czwartek, 14 lipca 2016

Siłownia- sieciówka vs osiedlowy mordor

Witajcie

Moja przygoda z siłownią zaczęła się już chyba ze 3 lata temu, ale na poważnie podeszłam do tematu jakieś 18 miesięcy temu. Wtedy to zaczęłam trenować regularnie na pobliskiej siłowni. Siłownia nie jest ani mega mała, ale to też nie popularna sieciówka i zdecydowanie bardzo ją polubiłam. Jako, że przerobiłam już trochę siłowni w swoim życiu i trenowałam zarówno na takich mniejszych, jak i na większych to zdanie na ten temat mam już wyrobione i postaram się pokrótce przekazać moje spostrzeżenia.

Siłownie sieciowe
Do zalet można zaliczyć mnogość i różnorodność sprzętu, zwykle nie ma problemu ze znalezieniem hantli, których waga wzrasta o 1 kg, co dla kobiet jest dosyć istotną sprawą. Strefa cardio również nie ogranicza się do jednej bieżni i jednego orbitreka, a na większości siecówek znajdziemy także wszelkiego typu gadżety do treningu funkcjonalnego jak piłki, gumy czy taśmy trx. Poza tym na dużej siłowni zazwyczaj można skorzystać z salki fitness, jeżeli nie ma na niej zajęć i poćwiczyć czy rozciągnąć się w samotności. Niewątpliwą zaletą tego typu siłowni jest klimatyzacja i czystość. Niestety sieciówki bardzo często lubią wiązać się z nami na dłużej i najlepiej by było gdybyśmy z taką siłownią zawarli związek pt."aż śmierć nas nie rozłączy", co mnie zawsze przerażało. Mam wrażenie, że zwykle cena jest wyższa niż na małych, osiedlowych siłowniach. Do dyspozycji mamy milion doradców i trenerów, którzy na początku będą atakować nas z każdej strony, abyśmy tylko wykupili karnet i milion innych dodatkowych bajerów. Na sieciówkach wkurza mnie niedbalstwo ćwiczących, każdy po prostu ma gdzieś to czy odłoży hantle na miejsce czy nie, a Ty chodź człowieku i szukaj talerza, którego akurat potrzebujesz. Kolejną wadą dla mnie jest atmosfera panująca na tego typu siłowniach, każdy jest anonimowy, a jeżeli już coś mówi to tylko do swoich ziomków. Połowa ludzi przychodzi tylko po to, żeby cyknąć selfie w lustrze i się zmyć, a szanse na to, że trafisz kogoś kilka razy jest mała, bo przelewa się tamtędy masa osób. W sieciowych siłowniach tłok bywa bardzo uciążliwy, zwłaszcza w godzinach popołudniowych- mnogość sprzętu nie jest nam wtedy w stanie nic ułatwić, a trening obwodowy po prostu odpada.

Pure Jatomi w Gliwicach

Osiedlowy mordor
Typ siłowni, który lubię o wiele bardziej, bo może i mniej czysto i schludnie, ale wchodzisz jak do siebie. Małe siłownie są zazwyczaj gorzej zaopatrzone, ale czasem jest to większy bodziec do rozwoju- więcej się nakombinujesz, musisz poradzić sobie z 2 kilo cięższym hantlem i nagle ni z tego ni z owego robisz postęp. Takie siłownie charakteryzują się mniejszym tłokiem, a po miesiącu chodzenia znasz połowę użytkowników. Na małych siłowniach nie uraczysz najmodniejszego w mieście personalnego w różowej koszulce i legginsach Under Armour, ale możesz być pewien, że stali bywalcy chętnie Ci pomogą, a nieciężko trafić kogoś kto ma naprawdę sporą wiedzę. Małe siłownie są niestety zazwyczaj mniej czyste, no i często brakuje na nich klimatyzacji/ogrzewania. Karnety na takie siłownie zwykle mają niższe ceny niż sieciówki. Zwykle tego typu siłownie zrażają kobiety,  bo króluje na nich zapach potu, a nie odświeżacza rodem z Zary. Mam wrażenie, że na mniejszych siłowniach ćwiczący bardziej pilnują porządku i uważają na to, żeby wszystko wróciło na swoje miejsce, bo czują się tam jak u siebie. W moim odczuciu na mniejszych siłowniach jest bardziej pozytywna atmosfera, a to, że ściany niekoniecznie są kolorowe i piękne tylko dodaje uroku i stanowi odpowiednie tło dla tej tony żelaza, bo przecież na siłowni się ćwiczy, a nie ogląda ściany :)


