czwartek, 13 sierpnia 2015

Typy osób jakie możesz spotkać na siłowni

Witajcie

Dzisiaj przychodzę do was z dawką dobrego humoru, także traktujemy tego posta z przymrużeniem oka ! :) Po wnikliwych obserwacjach opiszę wam typy ludzi jakich można spotkać na siłowni :D

1.Koksy- Wchodzą na siłkę jak do siebie, bo ten tego, to przecież jak ich drugi dom. Czasami masz wrażenie, że w niektóre miejsca powinni wchodzić bokiem i zastanawiasz się czy to natura wykreowała to monstrum, czy może coś jej jednak pomogło. Najważniejsze w życiu koksa jest oczywiście prężenie swoich ogromnych muskułów, czyli popularnie znana napinka. Najchętniej nie odrywaliby rąk od żelaza, ale czasami zdarza im się zapominać o nóżkach, złośliwi twierdzą, że to dlatego, że na wielu siłowniach lustra nie obejmują partii od pasa w dół. Na siłkę zawsze wbijają z całym ekwipunkiem (czytaj torba z najki wchodzi na salę), rękawiczki, szejker, ale o tym, żeby podłożyć ręcznik pod tyłek to jakoś się zapomina. A! i żebym nie zapomniała, im bardziej męski jest osobnik tym bardziej sapie i jęczy, co by pokazać zebranym, że podnoszą tylko konkrety! Mój absolutny zachwyt wzbudziła natomiast grupa 'koksy w japonkach', serio, przedni widok! Zawsze czekam aż jakiś talerz komuś gdzieś spadnie.. Nie żebym była nieżyczliwa oczywiście :)


2. Cardio divy- Na siłownię wpadają jakby nigdy nic, zupełnie przypadkowo w pełnym mejk apie, z idealnie wyprostowanymi włosami, przed wejściem na salę spryskują się jeszcze perfumami (serio, widziałam na własne oczy), często wpadają w Air Maxach, bo przecież liczy się fejm! (niech im ktoś powie, że to nie są buty do biegania!) Później nasze drogie panny kierują się do strefy cardio i nawet nie myślą o tym, żeby zapuszczać się w nieznane rejony strefy siłowej! Liczenie kalorii to śmiertelny obowiązek, nóżki im chudsze tym lepsze, a ciężary przecież robią z kobiety faceta, więc może niech lepiej chłopy dźwigają to żelazo, one nie muszą!


3. Ciotki klotki- Panie po 50tce w których bardzo podziwiam zapał i samozaparcie, bo wierzcie mi to są najbardziej zajadłe, stare siłkowe wyjadaczki! Po nowym roku oburzają się, że tyle nowicjuszy ze słomianym zapałem, przychodzą we wtorki, czwartki i niedziele, a tak w zasadzie to kiedy nie wejdziesz- zawsze są i one. Cały problem polega na tym, że ich główny wysiłek stanowi marsz na bieżni w tempie 5 km/h i ploteczki, duuuuużo ploteczek! Są bardzo przyjazne, otwarte, szybko nawiązują kontakty i zawsze ochoczo szukają nowych ofiar do pogadania. Dziękować za to, że większość z nich przy sprzyjających warunkach pogodowych maszeruje sobie w lesie. Ciekawe kogo tam zagadują, może wiewiórki?

4. Niedzielni podrywacze- Bardzo często niedzielni podrywacze to także członkowie grupy koksów (nazwa niedzielni podrywacze nie jest przypadkowa- w niedzielę przeżyłam najgorszy podryw życia). Mam wrażenie, że niedzielni podrywacze tylko czyhają na biedne, zbłąkane dziewczyny i atakują w najmniej oczekiwanym momencie. Leżysz właśnie spocona jak świnia i robisz unoszenie bioder? Tak, to jest właśnie ten moment kiedy należy kobietę zaprosić na kawę! Czasami masz wrażenie, że typ siedzący na przeciwko przez pół godziny nie zrobił jeszcze ani jednego powtórzenia? Skąd ja to znam :D Niedzielnych podrywaczy naucz się rozpoznawać i omijaj SZEROKIM ŁUKIEM ! Nigdy nie zwiastują niczego dobrego.


