niedziela, 19 czerwca 2016

Tydzień w zdjęciach (Week 66)

Witajcie

W przerwie od nauki mam dla was szybkiego posta ze zdjęciami z minionego tygodnia :) Liczyłam, że ten tydzień trochę się rozluźni, a do zdania zostało jeszcze 5 kolosów. Oby w kolejnym tygodniu było już lżej, bo ciężko jest ciągle się uczyć, zwłaszcza kiedy na naukę zazwyczaj przypada 1 dzień..

Owsianka z ananasem i truskawkami 

Nowe fioletowo-różowe ombree, w rzeczywistości kolory są bardziej zróżnicowane

Ostatnio moja dieta jest bardzo w lesie, ale przynajmniej nadrabiam treningami. Mam nadzieję, że waga się utrzyma do przyszło tygodniowych zawodów i w piątek obejdzie się bez paniki :D A McFlurry Hit może nie przebija Oreo, ale jest smaczny :)

 Wszystkie mecze Polaków muszę obejrzeć :D Studia niestety zmusiły mnie do wybiórczego oglądania Euro, ale liczę, że ćwierćfinały będę już oglądać w całości (tak, kiedyś byłam w stanie obejrzeć wszystkie niepokrywające się mecze Euro i Mundialu :P)

 Truskawki nadal królują, a ja już czekam na maliny i borówki :)

Miłego tygodnia Kochani! Trzymajcie kciuki :)

niedziela, 12 czerwca 2016

Tydzień w zdjęciach (Week 65)

Witajcie

Ostatnio mało mnie tutaj, ale niestety zaliczenia (bo sesja w zasadzie zaczyna się dopiero 20.06) ciągle trwają i końca nie widać. Prowadzący życia nie ułatwiają- z 7 kolokwiów mam na razie wyniki jednego... Jutro najgorszy chyba egzamin w całej sesji, a dokładnie termin zerowy, a moja motywacja odpowiada jak na razie numerowi terminu- jest zerowa :D Zapraszam was więc na skromny tydzień w zdjęciach, dla odmiany moja twarz zamiast jedzenia :D

No dobra, jednak będzie trochę zdjęć żarcia :D Jogurt naturalny i truskawki :)

 Ten jedyny dzień w tygodniu, kiedy chce Ci się umyć włosy i wyglądasz całkiem wyjściowo :D

 Zachody słońca na mojej wsi ostatnio zachwycają :)

To dalej ten dzień kiedy już chciało mi się umyć włosy :D 

 A kiedy trzeba się uczyć to zawsze znajduje się jakieś ważne zajęcie. Tutaj meczyk, tam foteczka, kto by się przejmował, że 7 zaliczeń jeszcze czeka na zdanie :D A tak poza tym, kto wymyślił Euro w czasie sesji?! Albo raczej sesję w czasie Euro...

Ulubiony omlet MUSIAŁ wjechać na niedzielne śniadanie :)

Miłego tygodnia, trzymajcie za mnie kciuki Kochani! :)

niedziela, 5 czerwca 2016

Tydzień w zdjęciach (Week 64)

Witajcie

Kolejny tydzień studenckiej batalii za mną. Był to tydzień luźniejszy, bo musiałam jedynie oddać projekt w poniedziałek i machnąć kolokwium we wtorek. Z tego względu udało się zaliczyć wszystkie planowe treningi ciężarów i mój organizm nie ogarnia co się dzieje :D Teraz nadchodzi tydzień 0, czyli prawdopodobnie najgorszy w obecnej sesji (która de facto zaczyna się dopiero 20tego). 5 kolosów do ogarnięcia i projekty do oddania. Muszę zrezygnować z 2 treningów, ale odbiję sobie w piątek z nadwyżką :)
Ostatni tydzień nie był może ciężki na uczelni, ale był dosyć stresowy prywatnie. Mój młodszy brat od czwartku leży w szpitalu, więc wszyscy żyjemy w nerwach. Trzeba być dobrej myśli i liczyć na szybki powrót Młodego do domu :)

 Truskawkiiii < 3

 Jak widać truskawki ostatnio królują, z masłem orzechowym jest sztos!


