sobota, 16 lipca 2016

Jak zaplanować podróż na własną rękę?

Witajcie

Ostrzegam, ten post będzie baaardzo długi! Będzie warto, jeżeli chciałbyś zacząć podróżować na własną rękę, ale nie bardzo wiesz od czego zacząć. W tym roku stuknie 4 raz kiedy jedziemy gdzieś na wakacje nie z biura podróży, a organizując je sami. Po drodze było też sporo krótszych podróży, które ogarnialiśmy na własną rękę. Popełniliśmy chyba wszystkie możliwe błędy, dlatego mogę napisać wam kilka słów o tym od czego zacząć :)

1. Miejsce i termin wakacji
Jeżeli masz opcję, żeby wziąć urlop wtedy kiedy Ci pasuje to super, gorzej jeżeli niestety jesteś w tym ograniczony (my mamy możliwość wyjazdów tylko we wrześniu). W przypadku pierwszym najlepiej polować na tanie bilety, zarezerwować, a o urlop starać się później- to najprostszy sposób na najlepsze biletowe okazje. Przy wybieraniu miejsca powinieneś kierować się właśnie terminem. Przed wyborem dobrze sprawdzić pogodę i pory deszczowe w danym miejscu, szczególnie jeżeli wybierasz się w tropiki. Wyjazd do Tajlandii we wrześniu byłby strzałem w kolano, bo panują wtedy monsuny, a na Chorwacji nie masz co liczyć na nieziemskie upały w październiku. Wiem, że wiele osób jest zwykle zaskoczonych pogodą jaka panuje na Kanarach, gdyż są oni przekonani, że jadą w miejsce tropikalne, a na miejscu są zaskoczeni wiatrem i wieczną wiosną. Przed rezerwowaniem wakacji dobrze przemyśl tę kwestię!

2. Towarzystwo
Jeżeli szukasz dobrej okazji to najlepiej ograniczyć się do wakacji w 2-3 osoby. Najłatwiej znaleźć właśnie taką ilość tanich biletów, a przy większej liczbie może już być problem. To samo dotyczy rezerwacji hotelu czy też chociażby kwestii dogadania się. Dużo trudniej spędzić dobre wakacje, które będą pasowały każdemu, jeżeli chce się jechać ośmio-osobową ekipą. 

My zawsze podróżujemy we dwójkę, a organizacją zajmuje się mój chłopak

3. Znajdź lot
Wakacje w tropikach można ogarnąć naprawdę niewielkim kosztem, ale trzeba mieć nosa do biletów, ponieważ zazwyczaj to one pochłaniają połowę budżetu. Nie licz na to, że znajdziesz okazję wchodząc na pierwszą lepszą stronę. Ostatnio przekonałam się, że popularne wyszukiwarki połączeń nie zawsze są idealnym rozwiązaniem- szukanie lotów po Europie było dużo łatwiejsze bezpośrednio na stronach przewoźników. Tak więc jeżeli wybierasz się do Europy sprawdź koniecznie połączenia przez Ryanair czy Wizzair. Przy dalszych kierunkach warto zajrzeć na strony Etihad czy Emirates. Wbrew pozorom można u nich także znaleźć tańsze loty. Najlepsze okazje można zazwyczaj upolować mając dłuższe niż kilka godzin międzylądowanie. Co prawda nie brzmi to najlepiej, ale my w taki sposób lecąc na Sri Lankę mieliśmy 2 dni na obejrzenie Dubaju i znacznie tańszy lot. Jeżeli chodzi o wyszukiwarki i strony z tanimi lotami to warto obserwować: Mleczne Podróże, Skyscanner, Fly4Free, eSky czy Wakacyjni Piraci. Przed rezerwacją lotu polecam skasować cookies w przeglądarce, ponieważ nasza przeglądarka przechowuje dane i często ceny są zawyżane kiedy drugi raz wyszukujemy to samo. Dobrze także zwrócić uwagę na bagaż, czasami bardziej opłaca się zarezerwować lot liniami regularnymi niż tanimi, gdyż cena jest wtedy wliczona w bilet. Szukając przesiadek w konkretne miejsce warto zorientować się jak wygląda sprawa z lokalnymi liniami lotniczymi. Nam w tym roku udało się upolować bardzo tanie bilety z Portugalii na Maderę właśnie dzięki lokalnym liniom.