5. Trenerzy- Mam wrażenie, że to jakaś odseparowana od życia, świata i ludzi, grupa pół bogów wręcz. Sory, nie wiem jak to się dzieje, ale kurde większość trenerów nie tylko jest dobrze zbudowana, ale też  nieprzyzwoicie przystojna (mam nadzieję, że tego akapitu nie czyta mój chłopak, mam gwarantowanego bana na miesiąc!). Na szczęście żeby nie było tak pięknie, większość z nich jest także strasznie nieprzystępna (*przystępność zwiększa się wraz z ilością gotówki wydaną na trening). Chociaż zdarzają się wśród nich też misjonarze, którzy za darmo chcą głosić słowo Boże i od czasu do czasu uświadamiają nieuświadomionych co i jak :)

6. Emeryci- Emeryci to nie to samo co ciotki-klotki, bo mają przedstawicielstwo w obu płciach. Naprawdę doceniam ich chęci i zapał, a czasami jestem wręcz zszokowana tym co potrafią! Zauważyłam, że emeryci zazwyczaj trzymają się blisko trenera i jest to wtedy jak najbardziej bezpieczne. Gorzej kiedy zaczynają zapuszczać się bez opieki w ciężary, wtedy to się dzieje!

7. Fit-maniacy- Nie wiedziałam jak określić tą grupę, chodzi mi o osoby, które przychodząc na siłownię dokładnie wiedzą po co przyszli. Mają plan, nie są tam przypadkowo, no i nie od dziś. Znają pół siłowni, ale nie przyszli na pogaduchy, tylko na ostry trening! Przynależność do grupy widać od razu po sylwetce, a po jakimś czasie zauważamy to także po częstotliwości bywania.

8. Nowicjusze- Zagubieni i nie do końca wiedzący co ze sobą zrobić i jak to ruszyć. Polecam takim osobom trening intro z trenerem, jest wtedy od razu bardziej swojsko! Większość z nich zwykle na początku jest przerażona, ale po kilku razach można się oswoić i stać stałym bywalcem.


Dajcie znać czy są jeszcze jakieś typy, których nie wymieniłam! Ja czasami mam wrażenie, że jestem odludkiem, jestem tak skupiona na tym co będę robić, że zapominam się przywitać przy wejściu do strefy siłowej. Nie jestem typem osoby dużo gadającej i śmiałej, ale jeżeli ktoś daje mi dobre rady czy zagaduje o trening to nie uciekam, bo zawsze miło pogadać z kimś o takich samych zainteresowaniach. Przyznam szczerze, że w strefie siłowej czuję się już jak u siebie w domu. Nie boję się zapytać jeżeli nie jestem czegoś pewna czy kiedy potrzebuję pomocy (wierzcie mi, chętnych zawsze jest kolejka!), a lustrujących męskich spojrzeń albo już nie zauważam, albo panowie tak do mnie przywykli, że nie robię na nich żadnego wrażenia :)

Pamiętajcie, że to wszystko żarty i nie należy się obrażać :) keep distance !

36 komentarzy:

  1. Chyba wreszcie muszę wybrać się na siłownię z pierwszego zdarzenia, żeby poobserwować te jakże ciekawe zachowania społeczne :D Chociaż trochę się boję. Chociażby niedzielnych podrywaczy. Rany, jak ja nie cierpię tego typu kolesi! Gdybym była wystarczająco silna, chyba zdzieliłabym takiego talerzem po głowie, póki co raczej nie wyszedłby mi zbyt dobry zamach ;) Trenerzy... Mmm, trenerzy... O nich pogadałyśmy sobie na naszym spotkaniu :D Co było na Przystanku Śniadanie, niech zostanie na Przystanku Śniadanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, żałuję, że wtedy nie miałam żadnego talerza pod ręką :D haha dokładnie, niech Przystanek Śniadanie zostanie między nami <3

      Usuń
    2. Ewentualnie możemy zacząć chodzić na jakieś zajęcia ze sportów walki. Przydałoby się nie tylko na niedzielnych podrywaczy, ale i naszych momentami nieznośnych chłopów ;)

      Usuń
    3. Haha dokładnie, ale mój to akurat wie, że prawego sierpa mam niezłego :P

      Usuń
    4. Mój właściwie co chwilę obrywa, przeważnie w ramię, akurat na mojej wysokości :D Ale najwidoczniej cały czas robię to za lekko :D No ale jakby nie patrzeć, troszeczkę już z nimi wytrzymałyśmy, więc nie są AŻ tacy źli :D

      Usuń
    5. Moja koleżanka poleca lać prosto w mostek :D no chyba nie aż tak :P

      Usuń
    6. Powiedziałabym, że w linii prostej znacznie poniżej mostka jest znacznie czulszy punkt :P :D

      Usuń
  2. Ciekawe spostrzeżenia...i do tego na wesoło ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na mojej siłce byli tacy panowie po emeryturze, że ćwiczenie z nimi to była największa przyjemność. Technika, zdrowie i pełna odpowiedzialność, no super :) i w dodatku dobrze wychowani i pomocni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo tak, ja mam jednego takiego, zawsze do usług ;) często sprawdza mi technikę i daje dobre wskazówki