Podsumowując- ja zdecydowanie bardziej lubię te małe, lekko zapuszczone i zapomniane siłownie. Nie wiem dlaczego, być może mam sentyment do miejsc z historią. Sieciówki zupełnie do mnie nie przemawiają. 
Jeżeli nie przekonuje Cię ani jedna, ani druga opcja, jest jeszcze coś pomiędzy. Siłownie, które są znacznie mniejsze od sieciówek, ale jednak znacznie bardziej zadbane od małych, osiedlowych siłowni i bardzo często połączone z klubami fitness. Taka opcja zadowoli zwłaszcza kobiety, które jak zauważyłam, nie zawsze czują się dobrze w sieciówkowej dżungli. Na takiej siłowni jest bardziej kameralnie, sprzęt zazwyczaj jest niezły, a i po siłowni można skoczyć na zumbę. Sama korzystałam z tej opcji przez ponad rok i chętnie na tamtą siłownię wracam w wolnych chwilach. 


Dajcie znać gdzie bardziej lubicie ćwiczyć :)

16 komentarzy:

  1. ja też kocham swój mordor i zdecydowanie na żadną inną bym nie wymieniła go :) choć purejatomi też mi się podoba, ale nie na co dzień, a raczej tak odświętnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja na różne chodzę, nie lubię takich przepełnionych ;p najchętniej to bym wynajęła siłownie tylko dla siebie ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Okolice, ale w Gliwicach studiuję :)

      Usuń
  4. Podzielam twoją opinię całkowice.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja póki co ćwiczę w domu, ale jak wrócę do Polski to na pewno wykupię jakiś karnet na siłownię :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam fatalne wspomnienia z osiedlowego mordoru, jako jedna z dwóch kobiet w strefie siłowej byłam obserwowana jak kosmita 24/7, miałam wrażenie, że ludzie zaczną przynosić popcorn ostatecznie, żeby pooglądać jak robię powtórzenia XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wrażenie, że na początku tak jest wszędzie, a po czasie trzymasz sztamę z połową siłki :D

      Usuń
  7. Ja lubie coś po środku.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja osobiście wolę sieciówki ze względu właśnie na większą ilość sprzętu i więcej miejsca do ćwiczeń ;) Na takich mniejszych, osiedlowych zawsze gorzej się czułam. W Poznaniu chodzę do Fitness Point i choć niby sieciówka to czuję się tam jak w domu :) W Gorzowie teraz na wakacje tymczasowo chodzę do Pure Jatomi i ćwiczy się fajnie, bo sprzęt jest spoko, ale atmosfera jakoś średnio mi odpowiada ;) Ale chodzę tam ze względu na sprzęt i umiejscowienie blisko domu i miejsca pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie chodziłam na sieciówkową siłownie. Wiem, że szybko bym się rozczarowała. Zdecydowanie wolę osiedlowy mordor :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ha, to prawda, też lubię osiedlowe mordory! :) czujesz się w nich o wiele swobodniej i nie wydajesz pieniędzy na kolejne kolorowe legginsy, tylko skupiasz się na tym, co istotne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja sobie obserwowałam sieciową siłownie biegając na bieżni. I przyznam było okej. Trenerzy i trenerki do wyboru, dużo sprzętu, chyba się zapisze po wakacjach. Na razie piję więcej wody zamontowałam nawet filtr molekularny pod zlewem, zaczęłam inaczej jeść i ćwiczyć w domu. Czyli pierwsze kroki na ścieżce zdrowia zrobione :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, że jest to filtr molekularny z naturalną mineralizacją - to ważna zaleta.

      Usuń
  12. Świetny post!
    A w temacie zdrowego stylu życia i aktywności fizycznej najlepsze efekty osiągnęłam jeżdżąc na rolkach. Nawet nie wiedziałam, że tyle można schudnąć w tak krótkim czasie. Cała relacja u mnie na blogu.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.
Docenię konstruktywną krytykę, ale nie będę tolerować hejterstwa.
To nie jest miejsce na spam!
Nie musisz reklamować swojego bloga, na pewno zajrzę na Twojego jeżeli zostawisz komentarz