wtorek, 25 listopada 2014

Fitspiracje

Witajcie

Kochani dzisiaj szybki post z inspiracjami ;)

 piękne włosy < 3

 tyyyyle dobroci, marzę ;)

 bieganko przy takich widokach, ajjj

 fotogeniczna Fiji water ;)

 brzuch idealny


 krewetki by się zjadło!





sobota, 22 listopada 2014

Z pamiętnika aparatki

Witajcie

Jak pewnie wiadomo niektórym z was, od pewnego czasu noszę aparat ortodontyczny. W styczniu założyłam górę, a w maju dół i chyba mogę już na ten temat napisać kilka słów oraz napisać odpowiedzi na kilka często zadawanych pytań.


Od kiedy pamiętam chciałam wyprostować swoje zęby i nalegałam na to jeszcze w momencie, kiedy można było to zrobić za darmo na NFZ (o ile dobrze wiem to przed 13 rokiem życia nadal istnieje taka możliwość). Górny łuk w zasadzie nie był taki zły, delikatnie wysuwał się do przodu jeden ząb, większy problem był z dolnym łukiem, w którym znacznie przesunięta do tyłu była jedna z jedynek. W końcu nadeszły studia i fundusze, niestety sprawa nie była taka prosta, ponieważ przed prostowaniem należało wyleczyć wszystkie zęby, a ich było sporo. Po kilku miesiącach doszedł jeszcze problem wyrywania ósemek i musiałam zrobić to u chirurga.
Na temat ósemek mogłabym chyba napisać już cały elaborat, bo po 4 wizytach u chirurga stomatologicznego człowiek dokładnie wie co, jak i kiedy. Nie będę się rozpisywać na ten temat w tym poście, ale jeżeli chcecie wiedzieć coś więcej to chętnie wam o tym napiszę.
I w końcu po wyleczeniu zębów, wyrwaniu ósemek, konsultacji ortodontycznej usłyszałam, że możemy zakładać aparat. Na pierwszej wizycie Pani doktor zrobiła mi odlew szczęki, a na kolejnej założyła aparat na górę. Obiecywała, że po ósemkach nic gorszego mi już nie grozi. I w sumie faktycznie, ból po założeniu aparatu jest znacznie słabszy niż w przypadku ósemek. Zdecydowałam się na aparat metalowy, głównie ze względu na finanse, ale także dlatego, że nie miałam szczególnego parcia na to, żeby aparat był niewidoczny. Po założeniu aparatu miałam wrażenie, że za chwilę wypadną wszystkie zęby, zwłaszcza przy jedzeniu, czasami aparat obdzierał mnie niemiłosiernie, ale spinałam tyłek wmawiając sobie, że to przecież wyjdzie mi na dobre. Na początku wydawało mi się, że jedzenie z aparatem jest nie możliwe, ale obecnie już daję radę (chociaż fakt, nie jestem w tym mistrzem). W maju założyłam dolny łuk i na początku było jeszcze gorzej niż przy górze, ale powoli powoli się przyzwyczaiłam. Na ostatniej wizycie u ortodonty usłyszałam, że w maju ściągamy, a to znaczy, że na dół wystarczył rok, a na górę rok i cztery miesiące.


Odpowiedzi na pytania

Jakie są koszty aparatu?
Wszystko zależy od gabinetu w którym zakładamy aparat i mogą one diametralnie się różnić. Sporo zależy także od rodzaju aparatu, najtaniej wychodzą metalowe łuki, ponadto są jeszcze aparaty ceramiczne czy nowoczesne Clear Alignery. Do kosztów należy także doliczyć wizyty, zmianę łuków i tym podobne, a to zazwyczaj wychodzi drożej niż samo założenie aparatu.

Ile trzeba nosić aparat?
Długość noszenia aparatu zależy od wady jaką mamy i najlepiej pytać o to lekarza przy pierwszej konsultacji. U mnie do dosyć krótko, ale znam osobę, która aparat nosi już 4 lata.

Z czego składa się aparat?
Metalowy aparat składa się z metalowych zamków przyklejanych do zębów, obręczy zakładanych zazwyczaj na szóstki (ta część mnie nie dotyczy), drutu przewleczonego przez zamki i ligatur, które łączą zamek z drutem. Najczęściej stosowane są ligatury elastyczne, tzw. gumki, ale kiedy wyjeżdżałam do Dublina na 3 miesiące założono mi ligaturę metalową. Ponadto czasami stosowane są różnego rodzaju sprężynki, np. teraz mam na aparacie gumowe wyciągi, czyli coś wyglądającego jak gumka recepturka, łączącego dolną trójkę i czwórkę z górną trójką.

