wtorek, 29 lipca 2014

Przydatne fit gadżety

Witajcie

Temat tego posta chodził mi po głowie od dłuższego czasu, ale jakoś ni z tego ni z owego nie mogłam zabrać się za jego napisanie. Dzisiaj wezmę na tapetę kilka fit gadżetów, które z mojego punktu widzenia są całkiem pożyteczne i przydatne ;)

1. Waga kuchenna- marzyła mi się od dawna i swojej własnej w zasadzie jeszcze się nie dorobiłam, ale na szczęście posiada ją mój chłopak u którego obecnie mieszkam. Waga jest nieoceniona ! Nic tak bardzo nie pomoże kontrolować tego co dzieje się w naszej kuchni jak waga. Staram się aby moja dieta wyglądała jak najlepiej i dzięki wadze wiem dokładnie ile czego zjadam, czy ilość białka jest odpowiednia i czy nie przesadzam z węglami. Poza tym waga na pewno przyda się kuchennym laikom (takim jak ja) w przygotowywaniu wypieków czy gotowaniu z przepisów w których podano składniki w gramach.

Jeżeli nie chcesz inwestować w taki gadżet zawsze możesz skorzystać z tej strony, która przedstawia wagę produktów w łyżkach, szklankach itp. Baza jest bardzo rozbudowana i sama z niej korzystałam kiedy nie posiadałam wagi :)


2. Opaska naramienna na telefon lub nerka- nie posiadam ani jednej ani drugiej, ale pewnie przyjdzie czas, że pojawią się w moim zbiorze. Jeżeli biegacie czy jeździcie na rowerze i lubicie przy tym posłuchać muzyki czy chociażby korzystacie z Endomondo to odwiecznym problemem jest "co zrobić z telefonem". Ja trzymam swojego grata w dłoni, ale to ze względu na to, że jest maleńkich rozmiarów, ze smartfonem nie byłoby tak łatwo. Nerka może dodatkowo ułatwić nam życie, ponieważ zmieści telefon, klucze i proteinowego batonika (na dłuższe rowerowe wojaże), są także opcje ze specjalnym mocowaniem na bidon !



3. Szybkoschnący ręcznik- jakoś nigdy nie zwracałam uwagi na tego typu gadżety, ale ostatnio zaczęłam zastanawiać się nad jego zakupem. Ręcznik na siłowni jest rzeczą niezbędną (ok, na razie nie chodzę na siłownię :P), można wykorzystać go w celach higienicznych- kładąc go na maszyny wykorzystywane do ćwiczeń czy też po prostu otrzeć pot z czoła. Wersja szybkoschnąca jest tym fajniejsza, że zajmuje naprawdę niewiele miejsca, a fakt, że (jak sama nazwa wskazuje) błyskawicznie wysycha sprawia, że można wrzucić go do torby od razu po treningu. Ponadto na pewno przyda się każdemu podróżnikowi zabierającemu ze sobą jedynie bagaż podręczny i nie zajmie dużo cennego miejsca w piknikowym koszyku :)


4. Bidon- w zasadzie zawsze uważałam to za gadżet zbędny, ale jestem do niego coraz bardziej przekonana. Zawsze uważałam, że po co mi bidon skoro starczy zwykła butelka z wodą, ale z drugiej strony bidony zawsze posiadają wygodny dziubek i są zrobione z lepszej jakości plastiku. Poza tym wydajemy na niego kilka-kilkanaście złotych, napełniamy wodą z kranu i gotowe, nie trzeba wydawać pieniędzy na butelkowaną wodę, która w dłuższej perspektywie generuje większe wydatki niż wspomniany powyżej bidon. Ostatnio w Primarku widziałam bardzo wygodną wersję w kształcie owalnym z dziurą na dłoń w środku (zrobię zdjęcie jak tylko będę tam następnym razem).


