niedziela, 31 stycznia 2016

Tydzień w zdjęciach (Week 46)

Witajcie

Przepraszam was za ciszę na blogu, ale jak sami rozumiecie obrona pochłonęła mnie mocno :) A po obronie poniósł mnie melanż- wiadomo, inżyniera trzeba dobrze opić. 4,5 na dyplomie to chyba całkiem niezły wynik :) W tym tygodniu obiecuję poprawę :D Zabieram się za czytanie książki 2xME, więc pewnie na dniach pojawi się jej recenzja. Dzisiejszy tydzień w zdjęciach skromniutki, nie miałam głowy do zdjęć, a i nie jadłam najlepiej :(

Ponadto obecnie rozglądam się za jakimiś wydarzeniami, szkoleniami czy kursami dotyczącymi fitnessu i zdrowego żywienia, gdyż bardzo chętnie pogłębiłabym swoją wiedzę. Dajcie znać jeżeli coś gdzieś się dzieje, bo być może się wybiorę :)

 Panicz Bogdan jest zachwycony skrawkami z niszczarki, które przyniosła mama :) Stoją obok pieca, no i można je roznosić po całej piwnicy, przecież człowieki posprzątają

 Brat zabrał mi samochód kiedy dzień przed obroną wybierałam się na siłownię. Odstresowanie skończyło się więc domowym winem z aronii :)

 Poranek przed obroną :)

 I już po :) Ewka obroniła się dzień wcześniej, ale opijałyśmy razem :D

 Dresy i kawka bez stresu, tego mi brakowało :)

Nastawiłam się na wielkie azjatyckie zakupy w Biedrze, a skończyłam z olejem kokosowym :) Dobrze mieć go znowu w domu!

Życzę wam miłego tygodnia i obiecuję, że będę tutaj częściej :) 
Codziennie możecie mnie śledzić na facebooku i insta!

niedziela, 24 stycznia 2016

Tydzień w zdjęciach (Week 45)

Witajcie

Ostatni tydzień minął pod znakiem nauki. Jeszcze tylko 3 dni i obrona.. Nie mam pojęcia kiedy to wszystko minęło :)

 Nauka, nauka 

 A do nauki witaminki :) 

 Owsianka z truskawkami < 3

 Całe dnie z notatkami w łóżku...


 Omlet jabłkowy z masłem orzechowym i miodem :)

Sobotnia impreza :) 

Dzisiaj odpoczywam po imprezie, a jutro i we wtorek będę się uczyć :) Oczywiście siłownia też wpadnie- nie umiem wysiedzieć na tyłku przez cały dzień. Pamiętajcie o kciukach w środę :)

piątek, 22 stycznia 2016

Kuchenny gadżet- wyciskarka do cytrusów

Witajcie

Dzisiaj krótki post o moim odkryciu roku 2015 :) W lutym mój chłopak zmieniał mieszkanie i jak się okazało nasz współlokator miał w kuchni to cudowne "coś"- wyciskarkę do cytrusów. W domu rodzinnym mam wyciskarkę do cytrusów ręczną, którą zrobienie soku trwa wieki i sokowirówkę, której nigdy nie chce mi się myć :D

Moim zdaniem taka wyciskarka to genialny gadżet. Dlaczego? Sok przygotowuje się dosyć szybko, wystarczy przekroić cytrusa na pół i bach, robimy. Czas przygotowania owoców i czyszczenia jest o niebo krótszy niż w klasycznej sokowirówce. Zawsze doprowadzało mnie do szału wyciąganie całej tej machiny, krojenie owoców, a na koniec jeszcze czyszczenie, suszenie i składanie tego z powrotem. Wyciskarka jest bardzo prosta w budowie i szybka do umycia. Zaletą jest także niska cena, spokojnie dostaniemy ją już w okolicach 50 zł i wydaje mi się, że nie trzeba kupować sprzętu najwyższych lotów, bo większość z nich daje radę :) Wydaje mi się, że w przypadku takiej podstawowej wyciskarki do cytrusów jest podobnie jak w przypadku tych większych i wysławianych ponad sokowirówki- owoc nie jest doprowadzany poprzez tarcie do tak wysokich temperatur jak w sokowirówce, więc w soku zostaje więcej witamin i wartościowych składników.