Jak dobrać odpowiedniego lekarza?
Poza tym, że ważne są kwestie finansowe, bo tanie aparaty ortodontyczne nie są częstym zjawiskiem, powinniśmy zwrócić uwagę na samego lekarza, to czy ma doświadczenie, co sądzą o nim pacjenci i jak podchodzi do klienta jest ważne.

Czy potrzeba jakichś specjalnych gadżetów?
Lekarz pewnie wmówi wam, że potrzebujecie hiperpasty, szczoteczki i nie wiadomo czego. Jasne, można w to wszystko inwestować, ale ja przez zabieganie nie kupiłam ani specjalnej pasty, szczoteczkę dalej mam zwykłą, a takiej jednopęczkowej też się nie dorobiłam :D I wiecie co? Żyję, ortodonta nie zauważył różnicy :)

Czy mając aparat nie ma problemów z jedzeniem?
Na początku są, ale później człowiek zaczyna ogarniać sprawę. Jeżeli ma się jakieś szczególne problemy to można nosić przy sobie wykałaczki czy szczoteczki jednopęczkowe, żeby pozbywać się tego co zalega w aparacie.

Czy ból po założeniu aparatu jest duży?
Wszystko zależy od organizmu, mnie bolało około 2 tygodnie. Największy problem jest w trakcie jedzenia, ale naprawdę da się to przeżyć. Kolejnym problemem są obtarcia z którymi można sobie poradzić poprzez zastosowanie specjalnego wosku (dostajemy go od lekarza) czy maści typu Dezaftanmed.

To by było na tyle, jeżeli chodzi o moje doświadczenia. Mogłabym napisać o wiele, wiele więcej, ale nie chcę was zanudzić. Zadawajcie pytania, chętnie podzielę się z wami swoją wiedzą :) Chętnie posłucham waszych aparatowych historii ;)

środa, 19 listopada 2014

Haul zakupowy- kosmetyki

Witajcie

Od powrotu do Polski zdarzyło mi się kilka razy pójść na zakupy i uzupełnić swoje kosmetyczne niedobory. Najbardziej obkupiłam się na promocji Rossmanowskiej, ale muszę przyznać, że nieco rozczarowała mnie jej forma, zdecydowanie bardziej wolałam -49%.

 Od lewej:
1. Krem do rąk Avon (cena:5,99 zł)- niedawno zostałam konsultantką Avon, więc zdarzyło mi się kupić kilka produktów tej firmy. Krem całkiem fajnie pachnie i nieźle działa.
2. Woda perfumowana Avon Luck (cena katalogowa: 90zł)- zakochałam się w tym zapachu ! Mój Manifesto od YSL już praktycznie dotknął dna, a Luck jest bardzo podobny (przynajmniej na początku) i znaaacznie tańszy. Zapach jest bardzo słodki, ale także intrygujący, a co najlepsze podoba się naprawdę wielu osobom, więc może być świetnym pomysłem na prezent.
3. Róż do policzków Bourjois (cena: 49,99 zł), odcień: 74 Rose Ambre- zwykle używałam tanich róży do policzków, ale skuszona promocją i świetnymi recenzjami postanowiłam kupić ten. O matko jest cudowny! Już teraz wiem na czym polega różnica :)
4. Tusz do rzęs Wibo Growing Lashes (cena: 10,29 zł)- słyszałam o nim sporo dobrego, dam znać jak wypróbuję.
5. Eyeliner Eveline (cena: 9,99 zł)- używam od dłuższego czasu i jak na razie mi się sprawdza, nie kusi mnie na zmiany.
6. Lakier do ust Bourjois Rouge Edition Velvet (cena: 49,99 zł), odcień: 04 Peach Club- nasłuchałam się o nich na blogach i vlogach i śnił mi się po nocach, mam chrapkę jeszcze na Ole Flamingo, ale wszystko z czasem. Jak na razie wypróbowany raz na imprezie, rano obudziłam się z lekko startym kolorem z ust :) IDEAŁ !