 Wyjazd na najwyższy budynek świata- Burj Kalifa był obowiązkowym punktem programu i nie mieliśmy zamiaru na tym oszczędzać

4. Plan podróży
Jeżeli planujesz nocleg w więcej niż jednym miejscu to dobrze zacząć właśnie od tego punktu, a dopiero potem rezerwować bilety (czasami opłaca się przylecieć do jednego miejsca i wylatywać z innego). Spanie w jednym miejscu to dosyć prosta sprawa i wtedy wakacje stają się mniej skomplikowane. Jeżeli jednak chcesz w danym kraju zobaczyć połowę zabytków, zdobyć 3 szczyty, poplażować i odwiedzić stolicę to musisz dobrze pokombinować (u nas wyglądają tak każde wakacje, bo każde z nas lubi co innego). Przede wszystkim mając wybrane miejsce dobrze jest przyjrzeć się (choćby na Google Maps) mapie danego kraju i przemyśleć ile w czasie jaki masz do zagospodarowania jesteś w stanie zrobić. Korsyka czy Czarnogóra to miejsca na 12 dni, ale na przykład na Sri Lance czasu starczyło nam tylko na pół wyspy. Określ dobrze swoje priorytety, czy ważniejsze jest dla Ciebie zobaczenie jak największej ilości miejsc czy może chill out nad morzem. Na tym etapie dobrze zaopatrzyć się w przewodnik tak, aby móc wyznaczyć sobie kilka baz noclegowych z których można robić wypady do różnych miejsc. Na Korsyce spaliśmy w 6 miastach i w sumie nie doskwierało nam to jakoś strasznie. Na tym etapie dobrze też określić sposób podróżowania. Są kraje gdzie niezbędne jest wypożyczenie samochodu, a w innych (np. w Azji) można poruszać się pociągami i miejscowymi tuk-tukami czy taksówkami, bo są po prostu tanie. Jak już wspomniałam na etapie planowania warto zaopatrzyć się w przewodnik, osobiście polecam Lonley Planet. Ponadto dobrze przejrzeć travellerskie blogi (polecam: LosWiaheros, The Adamant Wanderer, Pojechana) i Trip Advisora (do niego trzeba mieć spory dystans, bo wiele ludzi ocenia wszystko na 5* i można trafić w miejsca nie koniecznie zachwycające) czy fora internetowe, a także popytać znajomych. Dobrze sprawdzić czy dane miejsce nie ma specjalnie stworzonej strony internetowej czy aplikacji. Tego typu rzeczy są organizowane nawet w Polsce np. Green Velo czyli trasa rowerowa we wschodniej Polsce. Szukając wakacji w Europie warto przyjrzeć się organizacji Cittaslow, a jeżeli wybieracie się do Francji to sprawdzić stronę zrzeszającą najpiękniejsze miasteczka francuskie- Les plus beaux villages de France.

Plaża w Mirissie- Sri Lanka

5. Budżet
Jeszcze przed rezerwacją noclegu dobrze jest ustalenie sobie budżetu. To pomaga w znalezieniu podróżniczych priorytetów. My na przykład lubimy spać w wyjątkowych miejscach jak np. winnice, ale to wcale nie znaczy, że przez cały wyjazd śpimy w luksusach. Budżet można rozplanować tak, żeby skorzystać w pewnym stopniu z rzeczy z wyższej półki jak dobre noclegi czy kolacja w cenionej restauracji, ale zwykle z czegoś trzeba zrezygnować. My zazwyczaj planujemy to tak, że przez kilka dni jemy w tańszych knajpach czy robimy pikniki z jedzeniem z miejscowego bazarku, żeby jednego wieczoru pójść na kolację na wypasie. Tak samo można zrobić z noclegiem, kilka dni w gorszym standardzie, a kilka w wyjątkowych miejscach. Skok na bungee nie będzie wielkim wydatkiem, jeżeli zaoszczędzisz na jedzeniu czy noclegu, a jeżeli jesteś żarłokiem (jak ja :D) to odpuść sobie atrakcje typu skutery wodne własnie na rzecz dobrego jedzenia. Najlepiej trzymać się przekonania, że nie można cały czas mieć wszystkiego i z niektórych rzeczy czasem zrezygnować.

