czwartek, 27 października 2016

Podróże małe i duże- Lizbona

Witajcie

Od kilku dni mam niestety zepsuty komputer, a że zamieszania też było nie mało to post pojawia się dopiero dzisiaj. Chociaż lepiej późno niż wcale :) Ja modlę się o zwrot mojego komputera, bo bez niego to jak bez ręki. Niby mam stary, z którego właśnie piszę, ale po prostu się nie dogadujemy. A nadrabiania projektów jest sporo, więc na razie nie mam czasu na tworzenie dla was nowości :( Mam nadzieję, że w listopadzie uda się wyjść na prostą i będą nowości :)
Dzisiaj ostatnia część wakacji (spokojnie, mam jeszcze dwa posty jedzeniowe)- Lizbona :)

 Lizbona jest miastem przyjemnym, ale zgodnie z moim chłopakiem uznaliśmy, że trzeba trochę czasu żeby się do niej przekonać. Nie porywa tak od razu jak Porto :)

 Nad kamienicami góruje katedra Se

 Pomnik na Praca do Comercio


 Widok z punktu widokowego Miradouro de Sao Pedro de Alcantara


 Przepiękna Basilica de Estrela

 Punkt widokowy z parku Edwarda VII

 Lizbona słynie ze starych, żółtych tramwai. Niestety obecnie to totalnie turystyczna atrakcja, miejscowi jeżdżą nowszymi, a te stare mają trasy robione pod turystów. Dla nas nie było nic ciekawego w jeżdżeniu tramwajem do którego trzeba wystać w kolejce, więc tę przyjemność sobie odpuściliśmy.

Widok na zamek  św. Jerzego

 Z kolejnego punktu widokowego można podziwiać europejski Golden Gate

 Wycieczka do dzielnicy Belem skróciła się do obejrzenia z zewnątrz najważniejszych zabytków i obiadu. Było to spowodowane maratonem lizbońskim, który sparaliżował komunikację przez co musieliśmy spory odcinek pokonać pieszo. A na zdjęciu klasztor Hieronimitów, jeden z siedmiu cudów Portugalii.

 Wieża Belem to jeden z tych zabytków z którym każdy musi mieć zdjęcie. Ona także została uznana za jeden z siedmiu cudów Portugalii. Mówiąc szczerze- my tych zachwytów zupełnie nie podzielamy. Wieża jak wieża, może i ma bogatą historię, brzydka nie jest, ale żeby aż tak bardzo się nad nią zachwycać? Ogólnie dzielnica Belem nieco nas zawiodła i pewnie zraziły nas do niej ogromne tłumy turystów. Zupełnie odpuściliśmy sobie stanie w kolejce do Pasteis de Belem, czyli miejsca w którym podobno powstały ciastka pasteis de nata. Może to i grzech, bo olaliśmy, rzecz należącą do 'must do' w Lizbonie, ale nie żałujemy :) Kręcą nas nieco inne tematy, zwłaszcza miejsca gdzie można się zgubić nie będąc zadeptanym przez tłum turystów.

 Lizbona jest z jednym z tych miast w którym można się zgubić jakieś milion razy. Ja w ciągu dwóch dni zupełnie nie ogarniałam gdzie jestem i połowy miejsc nie umiałam w głowie umieścić na mapie :) Również tego puntu widokowego za nic nie mogę wyszukać teraz na mapce :D


 Nie mogliśmy wrócić z Lizbony bez odwiedzenia pobliskiej Sintry. Jest to miasteczko zameczków i pałacy, które budowali sobie kolejni królowie Portugalii. Sintra jest bardzo turystycznym miescem, ale bardzo spodobał nam się klimat tego miasteczka. Żałowaliśmy, że mamy tylko kilka godzin, bo ilość zabytków jest tam imponująca!

 Palacio National de Pena jest tym z zabytków, który jako jedyny wyświetla się w google po wpisaniu hasła "Sintra" i ciężko się dziwić, bo jest naprawdę bajkowy!

 Jedna część jest żółta, kolejna część czerwona, a jeszcze inna wykafelkowana azulejos, czyli charakterystycznymi, portugalskimi kafelkami. Pałac jest wykonany w stylu manuelińskim, pierwotnie mieścił się tam klasztor Hieronimitów, którego fundatorem był Król Manuel I (od niego wywodzi się styl manueliński). W 1838 król Ferdynand II przebudował klasztor na pałac.

Jakość zdjęcia nie powala- rozładował się nam aparat i musieliśmy sobie poradzić telefonem :(

 Z Sintry pojechaliśmy na szybki chill do Cascais i było to miejsce, które bardzo przypadło nam do gustu. Niby turystyczna, ale bardzo klimatyczna i spokojna wioska nad oceanem znajdująca się niedaleko Lizbony. Została osławiona przez przyjeżdżającą tam rodzinę królewską za którą do Cascais ściągały bogate rody. Każdy z nich budował sobie piękną willę i tak też mamy w Cascais co oglądać.

 Pierwotnie był to ważny port, teraz jest to miejsce do którego ściągają turyści, a podobno także celebryci :) Jak widać w tej kwestii nic się nie zmieniło do dziś :)


7 komentarzy:

  1. fajnie że opisujesz wszystko bez słodzenia- coś się nie podobało to bez owijania o tym wspominasz i kropka. ja też nie lubię tłumów turystów którzy jak tylko widzą jakąś kolejkę nie wiedząc do czego prowadzi i tak się ustawiają jak za czasów PRLu:) są nieraz takie "must visit", które niekoniecznie mamy ochotę odwiedzić i takie które wcale na kolana nie powalają. Tak czy siak chciałabym kiedyś zwiedzić Lizbonę:) Świetne zdjęcia i cudne widoki:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając opis i wpatrując się w fotki, łapię e-witaminę D3 :D PS. Czekam na posty jedzeniowe. Napisz koniecznie czy zakochałaś się w jakimś smaku na tyle, że przywiozłaś go ze sobą - nawet na zasadzie przepisu czy próby odtworzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne miejsca i myślę, że po jakimś czasie bym się na pewno do Lizbony przekonała :) bardzo fajne opisy miejsc i super zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje marzenie to odwiedzić właśnie Portugalię. Poznałam w Anglii dużo Portugalczyków i dużo się nasłuchałam opowieści o tym pięknym kraju :) Super zdjęcia, zazdroszczę wyjazdu. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak czytamy Twoje opisy to mamy wrażenie, że choć przez chwile jesteśmy Tam razem z Tobą :) Piękne widoki! :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.
Docenię konstruktywną krytykę, ale nie będę tolerować hejterstwa.
To nie jest miejsce na spam!
Nie musisz reklamować swojego bloga, na pewno zajrzę na Twojego jeżeli zostawisz komentarz