niedziela, 12 kwietnia 2015

Tydzień w zdjęciach (Week 14)

Witajcie

Tygodnie kiedy jestem na wyjeździe mijają szczególnie szybko.. Mam wrażenie, że przyleciałam dopiero wczoraj, a już muszę wracać. Wyjazdów z Dublina nie lubię szczególnie, ale wspomnienia o tym tygodniu będą przywoływać uśmiech na twarz :) Było bardzo aktywnie! Jak nie rower to rolki albo spacer, poza tym jeszcze siłownia- praktycznie nie było dnia bez aktywności :) Poza tym jestem dzieckiem szczęścia i prawdopodobnie trafiłam na jeden z tygodni najpiękniejszej pogody w roku (tak, tydzień ciepła, słońca i bez deszczu to ewenement). Pod względem diety było bardzo luźno, cheat za cheatem, słodycze, alkohol, generalnie hulaj dusza, piekła nie ma :D Widzę, że parę kg na plusie, ale na masie jestem, więc płakać nie będę :D

 Lekko sztucznawe niestety truskaweczki, ale za to ulubiony cydr wynagrodził niedogodności :D

 Poniedziałkowe 20 km na rowerze zaliczone :) Fotka z jeleniami w Phoenix Parku obowiązkowa!

 Przy okazji zwiedziłam kilka nowych miejsc blisko domu, "wodospad" w Lucan i St. Catherines Park :)

 Russian red na ustach ;)

 Poniedziałkowy wypad do miasta z moim cudownym mężczyzną :)


 Jeżeli wybieralibyście się do Dublina to polecam wam The Woolen Mills- lekko unowocześniona kuchnia irlandzka w sympatycznym wnętrzu. Na zdjęciu mistrzostwo świata- pasztet z pora i muli, ktoś kiedyś mówił, że nie lubi pora i muli, tak? Teraz jestem wielką fanką :)

 A to mój cheat meal- klasyczny, tłuściutki burger :) Do tego wzięliśmy sałatkę z samphire (nie umiem znaleźć polskiej nazwy, a mój chłopak wytłumaczył mi, że to jakaś roślinka rosnąca nad morzem, przypomina trochę mini szparagi, a trochę fasolkę szparagową) z gruszką i orzechami laskowymi- kolejne niebanalne połączenie, którego warto spróbować. Mój chłopak wziął ragu z ogona wołowego, nazwa trochę mnie przeraziła, a pyszne było tak, ze żałowałam, że sama nie zamówiłam :D

 Zarówno mój chłopak, jak i Pani kelnerka nie mogli uwierzyć, że po tym wszystkim zamawiam jeszcze deser. Co prawda burgera nie umiałam już dojeść, ale jak to mówią- na desery jest przecież osobny żołądek! Tarta Oreo okazała się być w moim mniemaniu tartą Snickers, co z resztą wcale mnie nie zmartwiło. Spód z ciastek Oreo, pełno orzeszków, karmelu i gorzka czekolada na wierzchu- mniam !

 Następnego dnia spalałam grzechy w trakcie 70 km trasy rowerowej. Zawsze chciałam wybrać się na rowerze do nadmorskiego Bray, niestety mój chłopak nie oświecił mnie, że dobre 15 km to same górki :D

 Kiedy przejeżdżaliśmy obok stadionu Aviva mój chłopak nie mógł się powstrzymać i musiał zrobić zdjęcie. Otóż moi Kochani, to jest ulica na której nielegalnie jeden z działaczy polskiego PZPN sprzedawał swoje bilety na mecz Polska- Irlandia, które dostał rzekomo dla rodziny i znajomych. Mój chłopak był tak uradowany tym faktem, że musiałam was poinformować :D

Górki, górkami, dałam radę :) A widoki w Irlandii są cudowne, zwłaszcza jeżeli dopisuje pogoda!


 Irlandzki Chowder w The Martello to najlepsze co mogło mnie spotkać po 35 km jazdy :) Kremowa, gorąca zupa zrobiona z ryb i owoców morza to jest to! 