6. Nocleg
W kwestii noclegu można zabukować pokój w hotelu/pensjonacie, wynająć mieszkanie czy też spróbować couchsurfingu. Zwykłe noclegi zazwyczaj znajdujemy na Booking.com i wydaje mi się, że to najbardziej sprawdzona opcja. Hoteli jest tam cała masa, a i w kwestii ceny każdy znajdzie coś dla siebie. Kuszącą opcją jest także wynajęcie mieszkania na airbnb, ceny są naprawdę niezłe, a do dyspozycji mamy mieszkanie, dom lub w niektórych przypadkach tylko pokój. Można znaleźć noclegi w genialnych lokalizacjach, taniej niż w hotelu, a do tego mieć kuchnię, która przy bardziej szalonych podróżach bywa przydatna. Ostatnia opcja to couchsurfing, czyli spanie u kogoś za darmo. W tym celu logujemy się na stronie i szukamy ludzi chętnych nas przyjąć. Z tego co wiem często trzeba się deklarować możliwość przyjęcia kogoś u siebie, ale to świetny sposób na darmowy nocleg i poznanie ciekawych ludzi. 
W przypadku planowania podróży kiedy często się przemieszczamy można zostawić sobie otwartą opcję jednego, dwóch niezarezerwowanych noclegów po to aby mieć możliwość manewrów na miejscu i ewentualnej zmiany planów. Zazwyczaj nocleg da się znaleźć na szybko bez problemu (zwłaszcza mając telefon z internetem). Nam zdarzyło się to raz, ale nie było zbyt udane :D mój chłopak pomylił sobie daty i zostaliśmy na lodzie będąc pewnymi, że mamy dach nad głową, musieliśmy przez to zostać jeden dzień dłużej w danym miejscu, a chcieliśmy zobaczyć inne :P

Sigiriya, Lwia Skała- Sri Lanka

7. Bagaż
Błacha kwestia, ale warto ją przemyśleć i wiem to z doświadczenia. Na Sri Lankę pojechaliśmy z walizkami i był to najgłupszy pomysł na jaki mogliśmy wpaść. Jeżeli planujesz podróż do krajów raczej cywilizowanych i będziesz przemieszczał się autem to nie ma problemu z walizką, ale wakacje w Azji to obowiązkowe plecaki. Dobrze zaopatrzyć się także w nerkę w której można przechowywać dokumenty i pieniądze.

8. Transport na miejscu
Jak już wspominałam warto przemyśleć to wcześniej. Koniecznie zabukuj samochód jeszcze przed wylotem z kraju, bo wypożyczalnie nie wszędzie są oczywistością. Jeżeli masz zamiar podróżować pociągiem czy autobusem to sprawdź jak często one kursują. W krajach biedniejszych nie ma co oszczędzać, warto wykupić pierwszą klasę (która wygląda jak nasza dziesiąta) niż stać później przez 3 godziny w tłumie (oczywiście w pierwszej klasie też nie ma wypasu, ale częściej można upolować miejsca siedzące :D).

Nie żartowałam z tłoczącymi się w pociągach azjatami!