Od lewej:
1. Maseczka Avon Planet Spa, Perfectly Puryfing (cena: 8,99 zł w promocji)- moja mama sobie chwali ich maseczki, więc skusiłam się i ja.
2. Odżywka bez spłukiwania Schwartzskopf Gliss Kur, Total Repair (cena ok. 15 zł)- używałam ich kiedyś, ale mi się znudziły, teraz moje rozjaśnione włosy potrzebują porządnej pielęgnacji, więc włączyłam tę maseczkę na nowo do użytku.
3. Tonik Ziaja, Oczyszczanie liście manuka (cena. ok 7 zł)- sporo szumu w internecie zrobiła seria Liście Manuka, więc nie mogłam się nie skusić. Ładnie pachnie, ale mnie osobiście wkurza ten atomizer. 
4. Odżywka Nivea, Long repair (cena:9 zł)- miałam kiedyś, a że w sklepie nie było Garniera to wzięłam właśnie ją, lubię ale nie jestem jakoś szczególnie w niej zakochana.
5. Olejek do zabezpieczania włosów Isana (cena: 15,99 zł)- skuszona dobrą opinią na którymś z blogów, faktycznie wystarczy mi na wieki!
6. Szampon do włosów Babydream (cena: ok. 5 zł)- od dawna chciałam przerzucić się na szampony bez SLS, ten ich nie zawiera, a do tego kosztuje grosze i ładnie pachnie.

niedziela, 16 listopada 2014

Warto odwiedzić- Winiarnia u Muzykantów

Witajcie

Jakiś czas temu rozpoczęłam serię "Warto odwiedzić" i w pierwszym poście pokazywałam wam knajpę "Jamies Italian" w Dublinie. Dzisiaj przychodzę z miejscem, które także leży za granicami naszego kraju, ale nie jest już tak odległe :)


Winiarnia u Muzykantów w Liptowskim Mikulaszu

Miejsce dla mnie absolutnie kultowe i wyjątkowe! Ze względu na nie zawsze rezerwujemy noclegi bardzo oddalone od stoku, żeby tylko móc spędzić tam każdy wieczór pobytu na Słowacji.

Winiarnia u Muzykantów prowadzona jest przez dwóch panów , a przy biznesie pomaga im najbliższa rodzina.


Knajpka jest maleńkich rozmiarów, w środku jest bardzo przytulnie- całość zawalona jest mnóstwem antyków związanych z muzyką, wszędzie możemy znaleźć ręcznie robione obrusiki czy inne pierdółki, które nadają temu miejscu klimat. Panuje tam półmrok, stoliczków jest dosłownie kilka, a wieczór umila ciepło bijące od kominka. Atmosfera jest bardzo swojska i domowa, właściciele to prawdziwi profesjonaliści, ale i bardzo życzliwi ludzie. Codziennie schodzą się tam sąsiedzi i znajomi właścicieli (niektórzy z psami), żeby wypić kilka kieliszków wina, pogadać i pośmiać się. Walentynki spędzałam tam już dwa razy i zawsze chętnie wrócę! Zaskoczyło nas to, że w tym miejscu nie jest to święto zarezerwowane tylko dla zakochanych, a raczej dla wszystkich chcących okazać miłość bliźniemu (miejscowi przynosili dla siebie upominki i domowe wypieki). Późnym wieczorem możemy się spodziewać tego, że jeden z właścicieli będzie grał na pianinie i nie ma chyba nic lepszego niż Hallelujah usłyszane właśnie tam.


W menu możemy znaleźć kilka słowackich win, które bardzo nas zaskoczyły. Ja zwykle lubuję się w rieslingu, ale nie stronię także od innych win. Winem, które mogę polecić jest słodkie wino porzeczkowe, które pachnie i smakuje jak sok :)
Ponadto w menu znajduje się kilka prostych pozycji jak domowy studel (polecam jabłkowo-orzechowy), deska serów czy zapiekanki (nie takie zwyczajne :P). Polecam też zamówić czarną herbatkę, z miodem i cytryną, smakuje po prostu obłędnie! (zwłaszcza, jeżeli zmarzliście na stoku)

Winiarnia oficjalnie otwarta jest do 22, ale praktycznie wygląda to tak, że o 22 zamykane są drzwi, a w środku można siedzieć znacznie dłużej :) Wychodząc zostaniemy odprowadzeni przed "oddźwiernego", który jest miłym starszym panem :) W poniedziałki muzykanci robią sobie wolne, a przez resztę dni otwierają o 17.

