czwartek, 12 marca 2015

Pierwsza wizyta w Pure Jatomi- dlaczego już nie wrócę

Witajcie

Niedawno znalazłam w gazecie (dokładnie był to Hot mojej teściowej) voucher na 3 jednorazowe wejścia (a dokładnie chyba na wejście trzy dni z rzędu) do chyba najbardziej znanej, siłowniowej sieciówki w Polsce, a mianowicie do Pure Jatomi. Jako fit maniak od dawna kusiło mnie żeby sprawdzić jak tam jest, ale jakoś nie miałam okazji. W końcu spróbowałam i opiszę wam moje wrażenia. Na wstępie zaznaczę, ze byłam w Pure Jatomi w Gliwicach.


Po przyjściu podeszłam do Pana w recepcji i podpytałam o to czy mogę bez karty członkowskiej wejść na ten voucher i okazało się, że nie ma problemu. Dał mi kartę zastępczą w zamian za 20 zł kaucji i powiedział, ze muszę zaczekać, żeby ktoś przyszedł i mnie oprowadził. I przyznam szczerze, że to już mnie lekko zdenerwowało. 5 minut czekania, żeby przyszła wymalowana blondi, przez 5 minut wypytywała mnie skąd jestem, po co przyszłam, jak ćwiczę i ze sztucznym uśmiechem sugerowała, żebym kupiła ich karnet. Serio?! Przyszłam ćwiczyć, a nie gadać. Nie mówiąc o tym, że skrytykowała mój plan robienia najpierw masy, a potem redukcji, twierdząc, że najpierw traci się tłuszcz, a potem robi mięśnie, bo z tłuszczu nie można zbudować mięśni. SERIO?! W tym momencie już wiedziałam, że się nie dogadamy. Następnie Pani pokazała mi szatnię i w tym momencie muszę przyznać, wygląda to imponująco- nowocześnie, było żelazko, prostownica, suszarki, wszystko w najwyższym standardzie. Oprowadzenie po siłowni wyglądało tak: to jest strefa cardio, a to strefa siłowa, a tu jest salka fitness, możesz tu przychodzić jak nie ma zajęć- no dzięki stara, sama bym w życiu nie wpadła na to, że jak bieżnia to strefa cardio! Moim zdaniem jak już chcą oprowadzać to przy pierwszym razie powinni dawać 15-30 min treningu intro, na którym trener pokazuje jak co włączyć i jak ćwiczyć- tak miałam na swojej siłowni. Po wejściu zrobiono mi także pomiar na Tanicie, którego wynik bardzo mnie zaskoczył i to trzeba im zapisać na plus.
Sam trening przebiegł nie najgorzej, chociaż jak dla mnie w tej siłowni wszystko było trochę za ciasno ustawione i miałam wrażenie braku swojej osobistej przestrzeni. Poza tym był tylko jeden stojak z niskim obciążeniem, czyli dokładnie tyle co na mojej niewielkiej siłowni i czasami ciężko było się dopchać po ciężarki. Mega denerwowało mnie też mieszanie obciążenia na stojaku, u mnie jest tak, że każdy pilnuje, żeby 5 kg było na miejscu dla 5 kg, a nie na 10 kg! Pod względem wyposażenie to nie mam się co czepiać, bo było tam o wiele wiele więcej niż mam u siebie (z drugiej strony uznałam, ze mi to naprawdę niewiele potrzeba). Poza tym śmiać mi się chciało na widok ogromnych facetów ze smyczami z karnetem na szyi- trochę jak legitymacja w podstawówce, nie ? :D
Przy wyjściu oczywiście okazało się, że nie mogę tak po prostu wyjść i dostać swojej kaucji za kartę. Jedna osoba przyjmowała kartę, druga zaraz miała przyjść ze mną porozmawiać (czułam się jak u psychoterapeuty, a nie na siłce!), trzecia robiła zamieszanie. Generalnie wrażenie nieogarnięcia miałam straszne. Po kilku minutach czekania, doczekałam się na swoją blondynkę, a po chwili przyszedł nagabywacz numer dwa. Czułam się jak na rozmowie z UB. Ze sztucznymi uśmiechami zlustrowali kartkę wypełnioną wcześniej przez blondynkę od masy i redukcji i jeszcze raz przeszłam przez serię ciężkich pytań. Pan zapytał czy chodzę na fitness, odpowiedziałam, że to nie moja bajka i jeżeli już to może trx lub crossfit, których nie mieli. Zaproponowano mi power pump, bootcamp, a potem o zgrozo ćwiczenia o nazwie 'Ewa Chodakowska coś tam coś tam' i zumbę... Oczywiście widząc, że nie planuję zakupu karnetu zaproponowali mi cenę o 1 zł niższą od tej którą płacę u siebie na siłowni. Kiedy powiedziałam, że u siebie mam karnet do maja to uznali, że nie ma problemu, mogę wykupić karnet już, który będzie zaczynał się od maja. Kolejną rzeczą, która mnie u nich denerwuje jest fakt, ze karnet trzeba wykupić na rok i zapłacić na wstępie opłatę członkowską. Moim zdaniem to bardziej zniechęca niż zachęca, bo jestem osobą, która naprawdę nie wie czy za pół roku będzie miała czas, możliwości i zdrowie, żeby ćwiczyć, a bawienie się w przekazywanie karnetu innej osobie nie jest dla mnie.
Tak mnie zakręcili, że praktycznie wybiegłam stamtąd w obawie, że jednak mnie naciągną. Wybiegłam, bez kaucji... Grzecznie wróciłam i co? Trzeba zaczekać, bo przecież nie można tak po prostu kaucji wypłacić! Po 10 minutach w końcu dostałam swoje dwie dyszki i wyszłam czym prędzej. Nie wrócę. Może i jestem dzieckiem ze wsi, ale mnie nie przekonują sztuczne uśmiechy, ciągłe nagabywanie, a także tłok na siłowni nie jest dla mnie. Jakoś lepiej się czuję u siebie, mała siłownia, wszyscy mili i pomocni, ale nie nachalni, a z 5cioma koksami na wolnych ciężarach czuję się już jak u siebie w domu. Ja na siłownię przychodzę poćwiczyć, a nie pogadać z dziesięcioma konsultantami. Jestem taka, że na siłce bez gry wstępnej to się nie da :D Serio, potrzebuję kilku tygodni, żeby na osobę, która chce mi pomóc nie patrzeć spod byka i, żeby pamiętać, że trzeba się przywitać (u mnie takie koksiarskie zasady są, generalnie graba na powitanie jak jesteś starym wyjadaczem).
To tyle, wylałam swoje frustracje, do Pure'a nie wrócę, a na widok recepcjonistki w mojej siłowni prawie popłakałam się ze wzruszenia, że powiedziała tylko 'cześć' i 'dzięki' :D

