piątek, 16 grudnia 2016

Test herbat TET

Witajcie

Jakiś czas temu otrzymałam od marki TET zestaw herbat do testów :) W lecie może nie pijam herbat za dużo, ale za to w zimie staję się prawdziwą herbatoholiczką, więc czas testu jest jak najbardziej trafiony! Dzisiaj opowiem wam trochę o samym parzeniu herbaty, a także o swoich wrażeniach związanych z herbatami TET :)


Doskonały smak herbaty zależy w dużym stopniu od sposobu jej przygotowania i przyznam szczerze, że do tej pory nie parzyłam jej zbyt poprawnie. Dobra herbata to także dobra woda, a ta z kranu nie zawsze spełnia nasze oczekiwania w kwestii smaku. Jeżeli macie problem z wodą twardą czy też o silnym zapachu "chloru" to do parzenia herbaty najlepiej użyć wody filtrowanej czy źródlanej wody butelkowanej. W moim domu na szczęście woda jest bardzo przyjemna w smaku, więc używam po prostu kranówy.

Parzenie herbaty
Jeżeli mamy już odpowiednią wodę to jesteśmy w połowie drogi do sukcesu. Herbaty Mulled Wine i Ginger Green Tea należy parzyć około 5-7 minut w wodzie, która ma 98 stopni (odczekujemy chwilę od zagotowania wody). Następnie możemy delektować się pyszną herbatą :)


Moje wrażenia 

Mulled Wine- herbata o aromacie grzanego wina, która powstała na bazie cejlońskich, kenijskich i indyjskich herbat. W mieszance znajdziemy imbir, cynamon, kardamon, goździki, skórkę z cytryny i pomarańczy. Przyznam szczerze, że spodziewałam się aromatyzowanej herbaty smakującej jak grzaniec, a zastałam dobrą, czarną herbatę przyprawioną jak grzaniec :) Jeżeli piliście aromatyzowane 'grzańce' to uprzedzam, że ta jest czymś zupełnie innym :) Wydaje mi się, że będzie idealną bazą pod chai latte, które uwielbiam, ale już dawno nie miałam okazji go zrobić (jak tylko będzie chwila to przygotuję dla was przepis na bazie tej herbaty). Świetnie smakuje z miodem, ale mam jeszcze szatański plan dolania do niej nalewki wiśniowej- wtedy to będzie już jak prawdziwy grzaniec :D


Ginger Green Tea- herbata zielona oraz imbir. Piłam już wiele herbat imbirowych, zarówno "sklepowych", jak i ze świeżym korzeniem, ale to mój pierwszy styk z zieloną herbatą o tym aromacie. Herbata bardzo mi zasmakowała, imbir nie jest w niej sztuczny, a całość dobrze się komponuje. Próbowałam pić z miodem i jest smaczna, ale jeszcze lepsza będzie z cytryną.



Jak widzicie na zdjęciach- cały zestaw świetnie i elegancko wygląda :) Herbaty są naprawdę świetnej jakości i moim zdaniem są one dobrym pomysłem na prezent. Sama mam zamiar w tym roku podarować kilku moim bliskim herbatę, bo to bardzo uniwersalny i praktyczny prezent.


KONKURS
Marka TET organizuje konkurs "Wygraj podróż swojego życia", w którym można wygrać tygodniowy rejs żaglowcem po Morzu Śródziemnym dla dwóch osób. Kolejne nagrody to lot balonem oraz brytyjski oldtimer na weekend.

Udział w konkursie możecie wziąć poprzez stronę internetową, którą znajdziecie TUTAJ, wypełnić ankietę oraz odpowiedzieć na pytanie konkursowe. Próbujcie, bo warto :)



środa, 14 grudnia 2016

Krem z zielonego groszku

Witajcie

Odgrzebałam przepis jeszcze wakacyjny i z tym pysznym kremem dzisiaj do was przychodzę :) Będzie idealny na jesienne obiady!

Składniki
700 gram mrożonego zielonego groszku
700 ml bulionu
50 ml śmietany 30%
cebula
ząbek czosnku
sól, pieprz, lubczyk
łyżka masła

Dodatki
Opakowanie mięsa z kraba (opcjonalnie mini-krewetki lub tuńczyk z puszki)
10 plasterków chorizo (opcjonalnie salami)


Sposób przygotowania
Przygotowujemy bulion i odmrażamy groszek. Siekamy cebulę i czosnek, rozgrzewamy masło w garnku i smażymy cebulę z czosnkiem do zeszklenia. Następnie dodajemy rozmrożony już groszek i zalewamy bulionem (będzie się łatwiej blendowało jeżeli nie użyjemy całego bulionu), przyprawiamy. Gotujemy około 10 minut (groszek ma być miękki) i blendujemy (najlepiej po wystudzeniu). Dodajemy śmietanę i resztę bulionu. Plasterki chorizo (2 na porcję) kładziemy na rozgrzanej, suchej patelni i robimy z nich "chipsy". Mięso krabowe nakładamy do miseczek, następnie nalewamy krem i kładziemy chipsy z chorizo na wierzchu, ozdabiamy resztką śmietany.