Winiarnia znajduje się przy ulicy Ondrasovskiej 12, całkiem niedaleko Tatralandii. Więcej zdjęć znajdziecie tutaj.


 Wspominana herbatka :)

 Jakość zdjęć niestety nie powala, ale to ze względu na panujący w Winiarni półmrok. Mam nadzieję, że notka się przyda, bo sezon narciarski tuż, tuż, a Słowacja niedaleko :) Dajcie znać, jeżeli byliście w tym magicznym miejscu!

środa, 12 listopada 2014

Energetyk, a izotonik

Witajcie

Nie wiem jak wy, ale ja nie od zawsze dostrzegałam różnicę między napojami energetycznymi, a izotonicznymi. Jako, że staram się od dłuższego czasu w miarę możliwości wybierać produkty nienaszpikowane chemią to kręciłam nosem zarówno na jedne i drugie. Jakoś dziwne kolory tych napoi nigdy nie zachęcały mnie do ich spożywania, no może poza red bullem w czasie pierwszej sesji czy w czasie wycieńczającej podróży. Kiedyś nie wiedziałam, że tych dwóch napoi nie można wrzucać do jednego worka.

Napój energetyczny (np.Red Bull czy Burn) to napój pobudzający zazwyczaj naszpikowany chemią i cukrem (chociaż są wersje Zero, ale nie dajmy się zwieść). Podobno mają poprawiać naszą kondycję fizyczną i psychiczną, co owszem może nastąpić, ale zwykle chwilowo, a długofalowe skutki picia tych napoi są nie do końca takie korzystne. Energetyki zawierają kofeinę i taurynę oraz inne substancje pobudzające pochodzenia roślinnego. Zawartość kofeiny w puszce jest bardzo podobna do zawartości tej substancji w filiżance kawy, jednak proporcje w jakich zostały skomponowane są niekorzystne. Biorąc pod lupę samą kofeinę i taurynę mogłoby się wydawać, że nie ma w nich przecież nic niezdrowego, ale trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że w tych napojach występują w formie syntetycznej, a nie naturalnej. Wielu zwolenników zastrzega, że przecież zawierają całą masę witamin z grupy B i byłoby wspaniale, gdyby nie fakt, że niestety witaminy także są syntetyczne, a co za tym idzie- nasz organizm przyswaja je w niewielkich ilościach. Po przeprowadzeniu badań naukowcy stwierdzili, że picie takich napoi powoduje wzrost lepkości krwi, co zwiększa ryzyko tworzenia się skrzepów. Inne badania wykazały, że po spożyciu takiego napoju występują objawy takie jak przy chorobach serca, a osoby, które mają problemy z sercem powinny skonsultować się z lekarzem przed wypiciem energetyka (a pomyślmy ilu z nas może nie wiedzieć o ewentualnych problemach z sercem...)
Łączenie energetyków z alkoholem jest niestety kolejnym problemem, gdyż wiele osób lubuję się w tego typu drinkach. Energetyki neutralizują uspokajające działanie alkoholu, dzięki czemu pijący czuje się pobudzony i mniej odczuwa skutki picia alkoholu, a to może spowodować spożycie zbyt dużej ilości alkoholu i zatrucie organizmu, a nawet jego przedawkowanie i śmierć. Ponadto takie połączenia mogą doprowadzić do problemów z sercem, a kac jest o wiele większy, ze względu na to, że kofeina i alkohol odwadniają organizm, a ich połączenie potęguje ten efekt.
100 ml Red Bulla zawiera 10,9 gram cukru, co daje nam 27,3 grama w puszce, co jest odpowiednikiem dwóch łyżek cukru! 
Oczywiście spożywanie ich od czasu do czasu na pewno nas nie zabije, ale trzeba zdawać sobie sprawę z ich działania i korzystać z dobrodziejstw jakie nam dają tylko w sytuacjach koniecznych (dla mnie taką sytuacją w ciągu ostatnich kilku miesięcy były tylko wakacje, kiedy po nieprzespanej nocy samolotem czekał mnie cały dzień zwiedzania). Mam wrażenie, że ludzie dzielą się na przeciwników Red Bulli, którzy praktycznie w ogóle ich nie pijają i na gorących zwolenników, którzy niestety wlewają w siebie nawet kilka puszek dziennie (i wydają się wręcz szczycić tym faktem).


