wtorek, 19 maja 2015

Porady dla początkujących na siłowni

Witajcie

Mój powrót na siłownię dobija już do pół roku, a jako tako z tym miejscem mam coś wspólnego już od 2 lat. Nie czuję się już jak nowicjusz, a jak domownik. Z tego też względu mam kilka praktycznych porad dla osób, które dopiero wybierają się w to miejsce, bo sama dobrze pamiętam jak czułam się jeszcze niedawno :)


1. Nie kupuj od razu rocznego karnetu- jeżeli dopiero się wybierasz i nie wiesz jak będzie oraz masz taką opcję- wybierz kilka jednorazowych wejść lub też karnet miesięczny. Sprawdzisz czy aby na pewno jest to aktywność dla Ciebie i nie zmarnujesz kupy kasy przy okazji. Siłownia jest ostatnio strasznie modna, ale każdy lubi coś innego i nie ma sensu się zmuszać, jeżeli nie czujesz, że to jest to.

2. Skorzystaj z treningu intro- wiele siłowni ma w swoim pakiecie, krótki, darmowy trening wprowadzający. Sama skorzystałam z tej opcji i z Panią Trener dwa lata temu zwiedziłam całą siłownię, a także poznałam kilka ciekawych ćwiczeń.

3. Nie bój się pytać- jeżeli nie jesteś pewny jak powinieneś wykonywać dane ćwiczenie czy też jak obsłużyć dany przyrząd to pytaj! Na sali często jest trener czy też kilka, o wiele bardziej doświadczonych osób, które chętnie Ci pomogą. Sama nadal korzystam z tej opcji i pytam innych czy robię dobrze dane ćwiczenie oraz czy inna wersja nie byłaby bardziej korzystna.

4. Podpatruj- na siłowni przez patrzenie można się wiele nauczyć, sama w ten sposób ogarnęłam poprawną technikę wielu ćwiczeń, a także poznałam wiele nowych. Czasami w internecie znalezienie fajnego treningu z taśmą trx zajmuje mi wieki, a wystarczy, że dwa razy zrobię swój trening tuż obok trenera robiącego trening z podopiecznym i mam całą masę fajnych ćwiczeń wraz z poprawnym wykonaniem na tacy! Z drugiej strony pamiętaj jednak, żeby w domu sprawdzić technikę wykonywania danego ćwiczenia- nie każdy ma technikę opanowaną.

5. Dbaj o technikę- zwłaszcza w treningu siłowym jest ważna, jeżeli nie jesteś pewien to zapytaj kogoś innego lub sprawdź najpierw dokładnie wykonanie ćwiczenia w internecie.


6. Nie bój się wyjść ze strefy cardio- wiem, że wejście do strefy ciężarów może być przerażające, zwłaszcza, jeżeli jesteś kobietą. Sama pamiętam, że za pierwszym razem przełamanie się zajęło mi dobry miesiąc. Wierz mi jednak, że ciężary i maszyny nie gryzą, a przed wejściem tam najlepiej ułożyć sobie konkretny plan i wszystko dokładnie sprawdzić w internecie, kiedy wiesz co robić komfort psychiczny wzrasta!

7. Rozgrzewka i rozciąganie- nigdy nie zapominaj o rozgrzewce i rozciąganiu. Pięć minut na bieżni i stretching dynamiczny na pewno nie pójdą na marne, a nawet najbardziej podstawowe rozciąganie po treningu jest bardzo ważne!

8. Słuchaj, ale obserwuj- jeżeli prosisz o pomoc lub też ktoś sam z siebie Ci jej udziela kieruj się zasadą, której raczej nie powinieneś stosować w życiu codziennym. Najprościej mówiąc - oceń czy Twój doradca wygląda dobrze. Jeżeli jest to ktoś o ładnie rozwiniętej muskulaturze to może warto mu zaufać, a jeżeli zatłuszczony kark czy też chudy nastolatek to proponowałabym jednak podejść do porad nieufnie i sprawdzić je 10 razy przed zastosowaniem. Wiem, że są wyjątki od tej reguły, ale u mnie zazwyczaj się sprawdzała, a najbardziej pewnym sposobem będzie zapytanie o radę instruktora (z tym też czasami bywa różnie, ale zawsze to bardziej pewne niż pytanie o pomoc ćwiczących kolegów).