Nie bójcie się połączenia mocnej kiełbasy, akcentu rybnego i słodkawego smaku groszku :) Podobne połączenia widzieliśmy w wielu dobrych restauracjach i stąd też przyszła inspiracja do podania zupy.

niedziela, 11 grudnia 2016

Tydzień w zdjęciach (Week 80 i 81)

Witajcie

Kochani bardzo was przepraszam za te przestoje blogowe, ale ostatnio czas ucieka, a ja nie wiem gdzie :D Jak uświadamiam sobie, że od dziś zostało jeszcze tylko 13 dni do Wigilii to wpadam w panikę, bo mój umysł został gdzieś w połowie listopada :D Studia niestety dają się ostro we znaki, na dwa projekty poświęcam większość swojego czasu, a tu jeszcze dochodzą treningi (które niestety zaczęłam odpuszczać) i masa innych rzeczy. Z jednej strony może i dobrze się składa, że właśnie zaczął się okres roztrenowania i mogę bez wyrzutów sumienia skupić się na czym innym niż ciężary, ale z drugiej strony nic bardziej mnie nie odstresowuje (no kogo by nie odstresowało rzucanie sztangą po siłowni? :D). Mam nadzieję, że w tym tygodniu pojawi się jakiś nowy post :)

 Ostatnio budzę się bez ochoty na śniadania, dlatego nie zobaczycie tutaj w najbliższym czasie żadnej superinspiracji. Tutaj płatki z jogurtem :)

 Uciekający autobus = kawa 

 Znowu płatki :D

 Cudeńka do testów - kilka słów o nich już niedługo

 Owsianka z daktylami i masłem orzechowym :)

 W niedzielę zaliczyłam drugie w tym roku zawody. Tym razem organizowane były z okazji Barbórki. Jak widać skarpetki, ktore dostałam na urodziny leżą dobrze. A po inne 'newsy' zapraszam na snapa: chocomonster21

 Zrobiłam rekord w dwuboju, z 37 kg w rwaniu jestem bardzo zadowolona, 46 kg w podrzucie nie jest może supersatysfakcjonujące, ale wiem już co trzeba poprawić :) Jak widać na zdjęciu, zgarnęłam II miejsce, a to dlatego, że jednak był podział na kategorie (tym razem wiekowe :P)

 Niedawno zgubiłam czapkę, więc na Mikołajki sprawiłam sobie nową. A moje wymarzone Fluxy to prezent już świąteczny od mojego chłopaka :) Nie mogę się doczekać noszenia na wiosnę! 

 Brat na loterii mikołajkowej wygrał takie piękne kubki i podarował je mamie :) Jak widać testowałam już kawę < 3

 Kubki w McDonalds nas oczarowały :)

Na pierwsze śniadania brak ochoty, za to drugie wsuwam aż miło. Tutaj jajka na pół miękko, chleb i pomidory :)

Życzę wam miłego tygodnia Kochani!

niedziela, 27 listopada 2016

Tydzień w zdjęciach (Week 78 i 79)

Witajcie

Dzisiaj w bonusie nie jeden, a dwa tygodnie w zdjęciach :D W zasadzie będzie to głównie weekend w Bergamo :)

 Omlet jeszcze przed wyjazdem :)

 Widok na stare miasto w Bergamo

 W Bergamo nie byliśmy sami :)

 Pizza mojego życia < 3 brzegi były tak dobre, że zajadałam bez żadnego sosu :P

 Na śniadania upatrzyliśmy sobie kafejkę Botega, mieli pyszne croissanty- zarówno te słodkie, jak i na słono

 Wnętrze kafejki

 A tu ze sprawcą całego wydarzenia w dniu jego urodzin :) Jako, że Bergamo jest miastem bez imprez, wieczorem wylądowaliśmy na chwilę w Irlandzkim pubie :D

 Foccacia i mozarella w ramach przystawek. Takiej mozarelli nie jadłam jeszcze nigdy!