Napoje izotoniczne (np. Powerade) to napoje przeznaczone dla sportowców i osób poddanych zwiększonemu wysiłkowi fizycznemu. Ich zadaniem jest nawodnienie organizmu i uzupełnienie elektrolitów, które zostały wypocone w trakcie wysiłku. Bardzo często słyszy się, że nawadniają lepiej niż woda, ponieważ ich ciśnienie osmotyczne jest zbliżone do ciśnienia osmotycznego płynów ustrojowych organizmu człowieka, dzięki czemu przenika przez tkanki o wiele szybciej (ponadto wypicie dużej ilości wody przy wysiłku bez jednoczesnego uzupełnienia elektrolitów może doprowadzić do 'zatrucia' wodą, a to z kolei nawet do śmierci). Napoje izotoniczne zawierają także węglowodany proste, dzięki którym organizm jest zdolny do większego wysiłku. Ważny jest oczywiście skład danego napoju, a poszczególne napoje różnią się od siebie. Izotoniki zalecane są głównie przy wysiłku trwającym ponad godzinę, kiedy niezbędne jest uzupełnienie elektrolitów, energii oraz nawodnienie. Korzystanie z nich przy krótszym niż 60 minut wysiłku może być nie korzystne, gdyż organizm będzie sięgał po cukier dostarczony z izotonikiem, a nie po rezerwy energii zmagazynowane w tkance tłuszczowej. Napoje te pozwalają ćwiczyć dłużej oraz zmniejszają ryzyko przegrzania organizmu.
Oczywiście nie będę wam wmawiała, że niebieski napój to samo zdrowie i natura. Jeżeli boicie się sklepowych izotoników bardzo łatwo możecie przygotować swój: litr wody, jedna-dwie łyżki miodu, pół łyżeczki soli, opcjonalnie możemy dodać także świeżo wyciskany sok, jednak najlepiej aby nie był to sok z cytrusów, ponieważ witamina C może obniżać efekty treningu- i tak oto domowy izotonik mamy zrobiony :)
Napoje izotoniczne nie powinny zawierać więcej niż 7 gramów węgli na 100 ml, Powerade Jagodowy (tylko taki udało mi się wygooglować) ma 20 kcal i 4,7 grama węgli w 100 ml.


Co sądzicie o tego typu napojach? Sięgacie regularnie po któryś z nich? Ja omijam energetyki, a po izotoniki sięgam od czasu do czasu przy faktycznie większym wysiłku jak np. wycieczki rowerowe.

niedziela, 9 listopada 2014

Sposoby na bezsenność

Witajcie

O tym, że sen jest najlepszym kosmetykiem jaki możemy sobie zafundować wie chyba każda z nas. Niestety nie zawsze dostarczamy sobie jego odpowiedniej ilości, czyli 7-8 godzin na dobę. Brak snu skutkuje cieniami pod oczami, gorszym odcieniem skóry, a także nie najlepszym samopoczuciem. Co zrobić kiedy nie bardzo wychodzi nam zasypianie? Oczywiście jeżeli zdarza się to przez dłuższy czas to należy udać się do lekarza, jeżeli jednak bezsenność to przypadłość okresowa możemy sobie z nią poradzić domowymi sposobami.


1. Keep calm- czyli nie stresuj się! Nie od dziś wiadomo, że stres nie jest najlepszym przyjacielem snu. Wiem, że może nie jest łatwo, ale dobrze jest odpuścić od czasu do czasu i wrzucić na luz, dla mnie bardzo stresujące jest, jeżeli mam natłok niewykonanych zadań. Z tego powodu dobrze jest wyznaczyć sobie listę zadań i postarać się wykonać je danego dnia, tak aby wieczorem z satysfakcją i spokojem położyć się do łóżka.

2. Przewietrz pokój- za wysoka temperatura i duchota nie sprzyjają szybkiemu zasypianiu. Przed snem dobrze jest wpuścić odrobinę świeżego powietrza i doprowadzić temperaturę do 18-21 stopni.

3. Wypij melisę- uspokajające zioła, a zwłaszcza melisa, pozwalają uspokoić się przed snem. Uważaj jednak na ich moczopędne działanie (większość ziół działa w ten sposób), ponieważ wychodzenie z łóżka do łazienki raczej nie pomoże w zasypianiu.