Dajcie znać gdzie wy chodzicie i jakie macie wrażenia z tą siłownią. Być może to tylko ja źle trafiłam albo dramatyzuję? Mam nadzieję, że nie usnęliście na tym poście!

17 komentarzy:

  1. Ja mam ergometr na uczelni i ścianę, i jest cudnie, bo co to jest 30 zł za legitymację AZSu. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak <3 mi to w ogóle podobało się na uczelnianej siłowni, typowa mordownia, w połowie rozklekotana, ale było fajnie :D tylko z obciążeniem miałam trochę problem :D

      Usuń
  2. Nie usnelam, w pure nigdy nie bylam, a karnet na rk mnie zniecheca

    OdpowiedzUsuń
  3. Roczny karnet plus opłata członkowska na starcie w dobie multisportów, easy cośtam...? Powodzenia życzę, będzie potrzebne PJ.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nieźle... U mnie w FA, jak zapytałam sprzedawcę (bo nikim innym oni nie są), czy jest stojak do przysiadów, to nie wiedział, o co mi chodzi. No, ale zbytnio nie mam wyboru w mojej okolicy, a nie mam zdrowia dojeżdżać nie wiadomo ile. Niestety to nie są przybytki prowadzone przez ludzi z pasją, często pracują tam studenci, żeby sobie dorobić, a wiadomo, że tacy nie angażują się tak, jak powinni, mimo pierdyliarda szkoleń ze sprzedaży i włażenia w tyłek klientom. To trzeba czuć, klimat siłki trzeba mieć we krwi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie ! :) Dlatego ja wolę mniejsze, bardziej kameralne miejsca. U mnie na siłowni widać, że każdy robi to, bo lubi, a trener nie musi wciskać każdemu treningu personalnego, bo i tak nie ma w co rąk włożyć :)