9. Zapisuj- dobrze mieć ze sobą telefon z rozpisanym planem treningowym, ja bez planu i rozpiski po prostu się gubię. Zasada zapisywania dotyczy także obciążenia i ilości powtórzeń, przed każdym treningiem sprawdzam ile robiłam w zeszłym tygodniu i wiem od czego zacząć oraz czy wdrażać większe obciążenia. Dzięki temu po miesiącu wiem też jaki jest progres.

10. Sprzątaj po sobie i nie przeszkadzaj innym- dla mnie strasznie ważne jest to, żeby nie zostawiać po sobie syfu. Przyda się ręcznik na którym można się położyć, żeby nie 'zapocić' ławeczki, poza tym ciężarki i inne sprzęty odstawia się w miejsce z którego się je wzięło i warto też zwrócić uwagę na to, że każdy ciężar na stojaku ma swoje miejsce :) Poza tym dobrze się rozejrzeć, bo czasami ktoś ćwiczy na danym przyrządzie i ma przerwę w serii, a wiele osób denerwuje się kiedy ktoś wchodzi na jego miejsce bez pytania. Zwykle nikt nie ma problemu z tym, żeby robić serie na przyrządzie na zmiany, ale odrobina kultury i ogłady nikomu nie zaszkodziła.



Porada nr. 11 z przymrużeniem oka- nigdy nie spryskuj bieżni płynem do dezynfekcji kiedy masz włączony nawiew :D nawet nie wiecie ile razy napsikałam sobie do oczu :D

niedziela, 17 maja 2015

Tydzień w zdjęciach (Week 19)

Witajcie

Dzisiaj zobaczycie jaki ze mnie żarłok :) Żadnych selfie, zero siłki, zero ciekawych zdjęć- samo jedzenie :P 

 Miałam dość bananów i jabłek, więc do owsianki rozmroziłam ostatnią paczkę truskawek 

 Truskaweczki wkręciłam też w omleta :D

 Owsianka czeko z czerwonymi winogronami- zmusiłam rodziców do kupowania innych owoców niż banany i jabłka ;D

 I w końcu doczekałam się tegorocznych truskaweczek :) Omlet z nimi to najlepsza rzecz na początek dnia !

 A tu omlet klasyka, wręcz specjalność zakładu- cynamonowy z bananem :D

 Przekąska :)

Potreningowa micha, jogurt naturalny z brzoskwinią z puszki i suszoną żurawiną :)

I w sumie znowu wyszło mi mega śniadaniowo :) Nic nie poradzę, że śniadaniożerca gigant jestem, po prostu to mój ulubiony posiłek i zawsze musi być najlepszy :) W zeszłym tygodniu miałam się uczyć co wyszło mi raczej w stopniu mniejszym niż większym, ale udało się za to ukulturalnić i obejrzeć całe 2 filmy :D

czwartek, 14 maja 2015

Nowy plan treningowy

Witajcie

Niedawno publikowałam wam podsumowanie ostatniego planu treningowego, a dzisiaj przychodzę z rozpiską nowego. Jestem już w połowie drugiego tygodnia treningów i widzę, że plan jest bardzo udany i bardzo wpasowany w moje upodobania :) Obecnie jest to trening dzielony na 5 dni w tygodniu, bo dzięki temu treningi są znacznie krótsze i mam możliwość dorzucenia do nich treningu cardio, a jednocześnie bez problemu wyrabiam się, jeżeli mam ograniczony czas i muszę wracać do domu autobusem.
Nie wiem jeszcze czy będzie to plan 6-cio czy 8-mio tygodniowy. Sporo zależy od tego jak będę w stanie się ogarnąć kiedy przyjedzie mój chłopak i dopadnie mnie sesja, która jak na razie nie zapowiada się zbyt kolorowo..

Partią priorytetową jest pupa, dlatego trening tej części jest 2 razy w tygodniu (wtorki i soboty). Zostawiłam sobie też pole do manewru i trochę luzu, poniedziałek jest dniem kiedy w zależności od możliwości i chęci może być cardio albo po prostu rest.