4. Zmęcz się- porządny wysiłek fizyczny danego dnia na pewno sprawi, że padniesz do łóżka jak nieżywy :) Jedynym warunkiem jest to, żeby nie ćwiczyć przed samym snem- znaczne podniesienie tętna utrudni zasypianie.


5. Zapewnij sobie warunki do spania- pokój w którym śpisz powinien być cichy i ciemny, im mniej źródeł światła i dźwięków tym większe szanse na szybki sen. Przed snem dobrze odpuścić używanie wszystkich elektronicznych gadżetów, ponieważ emitują rodzaj światła, który wysyła naszemu mózgowi informację, że jest ranek i pora wstawać! Jestem jedną z tych osób, które potrzebują absolutnej wręcz ciszy i egipskich ciemności, żeby zasnąć.. (z drugiej strony podobno sen jest wtedy efektywniejszy)

6. Nie jedz ciężkostrawnych rzeczy przed snem- duża ilość jedzenia, zwłaszcza ciężkostrawnego może pokrzyżować Twoje plany na błogi sen, kolacja powinna być białkowa i lekkostrawna, najlepiej jeżeli będzie zjedzona najpóźniej 2 godziny przed snem. Pójście spać z kompletnie pustym i burczącym brzuchem także utrudni Ci zaśnięcie.

7. Posłuchaj uspokajającej muzyki- cicha, relaksująca muzyka słuchana wieczorem może nieźle przygotować do spania, ale nie wyobrażam sobie zasypiania przy muzyce (jakiejkolwiek), ponieważ za bardzo by mnie rozpraszała. Muzyka, tak jak i melisa może być niezłym przygotowaniem do snu.



8. Znajdź regularność- dobrze jest znaleźć własny rytm dnia, chodzenie do łóżka i wstawanie o tej samej porze to dobry rytuał, regularność sprawi, że wieczorem, kiedy będzie zbliżać się pora spania Ty będziesz czuć się senny i chętny na pójście do łóżka :)

Podobno picie mleka przed snem wcale nie jest takim dobrym pomysłem i działa bardziej na zasadzie placebo.

A wy jak radzicie sobie z trudnościami z zasypianiem ? 

poniedziałek, 3 listopada 2014

W odpowiedzi na nominacje ;)

Witajcie

Kochani, już jakiś czas temu dostałam kilka nominacji do różnych zabaw i tagów. Niestety nie miałam czasu na wszystko poodpowiadać wcześniej, więc robię to teraz :) Przepraszam nominujących, że tyle mi to zajęło!


Liebster Blog Award od I can be fit 

1. Co było impulsem do rozpoczęcia przygody z fitnessem?

Hmm szczerze mówiąc to nie wiem.. Nigdy nie byłam gruba, ale zawsze uważałam, że mam co nieco do stracenia i zawsze zmuszałam się do diet i ćwiczeń. Dopiero na studiach zrozumiałam, że aktywność fizyczna może dawać przyjemność i być celem samym w sobie :) Najpierw chodziłam na fitness, później na siłownię, a teraz nie mam zbyt wiele czasu, więc biegam i ćwiczę w domu- ciężko mi bez tego żyć!

2. Co Cię motywuje do działania?

Zależy o jakie działanie chodzi :) Jeżeli o bycie fit to na pewno inne blogi ! A w innych strefach życia są różni, inspirujący mnie do pracy ludzie :)

3. Jak radzisz sobie z porażkami? Jak na nie reagujesz?

Zawsze byłam osobą do bólu ambitną i ciężko znosiłam porażki, ale to prawdopodobnie studia nauczyły mnie, że nie zawsze musi być tak jak sobie wymarzyłam i, że mogę z tym żyć.

4, Co jest dla Ciebie najcenniejsze?

Czas spędzany z moim chłopakiem, jeżeli widzisz kogoś mega bliskiego co kilka miesięcy to wierz mi, że każda minuta się liczy,

5. Masz szansę na szalone roczne wakacje na słonecznej wyspie, ale musisz rzucić pracę. Poświęcisz się dla przygody?

A co to za poświęcenie?! :D W zasadzie to niedawno wpadłam na bardzo podobny, szalony pomysł. Zobaczymy co życie przyniesie i co zdecyduje mój mężczyzna :)

6. Ćwiczenie lub dyscyplina sportowa, której nienawidzisz.