9. Szczepienia, wizy i internety
Przed wyjazdem do danego kraju koniecznie zorientuj się czy nie są potrzebne Ci szczepienia. Najlepiej wybrać się do jednego z Krajowych Ośrodków Medycyny Tropikalnej i zapytać albo poprosić o broszurkę. Większość szczepień musi być wykonana z odpowiednim wyprzedzeniem. Aby je wykonać wystarczy pójść do zwykłego lekarza rodzinnego z listą tego co potrzebujemy, poprosić o przepisanie szczepionek, wykupić je i później zgłaszać się na kolejne dawki. Przed każdym szczepieniem niezbędna jest konsultacja lekarska. Z tego co poradziła mi Pani z Krajowego Ośrodka Medycyny Tropikalnej taniej jest załatwić to u zwykłego lekarza, gdyż lekarz medycyny tropikalnej bierze 50 zł (tak było u mnie) za każdą konsultację, a przy ilości szczepień jakie musiałam zrobić z tych konsultacji przed szczepieniami uzbierałaby się spora sumka.
Kolejną ważną sprawą jest zorientowanie się czy w danym miejscu jest potrzebna nam wiza oraz jak ją uzyskać. Dobrze pamiętać także o sprawdzeniu dat ważności paszportu czy dowodu osobistego, a także tego czy paszportu potrzebujemy, bo jak wiemy w większości krajów europejskich nie jest on potrzebny (wystarczy dowód). Jeżeli planujemy wypożyczenie samochodu nie zapomnijmy o zabraniu prawa jazdy!
Jeżeli koniecznie potrzebujemy internetu, a może on się przydać do GPS'a to warto zaopatrzyć się w miejscową kartę sim z pakietem internetu.

Dubrovnik

10. Trasa podróży
Jeżeli wybieramy się w miejsce w którym będziemy podróżować samochodem to dobrze jest zaopatrzyć się w mapy. Mój chłopak często sprawdza trasy na Google Maps i część z nich drukuje, a resztę staramy się zdobyć na miejscu.


Mam nadzieję, że jakoś udało wam się przebrnąć przez tego tasiemca :) Planuję jeszcze posta z krótkimi tipami podróżniczymi oraz z naszymi przygodami z podróży. Dajcie znać czy jesteście zainteresowani :)

czwartek, 14 lipca 2016

Siłownia- sieciówka vs osiedlowy mordor

Witajcie

Moja przygoda z siłownią zaczęła się już chyba ze 3 lata temu, ale na poważnie podeszłam do tematu jakieś 18 miesięcy temu. Wtedy to zaczęłam trenować regularnie na pobliskiej siłowni. Siłownia nie jest ani mega mała, ale to też nie popularna sieciówka i zdecydowanie bardzo ją polubiłam. Jako, że przerobiłam już trochę siłowni w swoim życiu i trenowałam zarówno na takich mniejszych, jak i na większych to zdanie na ten temat mam już wyrobione i postaram się pokrótce przekazać moje spostrzeżenia.

Siłownie sieciowe
Do zalet można zaliczyć mnogość i różnorodność sprzętu, zwykle nie ma problemu ze znalezieniem hantli, których waga wzrasta o 1 kg, co dla kobiet jest dosyć istotną sprawą. Strefa cardio również nie ogranicza się do jednej bieżni i jednego orbitreka, a na większości siecówek znajdziemy także wszelkiego typu gadżety do treningu funkcjonalnego jak piłki, gumy czy taśmy trx. Poza tym na dużej siłowni zazwyczaj można skorzystać z salki fitness, jeżeli nie ma na niej zajęć i poćwiczyć czy rozciągnąć się w samotności. Niewątpliwą zaletą tego typu siłowni jest klimatyzacja i czystość. Niestety sieciówki bardzo często lubią wiązać się z nami na dłużej i najlepiej by było gdybyśmy z taką siłownią zawarli związek pt."aż śmierć nas nie rozłączy", co mnie zawsze przerażało. Mam wrażenie, że zwykle cena jest wyższa niż na małych, osiedlowych siłowniach. Do dyspozycji mamy milion doradców i trenerów, którzy na początku będą atakować nas z każdej strony, abyśmy tylko wykupili karnet i milion innych dodatkowych bajerów. Na sieciówkach wkurza mnie niedbalstwo ćwiczących, każdy po prostu ma gdzieś to czy odłoży hantle na miejsce czy nie, a Ty chodź człowieku i szukaj talerza, którego akurat potrzebujesz. Kolejną wadą dla mnie jest atmosfera panująca na tego typu siłowniach, każdy jest anonimowy, a jeżeli już coś mówi to tylko do swoich ziomków. Połowa ludzi przychodzi tylko po to, żeby cyknąć selfie w lustrze i się zmyć, a szanse na to, że trafisz kogoś kilka razy jest mała, bo przelewa się tamtędy masa osób. W sieciowych siłowniach tłok bywa bardzo uciążliwy, zwłaszcza w godzinach popołudniowych- mnogość sprzętu nie jest nam wtedy w stanie nic ułatwić, a trening obwodowy po prostu odpada.