 

Plan wygląda tak, ale wiem już, że w niektórych przypadkach obciążenie będzie większe :) Zazwyczaj jeżeli robię dane ćwiczenie po raz pierwszy to sprawdzam dokładnie technikę i ustanawiam stosunkowo małe obciążenie i ten system mi się sprawdza. Wczoraj widziałam na siłowni dziewczynę, która przyszła z mamą i pierwszy raz podchodziła do wypychania nóg na suwnicy, nie zastanowiła się nad tym ile jest w stanie wziąć i podeszła do zarzuconych na suwnicy 50 kg, gdyby nie to, że asekurowała ją mama zrzuciłaby na siebie platformę obciążoną tymi 50-cioma kilogramami... Wierzcie mi, że prawie dostałam zawału widząc to zdarzenie i w duchu podziękowałam sobie, że jako osoba ćwicząca bez asekuracji zawsze podchodzę do obciążeń z ogromnym dystansem i najpierw sprawdzam na co mnie stać :)

Dajcie znać co sądzicie o planie i czy powinnam wprowadzić jakieś poprawki. Plan rozpisuję dosyć intuicyjnie, dlatego jestem otwarta na wszelkie rady.

wtorek, 12 maja 2015

Z pamiętnika ex-aparatki

Witajcie

Jak pewnie wiecie z fp czy też z samego bloga- niedawno ściągnęłam aparat :) Cieszy mnie ten fakt niezmiernie, pomimo tego, że aparatu nie nosiłam jakoś bardzo długo. Dzisiaj kilka słów o tym jak wygląda ściąganie aparatu, czy to boli, ile kosztuje i tak dalej :)

Czy ściąganie aparatu boli?

Ściąganie aparatu to po prostu odrywanie przyklejonych zamków od zębów i w moim przypadku poszło bardzo szybko i praktycznie niewiele poczułam. Z drugiej strony znam osoby, które twierdziły, że to było straszne i bardzo je bolało- wiele pewnie zależy od indywidualnych uwarunkowań, a pewnie także od umiejętności ortodonty.

Jak wygląda taki zabieg i ile trwa?

Tak jak już wspomniałam- na początku moja lekarka oderwała zamek po zamku aparat od zębów. Następnie polerowała zęby, gdyż zostały na nich pozostałości kleju, dla mnie to była najbardziej niekomfortowa, ale też nie bolesna część (ja jak idę do gabinetu to po prostu jestem nastawiona na ból i w napięciu na niego czekam, to napięcie jest dla mnie gorsze niż samo wytrzymanie jakiegokolwiek bólu). Później zostały ściągnięte z moich zębów po 2 odlewy każdego łuku (tak jak na początku), gdyż będę nosiła nakładki retencyjne chroniące zęby przed ponownym skrzywieniem. Na sam koniec miałam zabieg piaskowania oraz fluoryzację. Zabieg trwał około godziny.

Ile to kosztuje?

Ściąganie aparatu, kamienia i piaskowanie u mnie było za darmo, ale musiałam zapłacić po 250 zł za retainery, czyli retencję, razem wyszło to 500 zł, bo potrzebne u mnie są dwa łuki. Na nakładki muszę czekać około 10 dni.

Pół roku od założenia aparatu

Jak to jest po ściągnięciu?

To prawda, że człowiek czuje się trochę łyso i nieswojo, bo jednak trochę się to żelazo na zębach nosiło. Dziwnie jest się uśmiechać, bo nie czujemy żadnego oporu przy wykonywaniu ruchu, a zęby są nienaturalnie śliskie po polerowaniu. No i na początku ten strach żeby sobie ich na nowo nie pokrzywić :)

Wybielanie?