 Kolacja pierwszego dnia wyszła nam średnio (ja w sumie z wszystkiego byłam zadowolona, ale nie wszyscy mieli tyle szczęścia do jedzenia :D), ale deser był obłęd (w zasadzie to była kłótnia o to kto go zamówił, ale jak na żarłoka przystało wylądował u mnie)

Jakby nie wyszla im kolacja to pieczywo było dobre. Restauracji Mona Lisa w Bergamo jednak nie polecamy- drogo i słabe jedzenie

 Urodzinowe toasty od południa wznosiliśmy w Tosca Cafe na starym mieście i jest to miejsce godne polecenia :)

 Włochy najbardziej kocham za to co na zdjęciu- ser, szynkę i wino < 3 

 Tym razem croissanty na słono w Botega Cafe i pyszny świeży sok

 Przez większość wyjazdu było deszczowo i mgliście, dlatego nie mam zbyt wielu ładnych zdjęć

 Najlepszą pogodę złapałam ostatniego dnia, kiedy reszta ekipy pojechała na lotnisko. Udało mi się na szybko pojechać na stare miasto i zobaczyć znacznie więcej z autobusu, ale niestety zdjęcia przez szybę nie miały sensu

 Być we Włoszech i nie zjeść gelato? Nie mogłam do tego dopuścić i swoje złapałam na lotnisku :D

Smoothie banan-gruszka po powrocie :)

Życzę wam miłego kolejnego tygodnia! :)

środa, 23 listopada 2016

Podróże małe i duże- Madera jedzeniowo

Witajcie

Przepraszam za brak postów w ostatnim czasie, ale weekend spędzałam z moim chłopakiem i znajomymi w Bergamo. Wyjazd był cudowny i jak tylko dorwę się do zdjęć (albo raczej kiedy mój chłopak mi je prześle- nie miałam możliwości zgrania ich z aparatu) to na pewno będzie jakiś post :) Póki co mam dla was ostatnią część wakacyjnych wojaży, a raczej podróż jedzeniową po Maderze. Nie polecam oglądania z pustym żołądkiem! :)

 Pierwszym posiłkiem na Maderze była zupa-krem z krewetek, a w przypadku mojego chłopaka- łosoś. Zupa była pyszna, odrobinę przypominała zupę rybną z Korsyki, ale miała delikatniejszy i smaczniejszy aromat. Na dłuższy opis zasługuje natomiast widoczny na zdjęciu chlebek- podpłomyk, czyli tradycyjny maderski chleb- Bolo do Caco. Podawany na ciepło z masełkiem czosnkowym. Gdybym miała wybrać jedną, słoną rzecz, którą musiałabym jeść do końca życia byłoby to właśnie Bolo :D Ulepszona wersja naszej bagietki czosnkowej! Jak to mówią 'simply the best' :)

 Na Maderze można dostać kilka napoi, których nie ma w Polsce i Fanta o smaku marakui to jedna z nich. Jak dla mnie za słodka, ale spróbować musiałam :)

 Jedno z naszych śniadań :) Na Maderze mieliśmy airbnb z kuchnią, więc śniadania robiliśmy sami. Nie pamiętam niestety nazwy sera, który był jednym z dwóch najlepszych jakie jedliśmy na tych wakacjach.

 A tutaj już Bolo do Caco w wersji lux (4 jurki za istny jedzeniowy orgazm!), czyli z szynką, serem, nieziemskim stekiem i jajkiem sadzonym, oczywiście nie zabrakło masełka czosnkowego. Możecie się na mnie obrażać, ale ja czasami współczuję wegetarianom, że odmawiają sobie takiej przyjemności jaką daje dobry kawał miecha (co prawda nic mi do cudzej michy, ale jednak). 

 Najlepszą sangrię piłam w Porto z marakują, ale ta też była w porządku. Maderskie trunki o których muszę wspomnieć to poncha, Nikita i wino madera. Madera przypomina trochę Porto, a raczej jest jego 'lajtowszą' wersją, poncha to 'drink' albo 'szot' na bazie maderskiego rumu, miodu i cytryny, a Nikita to drink na bazie ponczy. Nikita jest po prostu turbosmaczna, ale nie mam pojęcia co oni do niej dodają :)

 Espada (czy tam po polsku pałasz, a po angielsku scabbardfish) to ryba wyławiana jedynie na Maderze i u wybrzeży Japonii. Nie wiem jak to się stało, ale nie mamy zdjęcia całej ryby, a wygląda upiornie (koniecznie wklepcie sobie w google). Zwykle podawana jest z bananami i sosem z marakui, co dla nas było totalnie niezrozumiałe. Jest to po prostu taki turystyczny myk i nie ma w tym nic szczególnego. Zapytany o to kelner najpierw się zawstydził, a potem powiedział nam 'mamy dużo espady, dużo bananów i dużo marakui, więc tak wyszło, że podajemy je razem'. Polecam polować na wersję grillowaną, bo ma mega delikatne mięso.