Nie cierpię planków i burpees (chociaż z tymi ostatnimi to love/hate).

7. Ukochane ćwiczenie

Przysiady bułgarskie

8. Ulubiony cheat-meal ?

Hmmm lubię całą masę niedozwolonych rzeczy... Czekolada?

9. Partia Twojego ciała, którą najbardziej lubisz.

Tyłek ! :D

10. Partia ciała do której ideału najbardziej dążysz.

Brzuch- za dużo tłuszczu

11. Rada dla osób, które chcą żyć zdrowo i na sportowo, ale nie wiedzą jak, a może się boją.

Hmm.. Myślę, że ważne jest aby nie bać się spróbować, nie bać się zmian, bo to wcale nie takie straszne. Poza tym dobrze jest gromadzić wiedzę, ponieważ ona bardzo pomaga przy trzymaniu dyscypliny :)


Nominacja od Nebeskaa do wyzwania polegającego na wymienieniu zewnętrznych cech swojego wyglądu, które się lubi :)

1. Pupa- tyłek jest tą częścią mojego ciała z której jestem naprawdę dumna, ale ciągle staram się, żeby wyglądał jeszcze lepiej :) Włożyłam w jego wygląd trochę pracy, ale ćwiczenia tej części ciała sprawiają mi ogromną przyjemność.

2. Włosy- to chyba raczej nie część ciała, ale zalicza się do wyglądu :) Naprawdę je uwielbiam od kiedy mam ombree i odpowiednio podcięte włosy przy twarzy. Są długie, przyjemne w dotyku i pomimo farbowania odwdzięczają się świetną kondycją :) Zapuszczam od paru ładnych lat i wiem, że za nic bym ich nie obcięła.

3.  Usta- mają ładny kształt i pasują do mojej twarzy, z wymienieniem trzeciej rzeczy miałam problem, ale swoje usta lubię. A za niedługo ściągnę aparat i uśmiech będzie już w ogóle bez zarzutu

.
Nominacja od Zdeterminowana Ana do Versatile Blogger Award

7 faktów o mnie (jakiś czas temu było 50, więc sorry jeżeli się powtórzę :))

1. Większość ludzi myśli, że jestem znacznie młodsza, nie ma opcji żebym kupiła alkohol będąc bez makijażu i nie musiała pokazywać dowodu, a i w pełnym mejkapie bardzo często jestem o to proszona. W zasadzie ostatnio jedna dziewczyna na angielskim prawie spadła z krzesła po usłyszeniu, że mam 21 lat :D

2. Jestem kawomaniaczką, jak bez herbaty mogę się obejść tak dzień bez kawki to dzień stracony.

3. Nie lubię struktury pomarańczy przez co ich nie jem, ludzie uważają to za straszne dziwactwo :D

4. Nie mam talentu do języków, a gramatyka to moja największa zmora.

5. Uwielbiam Bałtyk (ubolewam, że ostatni raz byłam tam 2 lata temu).

6. Sporty, których na pewno kiedyś spróbuję to: pole dance, boks, surfing i kitesurfing.

7. Nie mam pamięci do układów tanecznych, dlatego nigdy nie lubiłam zajęć fitness typu aerobic czy step z choreografią.


Nominacje otrzymałam już ponad miesiąc temu, więc daruję sobie nominowanie kolejnych bloggerów do zabawy, ze względu na to, że nie wiem kto był już nominowany :) Nie chciałam też zawieść osób, które zaprosiły do zabawy mnie, dlatego post się pojawił (niestety z poślizgiem).

sobota, 1 listopada 2014

Ulubieńcy miesiąca - październik

Witajcie

Od dłuższego czasu strasznie chciałam zrobić dla was taką notkę. Niestety jakoś zwykle bywało tak, że przegapiałam koniec miesiąca i nie byłam w stanie na pierwszego wymyślić nic konstruktywnego. Dzisiaj pierwsza notka i mam nadzieję, że od tej pory każdego pierwszego będzie pojawiała się kolejna :) Nie wiem jak pójdzie mi z sekcją 'linki', ponieważ zwykle czytając ciekawy artykuł zapominam zapisać sobie linku :)