Pure Jatomi w Gliwicach

Osiedlowy mordor
Typ siłowni, który lubię o wiele bardziej, bo może i mniej czysto i schludnie, ale wchodzisz jak do siebie. Małe siłownie są zazwyczaj gorzej zaopatrzone, ale czasem jest to większy bodziec do rozwoju- więcej się nakombinujesz, musisz poradzić sobie z 2 kilo cięższym hantlem i nagle ni z tego ni z owego robisz postęp. Takie siłownie charakteryzują się mniejszym tłokiem, a po miesiącu chodzenia znasz połowę użytkowników. Na małych siłowniach nie uraczysz najmodniejszego w mieście personalnego w różowej koszulce i legginsach Under Armour, ale możesz być pewien, że stali bywalcy chętnie Ci pomogą, a nieciężko trafić kogoś kto ma naprawdę sporą wiedzę. Małe siłownie są niestety zazwyczaj mniej czyste, no i często brakuje na nich klimatyzacji/ogrzewania. Karnety na takie siłownie zwykle mają niższe ceny niż sieciówki. Zwykle tego typu siłownie zrażają kobiety,  bo króluje na nich zapach potu, a nie odświeżacza rodem z Zary. Mam wrażenie, że na mniejszych siłowniach ćwiczący bardziej pilnują porządku i uważają na to, żeby wszystko wróciło na swoje miejsce, bo czują się tam jak u siebie. W moim odczuciu na mniejszych siłowniach jest bardziej pozytywna atmosfera, a to, że ściany niekoniecznie są kolorowe i piękne tylko dodaje uroku i stanowi odpowiednie tło dla tej tony żelaza, bo przecież na siłowni się ćwiczy, a nie ogląda ściany :)


Podsumowując- ja zdecydowanie bardziej lubię te małe, lekko zapuszczone i zapomniane siłownie. Nie wiem dlaczego, być może mam sentyment do miejsc z historią. Sieciówki zupełnie do mnie nie przemawiają. 
Jeżeli nie przekonuje Cię ani jedna, ani druga opcja, jest jeszcze coś pomiędzy. Siłownie, które są znacznie mniejsze od sieciówek, ale jednak znacznie bardziej zadbane od małych, osiedlowych siłowni i bardzo często połączone z klubami fitness. Taka opcja zadowoli zwłaszcza kobiety, które jak zauważyłam, nie zawsze czują się dobrze w sieciówkowej dżungli. Na takiej siłowni jest bardziej kameralnie, sprzęt zazwyczaj jest niezły, a i po siłowni można skoczyć na zumbę. Sama korzystałam z tej opcji przez ponad rok i chętnie na tamtą siłownię wracam w wolnych chwilach. 