Do wad należy oczywiście zaliczyć to, że możemy zrobić sok jedynie z cytrusów (co mi akurat zupełnie nie przeszkadza). Na uwadze trzeba mieć też to, że tego typu owoce zawierają sporo pestycydów i chemii, więc spożywanie ich w nadmiernych ilościach może nam bardziej zaszkodzić niż pomóc :)


Jak dla mnie nie ma nic lepszego niż świeży sok pomarańczowy do śniadania :) Dajcie znać czy macie to małe cudeńko w swoich kuchniach.

środa, 20 stycznia 2016

10 rzeczy, które zaskoczyły mnie w Irlandii part.1

Witacie

Całkiem niedawno temu na jakimś blogu napatoczyła mi się notka pt. '15 rzeczy, które zaskoczyły mnie w Szkocji', zabijcie mnie, ale nie pamiętam jaki to był blog :( Swego czasu oglądałam też jakieś filmiki na yt na ten temat. Uznałam, że trochę czasu już tam jeżdżę, a Irlandia nie przestaje mnie zaskakiwać i z tej okazji powstał ten post.

1. Ruch lewostronny- w zasadzie wiedziałam o tym od dawna, ale dopiero kiedy zobaczyłam to na własne oczy to uświadomiłam sobie jakie to dziwne

2. Oddzielne krany- nie mam zielonego pojęcia kto to wymyślił, ale są tutaj dwa oddzielne krany (na szczęście nie w każdym mieszkaniu, obecnie mam normalny). Z jednego leci lód, z drugiego ogień i weź człowieku umyj twarz z rana...


3. Brak kontaktów w łazienkach- irlandczycy (i pewnie także anglicy, bo znając życie oni to przywieźli) chyba nie używają suszarek, prostownic i nie odkurzają łazienki, bo w tutejszych łazienkach po prostu nie ma kontaktów.

4. Ogrzewanie indywidualne- nie ma tutaj takiego czegoś jak sieć ciepłownicza czy też ogrzewanie centralne domu, wszyscy grzeją na gaz lub na prąd. W niektórych domach jest także tak, że jeżeli chcesz mieć ciepłą wodę to musisz sobie włączyć na jakiś czas ogrzewanie, aby woda z bojlerze mogła się zagrzać.

5. Prohibicja- w dni powszednie można kupić alkohol pomiędzy 10:30 a 22, natomiast w niedziele 12:30-22:00, możecie sobie wyobrazić moją minę kiedy kilka razy próbowałam kupić piwo w niedzielę przed 12, a pani ekspedientka mówiła niezrozumiale, że nie można (tak, wychodzę teraz na osiedlowego żulka, który pije przed 12...). Nieco inaczej sprawa wygląda w pubach gdzie można zaszaleć aż do 23:30 w tygodniu i 00:30 w weekendy, a później zostają tylko late bar i kluby.

6. Wszechobecne 'sorry'- mój chłopak się z tego śmieje, ale oboje mamy tak, że już wsiadając do samolotu lecącego do Dublina przestawiamy się na 'sorry'. Tu się po prostu ciągle mówi sorry, wejdziesz komuś w drogę, potrącisz go, chcesz przebić się przez tłum- sorry, sorry, sorry. W zasadzie to nawet jeżeli Ty zrobisz coś komuś to od niego także słyszysz sorry :) Jak dla mnie objaw kultury osobistej, a wy co myślicie?

7. Pieniądze w sklepie daje się do ręki- jak dla mnie to subtelność, ale zauważyłam, że oni naprawdę zwracają na to ogromną uwagę. W Irlandii nie znajdziesz w sklepach podkładek na których możesz położyć pieniądze sprzedawcy, tutaj daje się je do ręki i inny sposób jest źle postrzegany.

8. Brak podatku dla firm- nie miałam pojęcia, że siedziby wszystkich największych światowych gigantów jak Facebook, E-bay czy Google są właśnie tutaj. Powodem jest brak podatków dla firm, po prostu podatkowy raj :)

9. Angielskie wtyczki do kontaktu- coś kiedyś w jakimś filmie się obiło o uszy, ale byłam przekonana, że chodzi o Stany Zjednoczone. Niestety w Irlandii obowiązują kontakty takie jak w Wielkiej Brytanii, a więc jeżeli chcemy używać sprzętu kupionego na kontynencie to obowiązkowy jest adapter


10. Porządek po psie- w Polsce łatwo wdepnąć w psią kupkę, natomiast tutaj jest to mało prawdopodobne. Praktycznie każdy biega za psem z woreczkiem, ponieważ niesprzątanie może bardzo słono kosztować.

