środa, 23 listopada 2016

Podróże małe i duże- Madera jedzeniowo

Witajcie

Przepraszam za brak postów w ostatnim czasie, ale weekend spędzałam z moim chłopakiem i znajomymi w Bergamo. Wyjazd był cudowny i jak tylko dorwę się do zdjęć (albo raczej kiedy mój chłopak mi je prześle- nie miałam możliwości zgrania ich z aparatu) to na pewno będzie jakiś post :) Póki co mam dla was ostatnią część wakacyjnych wojaży, a raczej podróż jedzeniową po Maderze. Nie polecam oglądania z pustym żołądkiem! :)

 Pierwszym posiłkiem na Maderze była zupa-krem z krewetek, a w przypadku mojego chłopaka- łosoś. Zupa była pyszna, odrobinę przypominała zupę rybną z Korsyki, ale miała delikatniejszy i smaczniejszy aromat. Na dłuższy opis zasługuje natomiast widoczny na zdjęciu chlebek- podpłomyk, czyli tradycyjny maderski chleb- Bolo do Caco. Podawany na ciepło z masełkiem czosnkowym. Gdybym miała wybrać jedną, słoną rzecz, którą musiałabym jeść do końca życia byłoby to właśnie Bolo :D Ulepszona wersja naszej bagietki czosnkowej! Jak to mówią 'simply the best' :)

 Na Maderze można dostać kilka napoi, których nie ma w Polsce i Fanta o smaku marakui to jedna z nich. Jak dla mnie za słodka, ale spróbować musiałam :)

 Jedno z naszych śniadań :) Na Maderze mieliśmy airbnb z kuchnią, więc śniadania robiliśmy sami. Nie pamiętam niestety nazwy sera, który był jednym z dwóch najlepszych jakie jedliśmy na tych wakacjach.

 A tutaj już Bolo do Caco w wersji lux (4 jurki za istny jedzeniowy orgazm!), czyli z szynką, serem, nieziemskim stekiem i jajkiem sadzonym, oczywiście nie zabrakło masełka czosnkowego. Możecie się na mnie obrażać, ale ja czasami współczuję wegetarianom, że odmawiają sobie takiej przyjemności jaką daje dobry kawał miecha (co prawda nic mi do cudzej michy, ale jednak). 

 Najlepszą sangrię piłam w Porto z marakują, ale ta też była w porządku. Maderskie trunki o których muszę wspomnieć to poncha, Nikita i wino madera. Madera przypomina trochę Porto, a raczej jest jego 'lajtowszą' wersją, poncha to 'drink' albo 'szot' na bazie maderskiego rumu, miodu i cytryny, a Nikita to drink na bazie ponczy. Nikita jest po prostu turbosmaczna, ale nie mam pojęcia co oni do niej dodają :)

 Espada (czy tam po polsku pałasz, a po angielsku scabbardfish) to ryba wyławiana jedynie na Maderze i u wybrzeży Japonii. Nie wiem jak to się stało, ale nie mamy zdjęcia całej ryby, a wygląda upiornie (koniecznie wklepcie sobie w google). Zwykle podawana jest z bananami i sosem z marakui, co dla nas było totalnie niezrozumiałe. Jest to po prostu taki turystyczny myk i nie ma w tym nic szczególnego. Zapytany o to kelner najpierw się zawstydził, a potem powiedział nam 'mamy dużo espady, dużo bananów i dużo marakui, więc tak wyszło, że podajemy je razem'. Polecam polować na wersję grillowaną, bo ma mega delikatne mięso.

 W Portugalii królują sardynki i trzeba ich spróbować.  Widoczne na zdjęciu mihlo frito, czy inaczej fried maize to niby smażona kukurydza, ale nie jestem w stanie przetłumaczyć tego na polski. Smakowało jak słona kaszka manna, pokrojona w kostkę i usmażona. Ktoś wie co to jest po polsku?

 Madera to królestwo marakui! Jadłam 8 ich odmian m.in pomidorową, ananasową i waniliową, a jest ich znacznie więcej. Na zdjęciu widoczny jest też banano-ananas, który był smaczny tylko na stoisku targowym oraz anonna, czyli podobno jeden z najzdrowszych owoców świata (zapłaciliśmy za niego prawie 20euro, ponieważ sezon jest w zimie...), który był też baaardzo smaczny. W lecie jest sezon na marakuje, ale niestety Mercado w Funchal lubi korzystać na głupich turystach i marakuje kosztowały majątek. Jeżeli wybieracie się na Maderę to polecam rozejrzeć się za nimi w małych miejscowościach przy okazji objeżdżania wyspy.