      Usuń
  5. Ćwiczenia 'Ewa Chodakowska..." mnie rozbawiły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też :D Serio, miały taką nazwę! Swoją drogą ciekawe czy mają z Ewką jakąś umowę podpisaną czy jak to wygląda

      Usuń
    2. Tak, mają

      Usuń
    3. Tak. Jest umowa podpisana z Ewa Chodakowska i ona osobiście prowadziła szkolenia dla trenerów Jatomi. Osoby które to bawi serdecznie pozdrawiam bo prawdopodobnie nie przezyliby 1/2 zajęć które są bardzo dobre i intensywne

      Usuń
  6. Chodziłem do Pure Jatomi przez miesiąc. Przed rozpoczęciem dzwoniłem do nich i zamiast poinstruować mnie odnośnie cennika i możliwości jakie mi przysługują, zaczęli recytować całą formułkę marketingową. Myślę że na tej siłowni nie powinno się ćwiczyć, tylko wyglądać. Ewentualnie można też pochwalić się karnetem wśród znajomych. Podoba mi się sposób w jaki to napisałaś - obiektywnie ;). Jeżeli poszukujesz motywacji, nie tylko do ćwiczeń - zapraszam do mnie ;). Pozdrawiam, A.

    PS: Lekkość pisania i przydatna treść - będę zaglądał z ciekawością :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No kochana ja miałam tak samo, tyle, że u mnie po centrum chodzili i zachęcali, a jak przyszłam na jedne zajęcia to od razu już chcieli mi karnet dawać i w dodatku zostawiłam numer telefonu.. Wyobraź sobie ile razy do mnie dzwonili. A tak poza tym, nie ma tam klimatu takiego jak na mojej siłowni <3

    OdpowiedzUsuń
  8. To ja mam taki uraz do innej sieciówki, a nawet dwóch jedna była dla mnie zbyt snobistyczna (miałam wrażenie, że bez stroju od prady nie ma sensu się tam pokazywać) a na drugiej trener tak mi popalił mięśnie, że przez dwa tygodnie ledwo chodziłam

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja byłam tam już kilka razy (takie jednorazowe wejściówki) i za każdym razem byłam zadowolona. Sprzęt, szatnie, wystrój - wszystko mi się bardzo podoba. Mieszkam w Gorzowie i tutaj osoby pracujące są bardzo miłe. Nie naciągają jakoś szczególnie na te ich karnety czy nie zmuszają do rozmowy. Spytają się czy chce się porozmawiać i czegoś dowiedzieć, a jak nie to nie. Nie czekałam też w recepcji nigdy dłużej niż 2 minuty ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. mam karnet na pure i nie daję sobie podskakiwać ;) teraz u siebie ja jestem starym wyjadaczem, więc mam chyba już łatwiej ;)
    ale tak, panie z recepcji chodzą, chuchają i mówią marketingiem opychającym karnety ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chodziłem ponad rok na Pure. Ogólnie biorąc pod uwagę sprzęt, jego jakość i ilość, to jest naprawdę spoko. Z cenami jest różnie, po znajomości można wytargować całkiem fajną kwotę. Największym minusem jest oczywiście roczna, czy nawet dwuletnia umowa :/ Ostatecznie nie hejtuje, ale też nie zachęcam

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.
Docenię konstruktywną krytykę, ale nie będę tolerować hejterstwa.
To nie jest miejsce na spam!
Nie musisz reklamować swojego bloga, na pewno zajrzę na Twojego jeżeli zostawisz komentarz