piątek, 14 października 2016

Podróże małe i duże- Porto

Witajcie

Zapraszam was na kolejny post z wakacyjnej podróży :) Kiedy patrzę na te zdjęcia z zasmarkanym nosem to mam wrażenie, że byłam tam kilka miesięcy, a nie tygodni temu. Studia póki co dają w tyłek, ale myślę, że to kwestia kilku najbliższych tygodni i przyjdzie odrobina stabilizacji (albo raczej się o to modlę). Zapraszam na zdjęcia z Porto i Bragi :)

 Kiedy tylko wyszliśmy z metra na powierzchnię ziemi, postawiłam swoją stopę na chodniku i po rozejrzeniu się powiedziałam "chcę tu zamieszkać". Porto było pierwszym odwiedzonym przez nas miejscem w czasie tych wakacji i z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że potrzymuję to co powiedziałam :) Na zdjęciu widnieje Praca de Liberdade.

 W Porto nie ma w zasadzie jakiejś szczególniej listy zabytków, które koniecznie trzeba by zobaczyć, ale samo szwędanie się po mieście sprawia niesamowitą przyjemność.

Targ zaliczony- o wiele bardziej autentyczny niż np. Mercado w Funchal, na Maderze.

 Widok z wieży Clerigos, w oddali (po lewej) widoczna jest katedra Se. Zdjęcie robione pierwszego i jedynego, słonecznego dnia w Porto. 

 Przepiękny, wyłożony azulejos (specyficznymi, portugalskimi płytkami) kościół św. Ildefonsa. Jak widać po Porto poruszają się stare tramwaje i nie są one, tak jak w Lizbonie, tramwajami na pokaz dla turystów, a służą do poruszania się po mieście i mówiąc szczerze, innych nie widzieliśmy.

 Most Luisa I zaprojektowany przez samego Eiffla. Łączy on Ribeirę (stare miasto) z dzielnicą słynącą z wina porto, czyli Vila Nova de Gaia.



 Przepiękny dworzec Sao Bento w nocy, czyli jedna z pierwszych rzeczy jakie zobaczyłam w Porto wychodząc późnym wieczorem z metra :)

 Widok z mostu Luisa I w stronę ujścia rzeki Douro. I jak się nie zakochać w Porto?!

 Widok na dzielnicę Vila Nova de Gaia, czyli dzielnicę porto. Jak widać- piwnic z winami znanych producentów tam nie brakuje:) Nie jestem szczególną fanką win typu porto czy madera, ale nie gardziłam :D Rozsmakowałam się za to w winach regionu Douro, czyli regionu w którym zbierane są także winogrona na porto, ale produkowanego w inny sposób. 

 Widok z Jardins do Palacio de Cristal oddalonych odrobinę od Ribeiry. Nie bylibyśmy jednak sobą nie przemierzając miasta wzdłuż i wszerz pieszo (wieczorem płakaliśmy, że bolą stópki).

 Wracając przypadkowo trafiliśmy na tenże plac, którego nazwy google maps nie podają :D Na zdjęciu widnieje Igreja do Carmo. Z tego miejsca byliśmy o krok od księgarni Livraria Lello do której gnają tłumy. Księgarnia ta słynie z pięknych kręconych schodów. Ba, byliśmy w zasadzie już przy wejściu kiedy w oczy rzuciła nam się kolejka i odpuściliśmy. Uznaliśmy, że w kolejce stać to możemy co najwyżej po bułki w Casa Guedes (jakieś 10 min później już po nie staliśmy) albo francesinhę w Cafe Santiago.

 Będąc porto warto wybrać się na degustację porto do jednej z piwnic w dzielnicy Vila Nova de Gaia. U nas padło na Taylor's, czego trochę żałujemy. Zwiedzanie piwnic, jak i degustacja były w porządku, jednak należy wspomnieć kilka słów historii. Brytyjczycy z Francuzami nigdy nie mieli zbyt dobrych stosunków, a że wino skądś trzeba było brać- padło na Portugalię. Tak też Brytyjczycy zajęli się produkcją tego trunku i jego eksportem na wyspy. Można uznać, że Brytyjczycy trochę Portugalię wykorzystują i czerpią z tego korzyści ekonomiczne. Coraz więcej wkurzonych Portugalczyków zakłada swoje wytwórnie porto i w Vila Nova de Gaia można spotkać piwnice w których spoczywa produkt tworzony przez miejscowych. Trochę żałujemy, że nie pomyśleliśmy wcześniej, bo jakoś uczciwiej byłoby wesprzeć gospodarkę portugalską, a nie angielską...

 Widok na Ribeirę od strony Vila Nova de Gaia.

 Będąc w Porto poza księgarnią opuściliśmy jeszcze jedno polecane miejsce, a mianowicie Cafe Majestic. Wybraliśmy się tam pierwszego wieczoru, ale w Porto zaskoczył nas trochę chłód, a ciepłe w walizkach były tylko dresy. Jak sama nazwa wskazuje- Cafe Majestic to nie miejsce na dresy.. I tak już wyszło, że nie doszliśmy. Ale to nic, czuję, że jeszcze do tego miasta wrócę :)

 Pierwszego dnia wypożyczyliśmy rowery i skorzystaliśmy z odrobiny słońca, pojechaliśmy do dzielnicy Matosinhos nad ocean. Naczytałam się na temat tamtejszej plaży cudów, a było trochę poniżej naszych oczekiwań. Dobre wrażenie zepsuł pobliski port oraz znajdujący się tam blokowy hotel. Pomimo to zaliczyliśmy bardzo miłe popołudnie i uznaliśmy miejsce za urocze, choć nie urywające dupy. Udało nam się też zaliczyć kąpiel w oceanie :)

Nie mogliśmy sobie odmówić także pikniku :) Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że w Portugalii można pić w miejscach publicznych i strasznie się chowaliśmy z tym winem :D


Braga zaskoczyła nas swoją ciszą i spokojem, życie tam toczy się jakby innym, portugalskim tempem. Braga oddalona jest o około godzinę jazdy pociągiem od Porto.

Najbardziej charakterystyczny punkt miasta znajduje się trochę poza miastem :) Sanktuarium w sezonie ściąga tłumy, ale po sezonie jest całkiem przyjemne.

Na takie piękne ogrody natknęliśmy się w Bradze :)

Mam nadzieję, że post nie był za długi :) Ja muszę zmusić się do zrobienia projektu, a wam życzę miłego weekendu!

4 komentarze:

  1. Za długi? Ja mam niedosyt! Przekonałam się o tym, że nie ma co odkładać wyjazdu, bo będę żałować ;)
    Ucz się, ucz.. Ja tymczasem pomyślę gdzie moglybyśmy lecieć ;) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne miejsce i te zdjęcia :-)
    xoxo,
    xiyavalentina.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcia genialne! 💜 ja jak zawsze zakochana w Twoich włosach!

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.
Docenię konstruktywną krytykę, ale nie będę tolerować hejterstwa.
To nie jest miejsce na spam!
Nie musisz reklamować swojego bloga, na pewno zajrzę na Twojego jeżeli zostawisz komentarz