Od samego początku byłam nastawiona na wybielanie, ale nie do końca wiedziałam jaką metodę wybrać. W gabinecie zaproponowano mi metodę polegającą na wlewaniu specjalnego żelu na nakładki i nakładanie tego na noc na zęby. Preparat nazywa się Opalessence i kosztuje w moim gabinecie 600 zł (dla pacjentów ortodontycznych jest zniżka - 500 zł). Czytałam o tej metodzie i jest ona skuteczna, ale też niestety bolesna. Jak na razie chcę się wstrzymać z tą decyzją ze względu na białą dietę, ale przypuszczam, że prędzej czy później wybielać ząbki będę. Jak pójdzie wybielanie na pewno dam wam znać :)

Ostatni dzień w ;)

 I bez :D

Ciężko mi niestety znaleźć jakiekolwiek zdjęcia przy pełnym uśmiechu przed leczeniem :) Link do części pierwszej pamiętnika znajdziecie tutaj. Dajcie znać czy nosiliście lub nosicie i czy lubicie się ze swoim aparatem :) Mi trochę z sentymentu go brakuje, w końcu był ze mną tyle czasu i zawsze miałam na co ponarzekać i z czego się pośmiać (jak sterta jedzenia zostawała między zamkami albo pękł mi wyciąg :D)

niedziela, 10 maja 2015

Tydzień w zdjęciach (Week 18)

Witajcie

Tygodnie lecą i dzisiaj przychodzę do was z 18tym tygodniem w zdjęciach :) Ponadto na blogu "pękło" już 150 tysięcy wyświetleń! Dziękuję wam Kochani, że tutaj jesteście :)

Martwa po treningu :D

 before&after :D w poniedziałek ściągnęłam aparat ;)

 Omlet kakaowy z ananasem i powidłami :)

 Tyle się nalatałam, żeby kupić KiF'a, a teraz co? Leży i czeka na swój moment :P

 Pusta siłka= selfie time :D

 Uśmiech bezaparatowy :D

 Owsianka czekoladowa z bananem :)

 A tutaj z gruszką 

 Piątkowy, śniadaniowy cheat meal. Wiele osób na facebook'u było oburzonych jak mogłam zjeść tyle słodkiego na raz. No cóż, mogłam :D I dobrze mi z tym :D Dla mnie 2 czekolady karmelowe to naprawdę żaden problem, grunt, żeby nie dać się "nałogowi" i nie jeść słodyczy codziennie

 Brak pomysłu na kolację, 5 razy obejrzana lodówka, aż za 6tym olśnienie :D Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam twaróg na słono :)


 Ryż basmati ostatnio po prostu za mną chodził, nie jadłam go od Sri Lanki, no i w końcu wylądował na moim talerzu :)

Czekoladowa kaszka manna 

Tym razem było bardzo jedzeniowo, a w zasadzie śniadaniowo :D Mam nadzieję, że podobał wam się mój tydzień :) Napiszcie co tam u was!

czwartek, 7 maja 2015

Kosmetyczny haul zakupowy

Witajcie

Zabierałam się za ten haul i zabierałam, nazbierałam kosmetyków w sumie aż od grudnia, a niektóre z tych, które są w tym poście już denkuję :D Mam nadzieję, że nie zapomniałam też o żadnych nowościach. Od niedawna jestem konsultantką Avon, część kosmetyków mam w lepszej cenie, a czasami wpadnie coś darmowego- z tego względu Avonu u mnie coraz więcej, pomimo tego, że w przeszłości nie byłam szczególną fanką tej marki. Jeżeli będziecie chętni to zrobię wam post z moimi top produktami tej marki.

 1. Keratynowa maska do włosów Kallos (cena 11,99 zł w Hebe)- teraz już wiem, że tym czego potrzebowały moje włosy były proteiny. Maska naprawdę świetnie działa na moje cienkie kłaczki, które ostatnio wypadają na potęgę.

2. Suchy szampon Batiste, wersja Wild (cena 11,99 zł w promocji w Hebe) - jak wiecie u mnie te szampony idą na kilogramy, zwłaszcza od czasu kiedy nie myję włosów codziennie. Wypróbowałam już chyba 4 wersje zapachowe i pora na kolejne, ten ma świetne opakowanie :)

3. Odżywka Ultra Doux, Garnier (cena około 9 zł w promocji)- jedna z moich ulubionych odżywek. Proteiny nadrabiam maską, a oleje zawiera właśnie ta odżywka i dzięki temu moje rozjaśniane włosy jako-tako się trzymają.