5. Ciężarki na nadgarstki/kostki- sama pewnie bym nie wpadła na ich zakup, gdybym nie dostała ich na urodziny od przyjaciółki. Moje własne niestety musiały zostać w Polsce (nadbagaż), ale na pewno będą ostro eksploatowane po powrocie. Przydają się szczególnie osobom początkującym, które ćwiczą w domu. Nie trzeba inwestować majątku w hantelki, jeżeli chce się zwiększyć intensywność ćwiczeń! Poza tym są bardzo poręczne, w czasie ćwiczeń mamy wolne ręce i nic nam się nie wyślizguje.


6. Endomondo i inne aplikacje treningowe- w zasadzie ciężko nazwać je gadżetem, ale mimo wszystko to bardzo przydatna sprawa. Sama planuję zakup nowego telefonu na okolice października/listopada i nie mogę się doczekać korzystania z tych aplikacji :) Nic tak nie ułatwia kontrolowania postępów ćwiczeń ! Póki co pozostaje mi prowadzenie dziennika treningowego :)


Z jakich gadżetów korzystacie? Może jest coś godnego polecenia o czym nie napisałam? :) Chcecie przepis na wyśmienite curry mojego chłopaka ? (właśnie się gotuje)

sobota, 26 lipca 2014

Z wizytą na targu

Witajcie

Moja nieobecność na blogu była dosyć długa, ale na szczęście wszystko wraca do normy :) Ciężkie kilka tygodni sesji i bardzo intensywny program obozu naukowego nie pozwoliły mi na regularne pisanie notek, ale jestem już w Dublinie i postaram się nadrobić braki. Bardzo ubolewam nad tym, że w lipcu ukazała się jak na razie tylko jedna notka. Lipiec to jeden z moich ulubionych miesięcy, kojarzy mi się ze słońcem, początkiem wakacji, no i moimi urodzinami :)

Nie wiem jak to się dzieje, ale czy chcę czy nie chcę, podczas podróży zawsze ląduję na jakimś lokalnym targu :) Również w czasie obozu naukowego zupełnym przypadkiem dotarłam na dwa cudowne targi i dzisiaj pokażę wam kilka zdjęć z tych magcznych miejsc.

Viktualienmarkt w Monachium

Jeden z największych i najfajniejszych targów na jakim byłam :) Produkty na tym targu nie należą do najtańszych, ale można tam dostać dosłownie wszystko i to bardzo dobrej jakości. Zaopatrują się na nim znani monachijscy restauratorzy. Przy targu znajduje się ogródek piwny Biergarten w którym możemy napić się lokalnego piwa i przynieść własne jedzenie. Jest to jedno z niewielu miejsc w Monachium gdzie można spróbować piwa z każdego monachijskiego browaru (zwykle jest tak, że jedno miejsce oferuje piwo z jednego browaru), ale niestety nie przy jednej wizycie. Ogródek wystawia dane piwo przez jakiś czas i po jego upłynięciu przychodzi pora na kolejny browar, a więc aby spróbować piwa z wszystkich sześciu browarów trzeba odwiedzić Monachium kilka razy (albo przyjechać na Oktoberfest ;d)

 Stoiska z oliwkami były genialne ! Z Kaśką skusiłyśmy się na zielone oliwki w ziołach nadziewane czosnkiem :)


 Viktualienmarkt oferuje szeroką gamę warzyw ...

 przetworów...

 ... i owoców ! Znalazłam tam popularnego ostatnio dragon fruit, ale niestety kiedy przyszłyśmy następnym razem nie był zbyt świeży :(

 Na targu nie brakuje także win i serów


Środowy targ w Martigny 

Martigny to niewielkie, lecz bardzo urokliwe miasteczko w Szwajcarii. Położone w dolinie, z każdej strony otaczane przez Alpy. W Martigny spędziliśmy 4 dni i były to raczej te należące do nieco bardziej leniwych. Mieliśmy tam sporo wolnego czasu, a więc dogłębnie zwiedziliśmy górujący nad miastem zamek, odwiedziliśmy basen, a tuż obok naszego hotelu odkryliśmy targ :) Prawdopodobnie był to jeden z tych targów, które odbywają się raz w tygodniu. Specjalnie z tego powodu zamknięto dosyć sporą ulicę, pozwalając na wystawienie targowych bud. Był to targ kompletnie inny niż ten w Monachium, bardziej chaotyczny i przypominający targi południowej Europy :)

 Sery przyprawiały o zawrót głowy. Wierzcie, że jako miłośnikowi serów nie było mi łatwo opanować się przez wydaniem majątku właśnie na nie :)


 Tak, ten pan kroi szynkę. Cholernie dużą szynkę !

