środa, 9 listopada 2016

Podróże małe i duże- Portugalia jedzeniowo

Witajcie

Dzisiejszego postu nie polecam wam czytać z pustym brzuchem, bo będziecie szybko biec do lodówki :) Mam dla was kulinarne kulisy naszej podróży. Przed każdym wyjazdem mamy sprecyzowaną listę tradycyjnych dań, których chcemy spróbować. W przeszłości często zdarzało się, że rzeczy, które wg przewodnika miały być super powszechne, było ciężko znaleźć. Pod tym względem Portugalia to raj- spróbowaliśmy wszystkich najważniejszych potraw, a nieskreślone na liście pozostały rzeczy, które uznaliśmy jedynie za opcjonalne.

 Jedną z pierwszych rzeczy jakich spróbowaliśmy w Porto było cachorro- portugalski hot-dog. Przypominał mi trochę nasze hot-dogi ze stacji benzynowych z kabanosem w środku. Portugalczycy zazwyczaj podają go pokrojonego jak na zdjęciu.

 Francesinha to absolutny mus jeżeli jesteśmy w Porto. Jest to danie typowe dla tego właśnie miasta i w innych zakątkach Portugali albo go nie będzie albo nie będzie takie jak tutaj. Podobno jakiś francuz próbował nauczyć portugalczyków jak robić tosty francuskie i tak powstała ona- kanapka idealna! Zawiera 4 rodzaje mięsa (steka, 2 szynki i coś w rodzaju mielonego), jajko sadzone, górę sera i zalana jest sosem piwnym. Orgazm dla mięsożerców!

 My na swoją francesinhę wybraliśmy się do knajpy, która serwuje podobno najlepszą w mieście- Cafe Santiago F (na tej samej ulicy są dwie Cafe Santiago, dlatego ważny jest dopisek F). Serwują tam dziennie 400-600 kanapek i są naprawdę dobre. Za pierwszym razem udało się wejść z ulicy, ale już za drugim czekaliśmy jakieś 45 minut w kolejce...

 Ich krem Oreo jest po prostu obłędny! Mój chłopak nie narzekał także na swój deser- flan.

 W Portugali dostępna jest cytrynowa wersja Somersby- cieszmy się, że u nas jej nie ma, bo smakuje jak Ludwik.

Śniadania jedliśmy w pastelarii Tupi. Bylo to klimatyczne miejsce pełne miejscowych. Zauważyliśmy, że portugalczycy nie przywiązują wagi do śniadań- na ich talerzach królowała stostowana bułka z masłem, czasami z dodatkiem cynamonu. Obowiązkowa jest za to kawa- bica to odpowiednik espresso. Kawa z mlekiem była dla mnie za mocna, więc piłam ją w towarzystwie cukru.

 Nasza ulubiona wersja Tupi-śniadania- croissanty, świeży sok i kawa. Za taki zestaw płaciliśmy 6 euro, podczas, gdy w Irlandii starczyłoby to tylko na kupienie kanapki...

 Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie odwiedzili mercado, czyli portugalskiego targu :)

 Pasteis de nata to tradycyjne portugalskie ciastka. Jest to mniej więcej połączenie ciasta francuskiego i kremu budyniowego- dla mnie bomba!

 Oczywiście nie byłoby wakacji bez piknikowania :) Nad oceanem jedliśmy m.in żółty bób, który jest smaczną przekąską, smakuje trochę jak oscypek! Portugalskie pieczywo także bije na głowę każde inne jakie jadłam.

 Żeby zjeść w Casa Guedes musieliśmy wystać swoje w kolejce. Kolejne świetne miejsce, które tak jak Cafe Santiago ma swoją wąską specjalizację w której bije konkurencję na głowę.

 A oto ich specjalność :) Buły z szarpaną wieprzowiną, w tym przypadku wersja z serem. W życiu nie jadłam tak dobrej świnki i mogłabym te kanapki wsuwać codziennie.

 W Porto nie można ominąć Santini's- najstarszej w mieście lodziarni.