4. Szczotka Tangle Teezer (24,99 zł, cena promocyjna w Hebe, niestety promocja była w grudniu)- huczały o niej internety i w grudniu skusiłam się i ja. Nie żałuję, bo już teraz wiem, że jest genialna!

5. Odżywka w spray'u Gliss Kur- dorwałam ją w Biedronce na promocji i nie pamiętam ceny, bardzo lubię te odżywki, więc zawsze biorę je na ślepo :)

6. Eliksir ziołowy, Green Pharmacy (cena ok. 9 zł)- miałam problem z wypadającymi jadłam dużo dużo warzyw, piłam pokrzywę, łykałam Biotebal (dwa opakowania) i wzmacniałam się też od zewnątrz. O tym preparacie mogę powiedzieć tyle, że bardzo ładnie pachnie i ma mega wygodny atomizer. Włosy przestały wypadać aż tak bardzo, więc to wszystko do kupy wzięte jakoś mi pomogło.

7. Szampon do włosów Babydream (cena ok. 5 zł w Rossmanie)- uwielbiam ten szampon za jego delikatność, fajny skład i ładny zapach, mam już któreś z kolei opakowanie.

8. Szampon do włosów Volume Sensation, Nivea (cena ok. 13-14 zł, nie wiem dokładnie, bo kupiła go dla mnie mama)- potrzebowałam jakiegoś SLS-owego szamponu na zmianę z tym Rossmanowskim. Jest w porządku, ale jakiejś szałowej objętości oczywiście nie dodaje :)

 1. Balsam odżywczy do ciała, Tołpa (cena 13 zł w promocji)- skusiłam się, bo potrzebny był mi balsam, pachnie bardzo świeżo i mam wrażenie, że lekko chłodzi i z tego względu uznałam, że chyba poczeka na swoją kolej do lata. Jest bardzo lekki, ale mam wrażenie, że niestety średnio odżywczy.

2. Serum nawilżające, Marion (cena ok. 7,5 zł w Drogerii Natura)- przyznam, że skusiła mnie niska cena, ma śmieszną konsystencję, ale jest na prawdę w porządku :) Uratowało moją przesuszoną skórę po zimie i pewnie krem nawilżający nie byłby mi potrzebny, gdyby nie to, że mam ciężki i podkreślający suchość podkład.

3. Krem z 10% kwasu migdałowego, Pharmaceris (cena 42 zł w Aptece)- mój trądzik niby nie jest już taki zły, a do dermatologa naprawdę nie mam już ochoty biegać. Postanowiłam kupić ten krem, liczę, że uspokoi wypryski i poradzi coś na blizny.

4. Pasta oczyszczająca liście manuka, Ziaja- mam tonik z tej serii, który niestety mnie nie zachwycił, ale pasta wydaje się bardziej obiecująca.

5. Maseczka oczyszczająca, Avon (kupiłam za 5 zł w promocji, ale często można ją dorwać za dyszkę)- maseczki Avon trochę drażnią mnie sztucznym zapachem, ale całkiem fajnie działają.

6. Krem do rąk z woskiem pszczelim, Avon (4,99 zł- cena promocyjna)- kupiłam ze względu na jakiś gratis, ale nie jestem zadowolona. Przypuszczam, że bardziej przypadłby do gustu fanom Neutrogeny, jest baardzo konkretny, gęsty i mam wrażenie, że zostawia klejącą warstwę na rękach i wchłania się wieki. Moje kremy do rąk muszą wchłaniać się błyskawicznie! Używam go jak na razie do stóp i tam sprawdza się o niebo lepiej!

7. Plastry w żelu, Avon (cena 18,99 zł)- to jest geniusz ! Byłam mega sceptycznie nastawiona, ale faktycznie są super. Nakładamy cienką warstwę żelu na nos i brodę, a po kilku minutach odklejamy (mam wrażenie, że razem ze skórą) jako plaster. Nie mam większego problemu z zaskórnikami na nosie, ale na brodzie wyskakuje mi dużo dziwnych rzeczy, których nie mogłam się pozbyć. Po kilku użyciach tego produktu skóra na brodzie jest gładsza, a niespodzianek mniej. Wypatrzyłam ten produkt na kanale Stylizacje i sama jestem zachwycona!