 Michy wylizane :D

 Upiekłam bezę, przepis tutaj

 Sezon na rolki otwarty i zamknięty jednocześnie :D rolki zostają niestety w Dublinie :(

Micha chipsów wieczorem? Tylko jeżeli to chipsy z jarmużu! Przepis tutaj

 Ubóstwiam produkty tej firmy ;) Jogurty mają świetne składy i mus owocowy na spodzie, polecam szczególnie rabarbar! Poza tym ich sernik powala na kolana łakomczuchów takich jak ja ;)


 Wielka micha ;)


 O mamo do czego to doszło, winiacz od Weight Watchers?! :D Ta firma jest mega popularna w Irlandii, przypuszczam, że to stworzone produkty specjalnie pod dietę Strażników Wagi o której słyszałam kilka lat temu. U nas chyba nie zrobiła kariery, ale w Stanach była dosyć popularna :P 


 Dorzuciłam trochę obciążenia do martwego, w Polsce miałam 27,5 kg, a tutaj doliczając gryf było ok. 32 kg, czyli jest progres :) Miny wszystkich dziadków w hotelowej siłowni kiedy zaczynałam rozkręcać tego typu sprzęty były bezcenne, myślałam, że pospadają z rowerków :D


Jak stwierdził nasz współlokator- mój chłopak to ma się chyba za dobrze :) Pancake's nie wyglądają imponująco, ale smakowały OBŁĘDNIE :) a do tego świeżo wyciskany sok pomarańczowy- jak dla mnie to perfect breakfast :)

21 komentarzy:

  1. cydr <3 a chipsy z jarmuzu musze koniecznie sprobowac!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio sama chciałam zrobić chipsy z jarmużu, ale wszedzie wykupiony ;)
    beza wygląda świetnie i ten pasztet z muli i pora - musi być przepyszny! Zjadlabym od razu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna pogoda i piękne widoki! Na szczęście w Polsce także wreszcie wyszło słońce, dzięki czemu mój humorek od razu poszybował w górę :)
    Oj tak, miejsce na deser zawsze się znajdzie... Choćbym była nie wiadomo jak napchana, słodkie zawsze wcisnę! :D Aczkolwiek wreszcie po świętach udało mi się nieco opanować :D Także po zdjęciach można stwierdzić, że miałaś bardzo, ale to bardzo udany tydzień, oby więcej takich :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta beza i pancakes.. Przebijają nawet słoneczną pogodę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio robiłam zupę z jarmużu i zielonego groszku. Generalnie ok, ale nie warta pracy, którą w nią włożyłam. Ale te chipsy wprost muszę wypróbować! :)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z zielonego groszku krem jest super <3 aż tyle pracy trzeba w nią włożyć ? Jak dla mnie zupy, poza zrobieniem wywaru to dania ekspres :D

      Usuń
  6. ale miałaś fajnie :)) jedzonko pysznie wygląda i ta pogoda!! żyć nie umierać :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Aktywny tydzień, nieźle ;) A ten cheat meal porządny haha :D Pankejki z masłem orzechowym i malinami? ;>

    OdpowiedzUsuń
  8. Piwo Stella uwielbiam, ale cydr...bleeee ;-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie piwo jest ok, ale bez zachwytów, takie zwykłe i bez wyrazu :D za to cydr najlepszy jaki piłam, a trochę tego już było :P

      Usuń
  9. Bardzo ciekawie spędziłaś tydzień. I narobiłaś mi ochoty na truskawki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te akurat nie były najlepsze niestety :(

      Usuń
  10. Pięknie Ci w tym kolorze ust!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, chociaż Tobie się podoba :) moi rodzice są zdania, że w każdym kolorze na ustach wyglądam jak idiotka, a tłumaczenia, ze mojemu chłopakowi się podoba są kwitowane tak, że przecież co biedny ma mi powiedzieć

      Usuń
  11. Świetne zdjęcia! Wycieczka rowerowa na prawdę imponująca z takimi widokami :). SUPER!

    OdpowiedzUsuń
  12. Beza wygląda nieziemsko :)
    Pozdrawiam :)
    http://fit-healthylife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.
Docenię konstruktywną krytykę, ale nie będę tolerować hejterstwa.
To nie jest miejsce na spam!
Nie musisz reklamować swojego bloga, na pewno zajrzę na Twojego jeżeli zostawisz komentarz