      Usuń
    2. Oprócz takich miałam jeszcze tzw. ojca czyli gościa, który sprawdzał technikę, czy tego chcesz, czy nie. Niemniej udało mi się raz wybronić i wtedy był taki szacun, że masakra :D
      Pisałam kiedyś o swoich typach u siebie, tęsknię za nimi po przeprowadzce ;(

      Usuń
    3. U mnie jest taki jeden, ale młody :D pomieszanie z poplątaniem, jak już coś robi to sapie tak żeby wszyscy słyszeli, przy martwych trzeba za każdym razem walnąć sztangą w podłogę, o treningach uwielbia rozmawiać ze wszystkimi, ale oczywiście podkreślając swój ekspercki poziom i niesamowite wyniki i absolutnie wpieprza się każdemu w każde ćwiczenie :D Byłam ze swoim chłopakiem na swojej siłowni tylko raz i miał okazję pana eksperta zobaczyć w akcji, zamiast mnie wybawić z opresji to siedział na drugim końcu siłowni i śmiał się ze mnie :P no, ja też pewnie będę tęsknić za tą ekipą po przeprowadzce ;(

      Usuń
    4. Co za pajac, pewnie nie miał jaj podejść :D

      Usuń
  4. Moim zdaniem są jeszcze telefon-maniacy, przynajmniej z tego co zauważyłam. Jedna seria - 3 smsy ���� i tak w kółko. A później zadowoleni z siebie ze spędzili 2h na siłowni z czego minimum pół było pisanie smsow ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to się zgodzę, ale należę do jednych z nich ;) z tym, ze w sumie to nie wychodzi mi to na złe, bo mam problem z zachowywaniem odpowiednich przerw między seriami, a tak to nie mam problemu, żeby się przez tę minutę nie zanudzić :)

      Usuń
  5. świetny post! ćwiczę w domu albo biegam, dlatego niestety na razie nie mam do czynienia z tym "wesołym" towarzystwem :)
    p.s. obrazek z Dwightem Schrutem zrobił mój wieczór :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Koksy w japonkach najlepsi ;P jeszcze jak wchodzą na bieżnie to je ściągają i z tymi ciężarami też tak sobie po cichu mówię bo to nie są buty na siłownie jak się coś któremuś stanie to zrozumieją ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Ze sciągają na bieżnie? ;d tego nie widzialam ;d

      Usuń
  7. Haha ja tam nie wiem jak jest na siłowni :D muszę kiedyś zacząć!

    OdpowiedzUsuń
  8. Super tekst! Ale się uśmiałam :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Hahaha. Nawet nie wiem do której grupy się zaliczam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Haha, pierwszy facet (the huge guy) kojarzy mi się z czekoladą bąbelkową. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozbawiłaś mnie tym tekstem, masz może jakieś rady dla osoby, która pierwszy raz w życiu wybiera się na siłownię ? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były, sprawdź zakładkę 'fitness'

      Usuń
    2. Poszukam, dopiero teraz trafiłam na Twojego bloga ;)

      Usuń
  12. Raczej wszystkich wymieniłaś ;-) Ja kiedyś wpadłam w łapy trenera personalnego - koksa (tak na próbę wykupiłam zajęcia), a że nie byłam i nie jestem zbyt silna, to koksu tak mnie wymęczył, że na następne zajęcia już nie poszłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja bym chciała żeby ktoś nade mną z batem postał i pomęczył :P

      Usuń
  13. chodziłam kiedys na silownie, ale niektorzy opisani przez Ciebie tu ludzie.. zrazili mnie do niej :/ faceci którzy przychodza tylko po jedno i patrza się na dziewczyny. ble >.<
    Będzie mi bardzo miło, jeśli zajrzysz :) zaczytana-oczytana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się co zrażać, serio ;) oni odpuszczają po jakimś czasie i zaczynają traktować poważnie jeżeli widzą, że wiesz o czym mowa

      Usuń
  14. Rozśmieszyłaś mnie tym postem :D Nie chodzę na siłownię, ale nie raz koleżanki opowiadały mi o takich typach, lepiej tego nie można było ująć :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Padłam! Ja omijam siłownie szerokim łukiem, stawiam na własne treningi :) Po prostu nie czuję się tam dobrze i nie chcę się męczyć!
    Ptysiablog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam siłownię i mogłabym z niej nie wychodzić ;) nic nie daje lepszych efektów niż trening z ciężarami, a na własne treningi chyba nie umiałabym się już zmotywować

      Usuń
  16. Ale się uśmiałam :D Rzadko bywam na siłowni, bo ćwiczę głównie w domu, ale da się zauważyć niektóre typy nawet chodząc tam rzadko ;)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.
Docenię konstruktywną krytykę, ale nie będę tolerować hejterstwa.
To nie jest miejsce na spam!
Nie musisz reklamować swojego bloga, na pewno zajrzę na Twojego jeżeli zostawisz komentarz