8. Antyperspirant Incandense, Avon (4,99 zł- cena promocyjna)- jakoś nigdy szczególnie nie byłam przekonana do antyperspirantów Avonu i w końcu mojej mamie udało się mnie przekonać. Okazało się, że ten jest naprawdę świetny, ładnie pachnie i zapach utrzymuje się długo, chroniąc przy tym przed nieprzyjemnym zapachem potu. Mojego faworyta z Sanex'u (Sanex nareszcie w Polsce !) nie przebije, ale jest dobry.


1, Szminka kolor na żądanie, Colortrend, Avon, odcień: Deco Pink edycja limitowana (cena 8,99 zł w promocji)- myślałam, że kolor będzie nieco bardziej przygaszony, ale jest super. Ma śliczne opakowanie, ale niestety szybko znika z ust.

2. Tusz ColorTrend Boost It, Avon (cena: 10 zł w promocji)- nie zachwycił mnie tak bardzo jak Wibo, ale tragedii też nie ma. Jedyne co mi bardzo w nim przeszkadza to osypywanie się.

3. Baza pod cienie, Avon (cena promocyjna 9,99 zł)- mam co do niej mieszane uczucia, jeżeli uda się ją poprawnie i bez smug nałożyć to makijaż pięknie wytrzymuje długie godziny. Jednak mam wrażenie, że ciężko ją rozprowadzić idealnie bez smug, a jeżeli gdzieś zostaną i próbujemy je wyrównać po jej wyschnięciu to jest tragedia. Gdy tylko dotkniemy oka to baza z niewidocznej staje się widoczna, dziwnie się roluje, za nic nie chce rozetrzeć, ani nawet zmyć kiedy próbujemy poprawić makijaż z odrobiną wody.. Nie wiem czy ryzykowałabym z nią na jakieś ważne wyjście.

1. Bronzer Ultra Bronze Make Up Revolution (cena: 15 zł)- jest genialny ! Próbuję powoli swoich sił w konturowaniu i nie zostałam jeszcze z tragicznymi plamami na twarzy, więc dobrze jest.

2. Rozświetlacz Golden Lights, Make Up Revolution (cena: 14,99 zł)- jako posiadaczka skóry tłustej zawsze byłam anty wszelakiemu 'glow' na twarzy. Skusiłam się jednak, bo przecież całe internety teraz używają rozświetlaczy. I szczerze mówiąc- nagle stałam się fanką glow :D Efekt jest przepiękny i można go stopniować, uzyskanie 'tafli' również jest możliwe :)

3. Podkład The Matte Effect, Make Up Revolution, kolor Ivory (cena: 9,99 zł)- bardzo jasny. bardzo wodnisty i jak dla mnie kompletnie niekryjący i nie dający niczego na twarzy. Dlaczego go kupiłam ? Potrzebowałam rozcieńczyć i rozjaśnić ciężki i hiperkryjący Dermacol (nie mam zdjęć, ale możliwe, że będzie recenzja) i w tej roli sprawdza się świetnie. Jeżeli potrzebujecie czegoś do rozjaśnienia za ciemnego podkładu to warto spróbować, bo cena jest niska.

4. Pędzel Hakuro H14 (cena: około 35 zł)- nie miałoby sensu kupowanie bronzera bez pędzla. To mój pierwszy pędzel Hakuro, ale wiem, że nie ostatni. Bardzo dobrze sprawdza się do konturowania, nawet moja niewprawna ręka dała radę :)

Ufff.. Trochę tego było :D Pewnie uznaliście mnie za nienormalną zakupoholiczkę, ale mamy już maj, a te kosmetyki zbierały mi się od grudnia! Teraz włączyłam tryb oszczędzania i raczej staram się nie wydawać pieniędzy, a poza tym niedawno dostałam Joy Boxa i moje najpilniejsze potrzeby zostały zaspokojone :) Dajcie znać w co wy ostatnio się zaopatrzyłyście. Mamy promocje w Rossmanie, Hebe i Naturze, więc pewnie niejedna z was porządnie się obkupiła :) Ja staram się trzymać z daleka od tych sklepów i nie śnić o pomadkach Bourjois :D

wtorek, 5 maja 2015

Podsumowanie 8 tygodni "masy"