Serial/program
Raczej nie oglądam telewizji i seriali w niej lecących, a jak już coś oglądam to korzystam ze źródeł internetowych. W tym miesiącu za sprawą koleżanek ze studiów wciągnęłam się w oglądanie Top Model. Nigdy nie przepadałam za tym programem i nie wiem czy ta seria jest wyjątkowa, czy ja zaczęłam się nią wyjątkowo fascynować, ale bardzo spodobał mi się poniedziałkowy rytuał oglądania tap madl :)


Trening
Bieganie ! Zaniedbałam chyba wszystko inne, ale biegać nie przestałam :)


Piosenka
Rude- Magic przesłuchałam jakieś milion razy i nadal uwielbiam !


Film
Nie obejrzałam w zasadzie niczego nowego i nie mam pojęcia czy ta sekcja tutaj zostanie, bo zwykle oglądanie filmów w czasie roku szkolnego u mnie kuleje :)

Jedzenie
Sos barbecue z Biedronki (nie ma chyba najtragiczniejszego składu, a łyżka to 20 kalorii, które też da się przeskoczyć :P) jadłam nałogowo! :D Poza tym bardzo często zajadałam się talarkami z cukinii (z babcinego ogródka) i innowacyjnymi (babcinymi- jakżeby inaczej) piklami (miks ogórków, papryki, cukinii, cebulki i kabaczka- love it < 3

Książka
Doczytałam Wilka z Wall Street i stwierdziłam, że historia sama w sobie jest fascynująca! Film w sumie dupy nie urywał, ale był nie najgorszy (ah ten Leo < 3)


Kosmetyk
Kremowy żel pod prysznic Be Beauty z Biedronki, zapach maliny i wanilii. Mama kupiła go z myślą o mnie, bo nie lubi słodkich zapachów, a przepadłyśmy obie ! Ogromna butla z pompką kosztowała jedynie 7,99 zł, żel jest mega kremowy i ma obłędny zapach! Pachnie jak malinowa mamba, wąchając go po raz pierwszy ubrudziłam cały nos ;d a najchętniej zlizałabym go z ręki :)

Odkrycie
W tym miesiącu nie odkryłam chyba niczego szczególnego.. No może poza tym, że mam w domu jeden pion kanalizacyjny, a ciepła woda w kranie zawsze jest po lewej stronie - fascynujące życie studenta :)

Zapach 
Udało mi się w końcu zakupić kominek do wosków i powoli wypróbowuję swoją kolekcję wosków Yankee Candle < 3  Black Plum Blossom skradł moje serce ! Kwiatowo-owocowy, słodki, ale nie mdły zapach. Wpasuje się w każdą porę roku i umili nam wieczory w domu :)


Kanał/filmik na yt
Nie miałam jakichś szczególnych okazji do oglądania youtube'a, głównie przez brak czasu, ale zdarzyło mi się obejrzeć kilka filmików Maxa. Kilka miesięcy temu ten kanał pokazał mi mój chłopak i od czasu do czasu wpadam posłuchać co na dany temat sądzi Max Kolonko. Poza tym bardzo lubię jego głos i nigdy nie mogę ogarnąć jak można tak szybko mówić! Filmiki są bardzo krótkie i zwykle trwają 3-7 minut, więc nie zabierają zbyt wiele czasu.


Linki

Piękno Bonsai zauroczyło mnie totalnie! Zapragnęłam wyhodować własne drzewko w przyszłości.


Dubaj nigdy mnie nie znudzi! Jeżeli zanudziły was już moje posty na temat Dubaju to zapraszam na bloga Mariannan ;d

Organizacja czasu i życia to ostatnio rzecz, która dała mi się we znaki. Aplikacje na telefon mogą nam w tym znacznie pomóc ! 
A o samej organizacji napiszę na pewno jeżeli w indeksie znajdę takie oceny, które zagwarantują mi ewentualną kwalifikację do Erasmusa. Wierzcie mi, w organizacji czasu mam teraz poziom ninja i zaginacza czasoprzestrzeni łącznie :D

Jak widzicie nie mam niestety zdjęć do każdego podpunktu, ale będzie łatwiej kiedy w końcu kupię telefon. Cała sprawa powinna zostać zamknięta w miesiąc, także trzymajcie kciuki :) Od grudnia blogowanie będzie o tyle łatwiejsze !
Dajcie znać jak wam minął październik :)