Dajcie znać czy byliście w Irlandii i czy spotkaliście się z tymi sprawami :) Bardzo chętnie przeczytam także tego posty na innych blogach, bo podróże nie są mi obce! Linkujcie i piszcie co najbardziej was zaskoczyło :)

niedziela, 17 stycznia 2016

Tydzień w zdjęciach (Week 44)

Witajcie

Nie mam pojęcia kiedy minął ostatni tydzień, tym bardziej, że całe 7 dni miałam się uczyć :D Wyszlo jak wyszło i zaczynam dopiero dzisiaj :) 10 dni do obrony, ale myślę, że nie ma się co przesadnie spinać.

 W poniedziałek czekała na mnie książka 2xME twórców strony No cardio, czekam na obronę i będę czytać :) Spodziewajcie się recenzji!

 Ostatnio ciężkie śniadania nie zawsze mi wchodzą, dlatego czasem jem jogurt z owocami

 Jajecznica z szyneczką i kanapka z pesto 

 W czwartek pojechałam po zdjęcia do dyplomu, nie jestem zachwycona :P

 A po południu przedtreningowe BCAA i ciężki trening < 3


 Sobotni stabilizacyjny, jakoś średnio mi wchodzi :(

Niedzielne śniadanko z sobotnich resztek :D

Miłego kolejnego tygodnia!

piątek, 15 stycznia 2016

Domowe burgery

Witajcie

Dzisiaj przepis na jedzonko, które robiliśmy kiedy jeszcze byłam w Irlandii. Leżało i czekało grzecznie na publikację :) Zapraszam was na domowe burgery, sama chętnie bym wciągnęła < 3 (spójrzmy prawdzie w oczy, czego ja bym chętnie nie wciągnęła...)


Składniki
400 g mięsa (my kupiliśmy gotowe burgery z jelenia)
jajko
2 bułki (my niestandardowo użyliśmy foccaci)
1 mała cebula
ząbek czosnku
świeże zioła (w zależności od mięsa i gustu)
sól, pieprz
ogórek kiszony
50g niebieskiego sera pleśniowego

Sos 
1 średnia cebula
1 łyżka masła klarowanego
75-100 ml czerwonego wina
sól, pieprz
łyżeczka cukru lub miodu

Zamiast domowego sosu można kupić dowolny chutney cebulowy, słodkawy sos z cebulą, sos BBQ.


Sposób przygotowania
Mięso mielimy, dodajemy do niego posiekane drobno cebulę i czosnek, przyprawiamy solą i pieprzem do smaku oraz dodajemy zioła np. pietruszkę. Do mięsa dodajemy jajko i mieszamy, po połączeniu się składników formujemy dwa burgery. Mięso wrzucamy na patelnię, każdą ze stron na około 3-4 minuty. Na mięso kładziemy pokrojone w plasterki ogórki, przykrywamy serem i wkładamy do piekarnika. U nas mięso spędziło w piekarniku około 15 minut, były średnio wypieczone. Czas trzymania ich w piekarniku zależy od grubości mięsa oraz stopnia wypieczenia jaki chcemy uzyskać i należy dobierać je indywidualnie.
Cebulę kroimy w piórka, rozgrzewamy w rondelku masło klarowane i wrzucamy cebulę. przyprawiamy solą i pieprzem. Smażymy 3-4 minuty i dodajemy cukier/miód, karmelizujemy około 2 minuty. Podlewamy winem, redukujemy gaz i powoli odparowujemy wino, aż do momentu w którym zostanie sama marmolada z cebuli.
Pod koniec pieczenia mięsa wstawiamy do piekarnika bułki na około 2 minuty. Po wyciągnięciu smarujemy bułkę sosem cebulowym, a na górę nakładamy mięso z serem i ogórkiem kiszonym.


Dajcie znać czy robiliście kiedyś domowe burgery. Ja widziałam ostatnio przepis na jaglane i kusi mnie żeby spróbować.