Targ oferował także szeroką gamę wypieków


A wy jak spędzacie wakacje ? Dajcie znać czy chcecie jeszcze jakąś notkę dotyczącą mojej podróży, czy może wolicie coś bardziej zbliżonego do tematyki bloga :)

niedziela, 6 lipca 2014

Nowości kosmetyczne

Witajcie

Przepraszam was za moją baardzo długą nieobecność, ale czym była spowodowana dowiedzieliście się ostatnio :) Na szczęście już wakacje, koszmary sesji za mną, chociaż ostatnie kolokwium poszło mi strasznie i pozostaje modlić się, żeby przyszły jakieś w miarę pozytywne wyniki..
We wtorek wyjeżdżam na wycieczkę objazdową po Europie, ale nie martwcie się, postaram się napisać kilka notek na zapas :) Poza tym możliwe, że będą jakieś migawki z podróży.

Dzisiaj mam dla was posta z nowościami kosmetycznymi, ponieważ trochę tych kosmetyków w ostatnim czasie się nazbierało :)


1. Eyebrow set, Catrice (15,99 zł w Hebe)- jako brwio-maniaczka nie mogłabym w końcu nie zakupić takiego kosmetyku. Wcześniej używałam cieni z paletki Sleeka, która niestety jest mocno poturbowana i nie nadaje się już na podróże :( Paletka Catrice składa się z dwóch cieni, małego lusterka i "szufladki" z aplikatorem i pęsetką. Oczywiście aplikator pozostawia wiele do życzenia, ale same cienie są super :) Nie mogę zbyt wiele jeszcze na ich temat powiedzieć, bo używałam ich tylko raz, ale jestem bardzo zadowolona. Są intensywne i mają chłodny odcień, raczej nie polecałabym blondynkom.

2. Wysuwana kredka do oczu, Essence (6,99 zł), kolor: Black Fever- jak wiecie mam bzika na punkcie tego, żeby kredka do oczu była wysuwana, a nie temperowana. Po ostatniej, słabej kredce z Bella do tej podchodziłam sceptycznie, ale używam od kilku tygodni i jestem BARDZO zadowolona :) Mocny kolor, długo i wyraźnie się trzyma, nie odbija się na górnej powiece, a w dodatku ma dobrą cenę. Na linii wodnej szału nie zrobi, ale chyba mało która kredka robi :)

3. Żel do brwi Eyebrow Filler, Catrice (9,99 zł w Hebe- chyba trafiłam na przypadkową promocję, bo normalnie kosztuje 14,99 zł)- pierwszy mój tego typu produkt i chyba nie do końca to czego szukałam, ale okazał się zdecydowanie przydatny. Ładnie nadaje kształt brwiom i trzyma je w ryzach przez długi czas. Dla dziewczyn z dużymi prześwitami i ciemnymi brwiami jak u mnie, trzeba będzie używać jednak cieni lub innego wypełnienia. Liczyłam, że ten jeden kosmetyk zastąpi wszystko do brwi, przyciemni i wypełni, ale niestety w tym się nie sprawdza. Za to trzyma perfekcyjnie :) Może efekt przyciemnienia będzie widoczny na jaśniejszych brwiach.

4. Lip Smacker Coca Cola Vanilla (2,99 zł w Hebe)- kupiony na mega promocji za namową koleżanki- strzał w dziesiątkę ! Cudownie pachnie, ma delikatny smak i fajnie nawilża, a do tego gadżeciarsko wygląda :) Wreszcie zrozumiałam fenomen Lip Smackerów.