Witajcie

Dobiłam do końca 8-tygodniowego planu treningowego :) To było przyjemne 8 tygodni masy, przytyłam, sporo pewnie z tłuszczu, ale widzę, że pojawiają się powoli mięśnie, których wcześniej nie było. Mój staż treningowy rośnie, dobijam do 4 miesięcy- żółtodziobem jestem, ale uczę się szybko i jestem pracowita :) Myślę, że ostatnie dwa miesiące sporo mnie nauczyły, wiem już jakie treningi lubię, co mi służy, jakich ćwiczeń nie toleruję i nie ma sensu, żebym wrzucała je w plan, bo i tak ich nie zrobię.
Co dalej? Mam ułożony plan treningowy, pokażę wam go za kilka dni, bo potrzebne są jeszcze szlify. Poza tym wracam do biegania i cardio, które wypadły przez moje korzonki. Wiem, że powrót będzie trudny, ale i ekscytujący. Ponadto mam zamiar robić jakiś przyzwoity kilometraż na rowerze, 50 km tygodniowo byłoby w porządku, ale nie wiem czy uda mi się tyle osiągnąć przed wakacjami (chyba, że faktycznie na siłownię zacznę jeździć na rowerze). Co z dietą? Pewnie spodziewacie się, że jak była masa to teraz redukcja? I tu się zdziwicie :D Redukcji na razie nie będzie. Przyznam szczerze, że jestem szczęściarą i mi masa zawsze idzie porządnie w cycki (jeżeli byłyby mięśniem to mogłabym powiedzieć, że to właśnie ten mięsień najbardziej urósł haha). Mój chłopak był zrozpaczony, ze przylatuje dopiero pod koniec maja, a ja mam zamiar się ich pozbyć. Także ze względu na cycki redukcji nie będzie :D Nie na razie i w sumie nie ze względu na to :) Dwa ostatnie lata w wakacje wyjeżdżałam, w tym roku jestem w Polsce i nie wyobrażam sobie, że miałabym odmawiać sobie jedzenia owoców na kilogramy, których nie miałam przez dwa lata (sory, maliny i borówki z irlandzkiego Tesco to nie owoce) i po prostu chcę się nacieszyć. Druga sprawa jest taka, że mam uczelnię i muszę się martwić swoją pracą inżynierską, a nie lubię podchodzić do tematu na odpieprz.. A o redukcji wiem bardzo niewiele. Także gdzieś pod koniec lipca może i zacznie się redukcja, a na razie będzie zdrowa i zbilansowana dieta :) Mam zamiar oscylować w okolicach zerowego bilansu energetycznego, białka chcę jednak dostarczać sporo, bo prawdopodobnie będzie 5 siłówek tygodniowo. Ponadto będę unikać alkoholu, który treningowo mi raczej nie służy (nie służy też mojemu portfelowi) i stosować cheat meal raz w tygodniu. Jak na razie zostawiam interwały, chcę mieć jakąś tajną broń w razie gdyby późniejsza redukcja szła średnio. A to, ze mam trochę więcej tłuszczyku na brzuchu? Szczerze? Przestał mi przeszkadzać :) Widzę, że moje ciało się zmienia i wiem, że po prostu będzie co odsłaniać za jakiś czas.


Powyżej macie porównanie pierwszego i ostatniego tygodnia treningów. Jeśli chodzi o przysiady to sztanga ważyła prawdopodobnie około 15 kg i dokładałam do tego tyle kilogramów ile jest w opisie. Poza tym rozpiska jest wg: ilość serii x ilość powtórzeń x obciążenie, a * to oznaczenie, że tyle przypadało na jedną rękę (machnęłam się z gwiazdką przy opisie wyciskania na prostej).Wiem już, że nie cierpię wykroków i, że nie ma sensu wrzucać je w plan. Nauczyłam się też, że najważniejsze jest totalne skupienie na spięciu mięśnia, a nie bezsensowne machanie. 30 razy sprawdziłam technikę, żeby nie popełniać błędów, a każde nowe ćwiczenie zawsze testuję na miarę swoich możliwości i wg tego dobieram obciążenie. Jak widać na początku trochę się przeliczyłam z obciążeniami, wolę jednak wziąć mniej, ale dokładniej. Są partie, które praktycznie nie ruszyły z obciążeniem jak biceps i triceps, ale wierzcie mi, że urosły. Ładnie poszło w górę obciążenie na nogi i plecy, są to treningi, które zdecydowanie bardzo polubiłam :)