środa, 13 stycznia 2016

Trening stabilizujący

Witajcie

Po dobrych kilku miesiącach przerwy od treningu funkcjonalnego postanowiłam do niego wrócić. Jakie są powody? Uwielbiam trening siłowy, im cięższy i nudniejszy (tak, lubię monotonię treningów siłowych) tym lepiej, uznałam jednak, że urozmaicenie od czasu do czasu się przydaje. Ponadto coraz bardziej przekonują mnie ludzie, którzy twierdzą, że nasze ciało musi być jak najbardziej użyteczne, a trening funkcjonalny pomoże nam nad tym pracować. A po trzecie na treningu ciężarów usłyszałam, że skoro mam problem z korzonkami to zdecydowanie powinnam zacząć dbać o mięśnie stabilizujące, no i kręgosłup, więc tego typu ćwiczenia mogą mi pomóc i pewnie będę za te treningi dziękować w przyszłości :)

W związku z tworzeniem nowego planu treningowego na styczeń i luty postanowiłam wprowadzić trening funkcjonalny do rozpiski i powstało to co zaprezentuję wam poniżej. Zależało mi na tym, żeby trening zawierał ćwiczenia na piłce bosu i piłce szwajcarskiej, nie lubię robić klasycznych ćwiczeń na abs, więc przemyciłam je tutaj :) Ponadto do kilku ćwiczeń dodałam obciążenie, żeby nie było za nudno :D


1. Pompki na bosu- jeżeli nie dam rady zamienię je na zwykłe lub na plank na bosu


2. Wypady w bok na bosu


3. Rozpiętki na bosu/piłce szwajcarskiej


4. Rowerek na bosu

5. Unoszenie nóg z piłką szwajcarską


6. Przysiad bułgarski z nogą na piłce szwajcarskiej- jeżeli tylko możliwe będzie utrzymanie równowagi z dwoma kettlami w rękach to będzie z obciążeniem, jeżeli nie to bez :)

                            

7. Unoszenie nóg na piłce szwajcarskiej- to ćwiczenie pewnie będzie mega trudne, jeżeli nie dam rady to wyleci z treningu :P


8. Wyciskanie francuskie na piłce szwajcarskiej


9. Plank na bosu z naprzemiennym unoszeniem nóg- nie mogłam znaleźć odpowiedniej grafiki, ćwiczenie wygląda tak jak poniżej z tą różnicą, że ręce opierają się o wypukłą część bosu



10. Przyciąganie nóg do klatki na piłce szwajcarskiej


Dajcie znać czy lubicie trening funkcjonalny i czy go wykonujecie :) Jeżeli macie problemy z kręgosłupem to warto się zastanowić nad treningiem mięśni stabilizujących. Oczywiście przy dużych problemach dobrze jest zwrócić się z konsultacją do lekarza i pierwszy trening wykonywać pod okiem trenera, który będzie widział czy nie robimy sobie większej szkody niż pożytku.

niedziela, 10 stycznia 2016

Tydzień w zdjęciach (Week 43)

Witajcie

Kolejny tydzień minął mi szalenie szybko. Powoli zaczynam przygotowywać się do obrony, która planowana jest na 27 stycznia. Wróciłam też na siłownię i zaliczyłam dwa rozgrzewkowe treningi FBW (jeden taki, że 2 dni nie umiałam chodzić :P). Dzisiaj w planach trening stabilizacyjny o którym napiszę wam więcej już niebawem :)

 Po powrocie pod choinką czekały na mnie prezenty :) BCAA dostałam od brata, niedobre jak cholera, ale chyba działa, bo wczoraj zakwasy po treningu były znacznie mniejsze :)


 W poniedziałek wybraliśmy się do restauracji UMAMI w Pyskowicach :) Tatar był bardzo jasny, ale pyszny. Chodził mi po głowie już od kilku tygodni!

 Na danie główne wjechała perliczka z warzywami i puree z topinamburu. Przepiórka była przepyszna, zdecydowanie należy się jej miano ulubionego drobiu :)

 Wnętrze UMAMI

 We wtorek wybraliśmy się do Wisły na Cieńków. Warunki były wyjątkowo dobre i trochę pojeździliśmy :)

 Mój chłopak :)

 Po szusowaniu należał się obiad, który zjedliśmy w Karczmie u Karola. A na zdjęciu najlepszy grzaniec jaki piłam do tej pory :)

 Tęskno mi było w Irlandii za owsianką < 3

Niedzielny omlet bananowy :)

Życzę wam miłej niedzieli Kochani!