 W Camachy zatrzymaliśmy się, żeby zobaczyć fabrykę wikliny, a tuż przy fabryce zrobiliśmy przerwę na kawę. Tarta cytrynowa była niezła, ale wersja z marakują smakowała obłędnie!

 Postanowiliśmy wybrać się na rybną ucztę do nieco lepszej restauracji O Barqueiro i byliśmy nieco zawiedzeni. Darmowe przystawki były smaczne, ale widoczny na zdjęciu Bolo do Caco był najgorszym jaki jadłam na Maderze. Kelner cały czas wciskał nam wszystko co najdroższe, a punkt kulminacyjny, czyli plater ryb i owoców morza był przeciętny.

 Plater był ogromny, a do niego podano ryż, ziemniaki i różne warzywa, więc ciężko było to wszystko przejeść. Ryby w Portugalii podaje się niestety bardzo mocno solone, ale same w sobie były smaczne i uznaliśmy, że lepiej było wziąć plater bez owoców morza. Owoce morza były słabe. Może to trochę mojej winy, bo mój chłopak twierdzi,  że jedząc krewetki powinnam delektować się smakiem mięsa, a nie liczyć na kupę pietruszki i czosnku. Z drugiej strony mój chłopak też nie był nimi do końca zachwycony.

 Espatada to szaszłyk wołowy, który jest po prostu przepyszny (jak każda wołowina w Portugalii). Na drugim planie widać moje kalmary, które również bardzo mi smakowały. Te dobroci dorwaliśmy w knajpie dla lokasów- niskie ceny, dobra jakość, domowa kuchnia. Restauracja A Celha znajduje się w pobliżu Mercado i warto tam zajrzeć :)

 Portugalczycy uwielbiają krem czekoladowy i dobrze wiedzą jak zrobić taki, który zwala z nóg. Krem z marakui również był pyszny :)

Zona Velha to taka restauracyjno-pubowa dzielnica Funchal. Można tam dorwać naprawdę smaczne drinki, a jedzonych w Portugalii i na Maderze oliwek nie zapomnę!


To by było na tyle z maderskiego jedzenia :) Ja teraz muszę wrócić do rzeczywistości (tej jedzeniowej też) i nadrabiać projekty po wyjeździe, bo koniec semestru nie tak daleko. 

10 komentarzy:

  1. Potrawa z kaszki kukurydzianej przygotowywana w ten sposob to polenta. Ja znam to ale w wersji juz bez obsmażania, poprostu pokrojony w kostke grysik. Mozna dodawac do zupy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat wróciłam z Włoch i polenty sporo się najadłam i zaręczam, że mihlo frito to nie polenta :D owszem też jest przygotowywane z kaszki kukurydzianej, ale to jednak co innego. A grysik to kasza manna :)

      Usuń
  2. Same smakowitości :) Próbowałam tą fantę w Grecji i zupełnie nie mój smak. Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  3. ojj dobiłaś mnie, tyle smakowitości! tego chlebka chętnie bym spróbowała! i marakuje- nigdy nie jadłam świeżych a domyślam się że jogurt "brzoskwinia marakuja" niekoniecznie odwzorowuje smak owocu:) pyszne mieliśćie te wakacje:) jakieś plany na kolejne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miała być Japonia, ale uznaliśmy, że będzie za dużo wydatków, także sprawa jest jeszcze otwarta :D

      Usuń
  4. O matko jaka zrobilam sie glodna przez te Twoje zdjecia :)

    http://beslimuk.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet z pełnym żołądkiem patrzenie na takie smakołyki to nie lada wyczyn! :D Nie wiedziałam, że jest tyle odmian marakui! Bolo do Caco skradło moje serce <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej, ale pyszności. Jeszcze chyba nigdy nie naoglądałam się w tak krótkim czasie tylu cudownych potraw. Zazdroszczę tych kulinarnych podróży :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.
Docenię konstruktywną krytykę, ale nie będę tolerować hejterstwa.
To nie jest miejsce na spam!
Nie musisz reklamować swojego bloga, na pewno zajrzę na Twojego jeżeli zostawisz komentarz