Co do wagi- wydaje się, że przytyłam niewiele, bo tylko 2 kg, ale z drugiej strony przez pierwsze tygodnie masy zdarzało mi się chudnąć.. Poza tym ja widzę różnicę w lustrze. Jeżeli chodzi o dietę to pierwszy miesiąc było wzorcowo, ale w sumie nie zawsze dostarczałam sobie tyle kalorii ile trzeba, a w drugim miesiącu niestety było mega dużo cheatów, był alkohol i ogólnie poszło też w tłuszczyk.. Jak wiecie piłam gainera, stosowałam go głównie po treningach i w tej formie bardzo mi pasował. Jak już wspominałam wcześniej bardzo poszło w cycki :D Nie ma też co narzekać, bo odnotowałam zwyżkę w biodrach (dupa rośnie ;d) i bicku :)

 



Niestety u mnie zmiany są tak małe, że nie bardzo widać je na zdjęciach :( Ale spokojnie, będę walczyć dalej :) Przedemną baaardzo długa droga i jestem tego jak najbardziej świadoma :) Wiem, że mięśnie nie tworzą się z niczego i, że trochę trzeba na nie zasłużyć :)

niedziela, 3 maja 2015

Tydzień w zdjęciach (Week 17)

Witajcie

Majówka dobiega końca, moja była pracowita ;) ale w tym i kolejnym tygodniu przez dni dziekańskie wypadło mi tyle wolnego, że będę miała majówkę razy dwa :D Masa dobiegła końca, więc możecie spodziewać się w najbliższym tygodniu efektów i nowego planu treningowego. A dzisiaj relacja z ostatniego tygodnia.

 Poniedziałek zaczęłam beznadziejnie- obudziłam się o wiele za późno i w biegu zamiast śniadania zjadłam tylko serek. Z tego względu wtorek musiał zacząć się o wiele lepiej :)

Wtorkowy poranek był też bardzo słoneczny, zadowolona ubrałam trampeczki, a potem byłam wdzięczna, że jednak jestem samochodem, bo zaczęło lać...

 Poza tym we wtorek dostałam paczkę od Galaxy Active Wear z legginsami i opaską :) Więcej tutaj

W opasce nie wyglądam jednak najlepiej :P


Chodziło za mną coś dobrego :D Buła na ciepło z pesto, serkiem pleśniowym, szyneczką i jajem

Do spróbowania dostałam nowego Redd'sa :) Piłam już kiedyś drinka z chilli i był smaczny, Redd's jest w porządku, na początku słodka gruszka, a potem ostre chilli. Jednak alkohol i ostre przyprawy to u mnie szybka droga do zgagi, wolałabym samą gruszkę :P

 Pyszna kawka w czasie oczekiwania na kosmetyczkę :) Moje brwi w końcu wyglądają ludzko...

 Omlet z odrobiną Nutelli - mniam :) Nie jadłam jej wieki, a nie miałam w domu dżemu ani miodu do omleta

 Po przeczytaniu tej 'złotej myśli' w Joy'u z przerażeniem stwierdziłam, że mam w telefonie 40 kontaktów z czego połowa to rodzina i lekarze :D no cóż, mam -100 do poziomu zajebistości :D właśnie z powodu takich artykułów nie kupuję już babskich gazet, wolę pooglądać sobie mięśnie w KiF'ie ;d

Selfie z okazji ostatniego dnia z aparatem ;) jutro ściągam < 3 pewnie będzie jakiś pamiętnik byłej aparatki, jeżeli jesteście zainteresowani oczywiście

Dajcie znać jak wam minął tydzień i majówka :) Życzę wam udanego kolejnego tygodnia !