czwartek, 7 stycznia 2016

Sałatka z buraków i koziego sera

Witajcie

Dzisiaj mam dla was przepis na cudo, które stworzył mój chłopak, czyli sałatkę z buraków i koziego sera. Nigdy w sumie nie byłam fanką buraków w innej formie niż barszcz czy buraczki ze słoika, ale w tej formie zdecydowanie mnie powaliły :)


Składniki (dwie porcje, jeżeli sałatka jest dodatkiem lub jedna, jeżeli sałatka idzie solo):
Sałatka:
3 niewielkie buraki
2 rzodkiewki
Garść orzechów piniowych
50 gram miękkiego koziego sera (najlepiej żeby był słodki, my użyliśmy irlandzkiego sera St. Tola)
starta skórka z cytryny
świeży koperek

Dressing:
2 łyżki jogurtu naturalnego
sól, pieprz, cukier
sok z połówki małej cytryny
świeży koper (opcjonalnie)
miód (w przypadku jeżeli nasz ser nie jest słodki)

Sposób przygotowania
Buraki gotujemy 1,5 do 2 godzin (aż do miękkości) i studzimy (możemy także kupić gotowe, już ugotowane buraki. Ugotowane i wystudzone buraki kroimy w plastry o grubości ok. 1 cm, w cienkie plastry kroimy także rzodkiewkę. Rozgrzewamy patelnię i prażymy na niej orzechy piniowej aż do momentu kiedy będą zarumienione, ogień nie może jednak być zbyt wielki, aby orzechy nie przypaliły się. Do miseczki wlewamy jogurt, do smaku doprawiamy solą, pieprzem i cukrem, a następnie wlewamy sok z cytryny i posiekany koper, całość mieszamy i odstawiamy na kilka chwil. Na koniec do sosu dodajemy małą łyżeczkę miodu (w przypadku kiedy ser jest wytrawny). Buraki układamy równomiernie na talerzu, na gorę rozkładamy rzodkiew, kruszony kozi ser, orzeszki piniowe i na koniec polewamy całość dressingiem cytrynowym.


Nie miałam pojęcia, że nijakie buraki mogą być tak pyszną podstawą sałatki :) Dajcie znać jeżeli spróbujecie, chętnie przeczytam co myślicie.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Tydzień w zdjęciach (Week 42)

Witajcie

Przepraszam za spóźnienie, ale wczorajszy dzień był po prostu nieco zabiegany, a publikowanie postów z telefonu to nie moja najmocniejsza domena :P Wróciłam już do Polski i powoli, powoli wracam do żywych.

 W niedzielę mój chłopak nareszcie miał wolne, ale niestety pogoda była średnia. Postanowiliśmy się wybrać do ogrodu botanicznego gdzie jeszcze nie byliśmy. Jak można się domyślić nie był to najlepszy pomysł, gdyż w grudniu niewiele tam było...

 Odwiedziliśmy także stary cmentarz. Wiecie, że uwielbiam klimatyczne cmentarze, żałuję tylko, że padało i dosłownie przez niego przebiegliśmy :(

 Zaskoczyła nas przycmentarna kafejka. Jak widać po napisie na dole ulotki- mają spore poczucie humoru :D

 Wypiliśmy gorące latte na rozgrzewkę 

 Korzystając z tego, że byliśmy blisko centrum wstąpiliśmy do naszych ulubionych delikatesów- Fallon and Byrne. Kupiliśmy burgery z jelenia i gicz cielęcą z których mój chłopak wyczarował pyszności. Byliśmy bez obiadu, więc wstąpiliśmy na szybkiego wrapa do libańskiej restauracji Cedar Tree. Nie mam niestety zdjęcia, ale knajpkę jak najbardziej wam polecam!

 Jak wiecie Stella to mój ukochany cydr, a od niedawna można kupić malinową wersję. Jest obłędna i pachnie jak domowy kompot :)

 Ciepłe croissanty na słono to pyszny pomysł na śniadanie :) Niestety średnio zdrowy, ale co tam :P

 Stęskniona za omletami :)

 W outlecie Nike znalazłam te cudeńka za 16 euro, niestety były tylko eMki :( O ile teraz z poświątecznym tłuszczykiem były by ok to wiem, że po schudnięciu by ze mnie zjeżdżały :(

Ryż z sosem- kurczak, cukinia i pieczarki 

Powrót do Polski :)