w dolinie, z każdej strony otaczane przez Alpy. W Martigny spędziliśmy 4 dni i były to raczej te należące do nieco bardziej leniwych. Mieliśmy tam sporo wolnego czasu, a więc dogłębnie zwiedziliśmy górujący nad miastem zamek, odwiedziliśmy basen, a tuż obok naszego hotelu odkryliśmy targ :) Prawdopodobnie był to jeden z tych targów, które odbywają się raz w tygodniu. Specjalnie z tego powodu zamknięto dosyć sporą ulicę, pozwalając na wystawienie targowych bud. Był to targ kompletnie inny niż ten w Monachium, bardziej chaotyczny i przypominający targi południowej Europy :)

 Sery przyprawiały o zawrót głowy. Wierzcie, że jako miłośnikowi serów nie było mi łatwo opanować się przez wydaniem majątku właśnie na nie :)


 Tak, ten pan kroi szynkę. Cholernie dużą szynkę !

Targ oferował także szeroką gamę wypieków


A wy jak spędzacie wakacje ? Dajcie znać czy chcecie jeszcze jakąś notkę dotyczącą mojej podróży, czy może wolicie coś bardziej zbliżonego do tematyki bloga :)

4 komentarze:

  1. takie targi są najlepsze ;)

    Pozdrawiam

    nutkaciszy.blogspot.com
    truskawkowa-fiesta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie targi. Można tam dostać świeże i dobre artykuły. :)
    Chciałabym kiedyś pójść na taki ogromny targ. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawi mnie, gdzie byłaś i co robiłaś :) zazdroszczę takiego targu, ale tylko trochę, bo wydać tam majątek byłoby bardzo łatwo :D

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.
Docenię konstruktywną krytykę, ale nie będę tolerować hejterstwa.
To nie jest miejsce na spam!
Nie musisz reklamować swojego bloga, na pewno zajrzę na Twojego jeżeli zostawisz komentarz