5. Tusz Max Factor 2000 Calorie (19,99 zł w Rossmanie)- jak na razie czeka na swoją kolej, ale podkradałam go mamie i był bardzo fajny.



1. Oliwkowe mydło do ciała o zapachu cynamonu- prezent przywieziony przez rodziców z Korfu
2. Balsam do ciała opalizujący, Ziaja Sopot- dodatek do kremu do twarzy, wypróbowałam na ręce i niestety wydaje się zbyt brokatowy jak na mój gust
3. Krem do depilacji skóry wrażliwej, Ziaja (około 8 zł)- zwykle używałam tego z Bielendy, ale ostatnio nie byłam zachwycona i postanowiłam kupić coś nowego, zobaczymy jak się sprawdzi
4. Matujący krem do twarzy SPF50+, Ziaja (17,9 zł w aptece)- sporo na jego temat napisałam tutaj. To moje drugie opakowanie :)
5. Chusteczki do demakijażu, Alterra (3,39 zł w Rossmanie)- niezbędne na wyjazdy ! Zwykle używałam tych Biedronkowych, ale postanowiłam skusić się na powyższe, zobaczymy jak się sprawdzą :)


1. Odżywka pielęgnacyjna Ultra Doux, Garnier (około 10 zł)- mój włosowy hit ! Po użyciu tej odżywki moje włosy są miękkie i świetnie nawilżone :) Żadna inna drogeryjna odżywka nie dała tyle dobrego moim włosom.
2. Rozjaśniacz w spray'u, Joanna (8,49 zł w SuperPharm)- strasznie ciężko go dostać, ale jest on jednym z moich wakacyjnych hitów :) Udało mi się całkiem nieźle rozjaśnić ciemnobrązowe włosy i to jednym opakowaniem. Niestety nie udało mi się kupić kolejnej buteleczki, więc nie wiem czy będę dalej miała czym rozjaśniać. Polecam, bo daje świetny, naturalny efekt. Jest dedykowany blondynkom, ale na ciemnych włosach też się sprawdza.
3. Samoopalacz w spray'u, Sun Ozon (8,99 zł w Rossmanie)- jeszcze nie używany, także trzymajcie kciuki :D
4. Żel pod prysznic GoGo, Kallos (3 szt. za 9,99 zł w Hebe)- kolejny skutek promocji w Hebe :) wzięłyśmy z koleżanką na pół z myślą o obozie, jeszcze nie używałam, ale już wiem, że obłędnie pachnie! O ile dobrze pamiętam to nie zawiera parabenów.

Kupiłam także mydełko Wardi Shan na przebarwienia, ale niestety nie miałam aparatu kiedy jeszcze było nowiutkie i nieużywane :) Więcej na ten temat pisała Alina


Przedwczesne prezenty urodzinowe :) Jako, że opijałyśmy sesję i moje 21 urodziny (kończę 21 dopiero 21 lipca) dostałam od koleżanek upominki. Opaska na oczy dla śpiocha, który musi mieć egipskie ciemności żeby zasnąć i ciężarki na ręce/nogi do ćwiczeń na pewno będą eksploatowane :) Dzięki dziewczyny !


W Hebe dorwałam też perfum za 34,99 zł :) Na półce pisało, że kosztuje 49,99 zł, ale mam szczęście i za każdym razem przy kasie okazuje się, że płacę mniej :) Nie wiem czego to zasługa ! Zapach nie trzyma się jakoś super długo i jest nieco za słodki jak na upały, ale i tak mi się podoba!

O czym chcielibyście poczytać? Jako brwiomaniaczka planuję napisać coś na temat "makijażu" swoich brwi, chcecie? W głowie mam masę pomysłów, w tym bardzo dużo tych kosmetycznych. Mam nadzieję, że będziecie zaglądać ! Piszcie jak mijają wam wakacje :)