 W Portugalii królują sardynki i trzeba ich spróbować.  Widoczne na zdjęciu mihlo frito, czy inaczej fried maize to niby smażona kukurydza, ale nie jestem w stanie przetłumaczyć tego na polski. Smakowało jak słona kaszka manna, pokrojona w kostkę i usmażona. Ktoś wie co to jest po polsku?

 Madera to królestwo marakui! Jadłam 8 ich odmian m.in pomidorową, ananasową i waniliową, a jest ich znacznie więcej. Na zdjęciu widoczny jest też banano-ananas, który był smaczny tylko na stoisku targowym oraz anonna, czyli podobno jeden z najzdrowszych owoców świata (zapłaciliśmy za niego prawie 20euro, ponieważ sezon jest w zimie...), który był też baaardzo smaczny. W lecie jest sezon na marakuje, ale niestety Mercado w Funchal lubi korzystać na głupich turystach i marakuje kosztowały majątek. Jeżeli wybieracie się na Maderę to polecam rozejrzeć się za nimi w małych miejscowościach przy okazji objeżdżania wyspy.

 W Camachy zatrzymaliśmy się, żeby zobaczyć fabrykę wikliny, a tuż przy fabryce zrobiliśmy przerwę na kawę. Tarta cytrynowa była niezła, ale wersja z marakują smakowała obłędnie!

 Postanowiliśmy wybrać się na rybną ucztę do nieco lepszej restauracji O Barqueiro i byliśmy nieco zawiedzeni. Darmowe przystawki były smaczne, ale widoczny na zdjęciu Bolo do Caco był najgorszym jaki jadłam na Maderze. Kelner cały czas wciskał nam wszystko co najdroższe, a punkt kulminacyjny, czyli plater ryb i owoców morza był przeciętny.

 Plater był ogromny, a do niego podano ryż, ziemniaki i różne warzywa, więc ciężko było to wszystko przejeść. Ryby w Portugalii podaje się niestety bardzo mocno solone, ale same w sobie były smaczne i uznaliśmy, że lepiej było wziąć plater bez owoców morza. Owoce morza były słabe. Może to trochę mojej winy, bo mój chłopak twierdzi,  że jedząc krewetki powinnam delektować się smakiem mięsa, a nie liczyć na kupę pietruszki i czosnku. Z drugiej strony mój chłopak też nie był nimi do końca zachwycony.

 Espatada to szaszłyk wołowy, który jest po prostu przepyszny (jak każda wołowina w Portugalii). Na drugim planie widać moje kalmary, które również bardzo mi smakowały. Te dobroci dorwaliśmy w knajpie dla lokasów- niskie ceny, dobra jakość, domowa kuchnia. Restauracja A Celha znajduje się w pobliżu Mercado i warto tam zajrzeć :)

 Portugalczycy uwielbiają krem czekoladowy i dobrze wiedzą jak zrobić taki, który zwala z nóg. Krem z marakui również był pyszny :)

Zona Velha to taka restauracyjno-pubowa dzielnica Funchal. Można tam dorwać naprawdę smaczne drinki, a jedzonych w Portugalii i na Maderze oliwek nie zapomnę!


To by było na tyle z maderskiego jedzenia :) Ja teraz muszę wrócić do rzeczywistości (tej jedzeniowej też) i nadrabiać projekty po wyjeździe, bo koniec semestru nie tak daleko. 

środa, 16 listopada 2016

Placki z dyni

Witajcie

Jakoś w okolicach Halloween miałam pod ręką dynię, więc wykombinowałam z niej placki. Nie dość, że wyszły smaczne to są jednymi z łatwiejszych w przygotowaniu :)

Składniki
Pół szklanki startej na drobno dyni
2 łyżki mąki (u mnie razowa, ale może być jakakolwiek inna)
2 jajka
Płaska łyżeczka cynamonu (można dorzucić też gałkę muszkatołową i inne przyprawy)
Miód, inne dodatki
Łyżeczka oleju kokosowego


Przygotowanie
Dynię trzemy na tarce najlepiej wieczorem i ostawiamy ją na całą noc. Rano po wyciągnięciu należy odsączyć ją od wody, którą puściła. Dodajemy jajka, przyprawy i mąkę i mieszamy wszystko razem, aż do połączenia się składników. Rozgrzewamy olej kokosowy i formujemy na patelni małe placuszki i smażymy z dwóch stron po około 2 minuty. Jak dla mnie najlepiej smakują oblane miodem, ale można go dodać już do masy. 

BON APETIT :)