 Portugalczycy mają masę świetnych, świeżych produktów i wszystkie albo smażą albo zalewają tłuszczem. W Bradze jadłam pierwszego portugalskiego dorsza, wersja smażona z cebulą, na dnie michy cała masa tłuszczu. Dorsz czyli inaczej bacalhau to najpopularniejsza tutaj ryba. Portugalczycy jedzą ją także w wersji suszonej, ale niestety spotkaliśmy tylko ogromne płaty ryb w sklepach, które przewyższały ilością naszą moc przerobową i nie spróbowaliśmy.

 W Lizbonie w pierwszej kolejności wpadły nam w łapy pączki :) W środku mają budyń i są mniej tłuste niż te polskie.

 Talerz trochę już rozbebłany- po lewej wieprzowina z clamsami (polskie tłumaczenie to podobno małże), co jest o dziwo dobrym połączeniem. To co znajduje się obok sałatki to cielęcina (ja uważam, że to była jednak wołowina) z jajkiem sadzonym i czymś a'la tost francuski. Portugalczycy zaskoczyli nas świetną jakością, przygotowaniem i niskimi cenami czerwonego mięsa.

 Arroz doze- pudding ryżowy, który podobno podawany jest głównie w święta (na szczęście nie było problemu z upolowaniem go). Smakował jak domowa wersja Berlisso.

 W knajpie Os Jeronimos w dzielnicy Belem zjedliśmy najlepszą rybę wyjazdu. Była świeża i grillowana, ale niestety dokładnie nie pamiętam jakie były to ryby, a z tłumaczeniem na polski pewnie męczyłabym się pół dnia. Knajpa nieco droższa niż inne miejsca oblegane przez lokasów, ale luksus jedzenia ryby niezalanej toną tłuszczu był tego wart!

 Piknikowanko w Sintrze. Na zdjęciu jedne z najlepszych oliwek jakie w życiu jadłam! Kupiliśmy je na targu, a sprzedawca polał je dodatkowo czosnkową oliwą i posypał przyprawą podobną do oregano. Obawiam się, że po takich oliwkach nie tknę tych ze słoiczków sprzedawanych w Polsce :(

W nadmorskim Cascais naszło nas na burgery. U mnie wersja z chorizo i pyszne frytki. Niestety całość spaprali supermartową bułką, a było naprawdę obiecująco!

Po napisaniu tego posta sama zrobiłam się głodna :P I jak tu wrócić do zdrowej michy po takich wakacjach?!

12 komentarzy:

  1. Same smakowitości :). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Same pyszności! :) Mercado to prawdziwy raj :) Pamiętam podróż na Maderę - też pełno pysznych smaków. Stamtąd przyniosłam parę pysznych przepisów :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniałe te potrawy, z chęcią bym ich spróbowała, a w szczególności tego kremu oreo, mhmmm musi być pyyyyycha! :) Miłego weekendu! :))

    OdpowiedzUsuń
  4. o mamoooo, jest 22.15, wiesz że od ponad 3 godzin nic nie jadłam?:) wszystkiego bym chętnie spróbowała! no może poza piwem:) ale mam nadzieję, że nie kosztowałaś nigdy ludwika haha:) ja pamiętam z Portugalii takie małe piwka 330 ml kupowane w 6-pakach, nie były drogie ale takie pyszne! ja ogólnie piwa nie lubię a to portugalskie bardzo ale to bardzo mi pasowało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy zmywaniu się zdarzyło przypadkowo :p

      Usuń
  5. Muszę tam koniecznie pojechać. Tyle mięska! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Somersby o smaku ludwika -namowilas mnie :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Portugalia wygląda całkiem smacznie, chociaż ilość mięsa mnie przeraża!

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz rację...nie można oglądać tych zdjęć z pustym brzuchem. To wygląda absolutnie fantastycznie i aż ślinka cieknie. Zazdroszczę ! :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.
Docenię konstruktywną krytykę, ale nie będę tolerować hejterstwa.
To nie jest miejsce na spam!
Nie musisz reklamować swojego bloga, na pewno zajrzę na Twojego jeżeli zostawisz komentarz