W piątek dostałam swój pierwszy wełniak, czyli strój do podnoszenia ciężarów. Już nie mogę się doczekać pierwszych zawodów, będzie trzeba szykować formę pomimo sesji :)

 Naleśniki z nutellą i truskawkami, pyszności :)

 Niedzielnie i na lekko- truskawki i jogurt naturalny

A tak ostatnio wyglądają całe dnie- piżama, łóżko i notatki. Tak, jestem jedną z tych osób, które lubią uczyć się w łóżku :)

Trzymajcie kciuki, bo zapowiada się ciężki tydzień. Miłej niedzieli :*

środa, 1 czerwca 2016

Podróże małe i duże- Lubelszczyzna

Witajcie

Post nazwany dosyć skrótowo, bo nie lubię tasiemców. Jednak od razu mówię, że przerobimy nieco więcej miejsc niż sam Lublin :) Dzisiaj zapraszam was na trip, który zaczyna się w Nałęczowie, przechodzi przez Kazimierz Dolny i Męćmierz i kończy się właśnie na Lublinie :)

 Lecąc trasą z Zamościa do Kazimierza Dolnego postanowiliśmy wstąpić do Nałęczowa. Nałęczów to znane na lubelszczyźnie uzdrowisko, którego nazwa może wam się kojarzyć z popularną wodą Nałęczowianką :) Z tych okolic pochodzi z resztą także inna powszechnie pijana woda- Cisowianka.

 Park zdrojowy ma naprawdę miły klimat. Na wodę "z kurka" się jednak nie skusiliśmy, bo trzeba było słono (jak na wejście i napicie się wody) zapłacić, a Nałęczowiankę mieliśmy aktualnie w samochodzie :D 

 Kolejnym przystankiem był Kazimierz Dolny z którym wiązaliśmy spore nadzieje. Niestety istny majówkowy tłum zupełnie przyćmił urok miasteczka i byliśmy lekko rozczarowani

 W Kazimierzu zahaczyliśmy o rynek, wzgórze Trzech Krzyży, zamek i basztę, a także kościół farny św. Jana Chrzciciela i św. Bartłomieja. Chcieliśmy także coś zjeść, ale knajpy trzeba przyznać, że są dostosowane pod warszawski gust (bez obrazy :D), drogie, a w majówkę zapełnione po brzegi

 Kilka kilometrów od Kazimierza Dolnego znaleźliśmy istny koniec świata, który zdobył nasze serca. Do Męćmierza można dojechać jedynie drogami, które mówią "prowadzę donikąd", a o tym, że jednak gdzieś prowadzą mówią nieliczne znaki :)

 Na zdjęciu rozciąga się widok z Albrechtówki na Wisłę i Krowią Wyspę, która jest rezerwatem ptactwa. Męćmierz jak na wieś w której są 3 domy na krzyż i to wszystkie zachowane w formie wręcz skansenowej ma niezwykle bogatą historię. Jest to miasteczko, które przyciąga artystów i dom w tej miejscowości miał m.in Daniel Olbryski. Wytwarzane są tam także ręcznie wyroby z wikliny.

W wiosce znajdziemy całe dwa miejsca w których można zjeść- knajpkę "Na ruma" z widokiem na Wisłę oraz "Karczmę". Niestety do "Na rumy" przyszliśmy za późno i jedzenia już nie było, a ja do teraz boleję, że nie wzięliśmy ciasta na wynos. Natomiast "Karczma" serwowała takie jedzenie jakiego szukaliśmy w tej części Polski w przeciwieństwie do wysublimowanej gęsiny i selekcji win w Kazimierzu :) Było swojsko i smacznie, a kelner i prawdopodobnie właściciel Pan Kazimierz ze wszystkimi gośćmi knajpy jest na "Ty". 

 Na skarpie stoi wiatrak przeniesiony do Męćmierza z Bałtowa, który jest w rękach prywatnych i prawdopodobnie jest zamieszkały.

 Właściciele nie mają jednak nic przeciwko garstce turystów, która tam dociera i chce posiedzieć chwilkę na tarasie :)

 Kolejny przystanek na naszej trasie to piękny Lublin

 Widok z zamku na stare miasto

 Uliczki na starym mieście są równie urokliwe co te Krakowskie, jednak tłumy znacznie mniejsze i tym Lublin wygrywa :)

 Widok z wieży Trynitarskiej

 W drodze do Ogrodu Saskiego natknęliśmy się na Hotel Grand, którego piękny budynek przywiódł mi na myśl Wiedeń :)

 Ogród Saski

 Wiem, że narażam się na publiczny lincz, ale wprost nie znoszę zwiedzania skansenów. Z tego powodu muszę przyznać, że zwiedzanie tego lublińskiego było wyjątkowo znośne i ogólnie mogę uznać, że jak na skansen to dało się przeżyć

A jeżeli tak jak ja zawsze marzyliście żeby zamieszkać w dworku rodem z Pana Tadeusza to ta dam, mają i taki dworek. Niestety nie do zamieszkania :(

I takim sposobem przebrnęliście przez drugą część mojej majówki, a czeka jeszcze trzecia. Czasami sama oglądając zdjęcia z naszych wyjazdów zastanawiam się jak udało nam się tyle zobaczyć w tak krótkim czasie...