Dajcie znać gdzie bardziej lubicie ćwiczyć :)

poniedziałek, 11 lipca 2016

Placki z gotowanych ziemniaków

Witajcie

Sesja zakończona, mam więc więcej czasu na kulinarne eksperymenty. Ostatnio naszło mnie na placki ziemniaczane, ale postanowiłam spróbować wersji z gotowanych ziemniaków. Wyszło kozacko, zapraszam na przepis :)

Składniki (na 5 placków- jedna porcja)
300 gram ziemniaków (3 średniej wielkości ziemniaki)
2 łyżki mąki żytniej
jajko
3 plastry szynki (może być także boczek)
2 plastry sera żółtego
pół małej cebuli
sól, pieprz, przyprawy do smaku
1 łyżka oleju kokosowego


Przygotowanie
Ziemniaki obieramy i kroimy na pół, następnie wrzucamy do osolonej wody i gotujemy do miękkości- u mnie było to około 20 min, bo ziemniaki były przekrojone (czas liczymy od pełnego zagotowania wody). Po ugotowaniu odsączamy je z wody i studzimy, a następnie używając praski do ziemniaków ugniatamy. Kroimy w małą kosteczkę szynkę, ser i cebulę (cebulę można uprzednio usmażyć, ale w wersji surowej też smakuje dobrze). Do ziemniaków dodajemy jajko,mąkę, przyprawiamy solą, pieprzem i innymi lubianymi przyprawami i mieszamy tak, aby składniki dobrze się połączyły. Następnie wrzucamy posiekane w kosteczkę dodatki i ponownie mieszamy. Rozgrzewamy na patelni olej kokosowy i formujemy placki (ja robiłam to ręką, ale można nakładać łyżką), placki smażymy ok. 2 min z każdej strony. W mojej wersji podane są z sosem czosnkowym, ale świetne będą też w towarzystwie sosu tzatziki czy pieczarkowego.













Makroskładniki:
wartość odżywcza: 532 kcal
węglowodany: 53,5 g
białko: 25,4 g
tłuszcz: 24,1 g

Smacznego :)

czwartek, 7 lipca 2016

JoyBox "Kosmetyki naturalne"

Witajcie

Już jakiś czas temu dostałam JoyBoxa i uznałam, że przyciągam je chyba myślami. Zawsze kiedy przypomni mi się o pudełkach, wracam do domu i zastaję czekającego Boxa :) Niestety najpierw pochłonęła mnie sesja, a później pozbawiłam życia mój telefon i nie miałam możliwości zrobienia zdjęć i przygotowania posta. Na szczęście wrócili już moi rodzice i mam pod ręką aparat :)

Kiedy dowiedziałam się, że najnowszy JoyBox nosi nazwę "Kosmetki naturalne" byłam bardzo zadowolona. Zawsze lubiłam testować tego typu produkty, a że zazwyczaj nie kosztują mało to nie trafiały do mojego zakupowego koszyka. Pudełko jest bardzo trafione i praktycznie wszystkie znajdujące się w nim rzeczy wykorzystam jak tylko zużyję to co czeka w kolejce.


 1. Maseczka peeling do twarzy, Vianek, 75 ml- Vianek to siostrzana marka Sylveco, która jest na rynku już od dłuższego czasu. Mam balsam z tej samej serii i bardzo podoba mi się jego orzeźwiający, cytrusowy zapach. Jestem bardzo ciekawa tej maseczki, ale musi jeszcze poczekać na swoją kolej :) Ilość dobrych, naturalnych składników przyprawia o zawrót głowy- mamy w niej m. in olej z pestek moreli, rokitnikowy, masło avocado i wiele innych.
2. Mydło Migdałowe, Zapach Ciszy, 70g- na początku zastanawiałam się o co chodzi z mydłem o zapachu ciszy i jedyne co przyszło mi na myśl to tyle, że pewnie wsadzenie go komuś w usta powoduje ciszę :D dopiero później doszłam do wniosku, że Zapach Ciszy to nazwa firmy. Mydło ma oczywiście świetny skład i powędruje do mojej przyjaciółki, ja jak wiecie nie przepadam za mydłami :)
3. Hibiskusowy tonik do twarzy, Sylveco, 150 ml- Sylveco korciło mnie już od dawna, ale jakoś do tego czasu nic nie wpadło mi w łapy. Kończy się mój obecny płyn micelarny z Avonu, więc już niedługo pójdzie w ruch.
4. Bioaktywny balsam kojąco-ochronny, Oillan, 200 ml- mam nadzieję, że to będzie ten balsam, który przypadnie mi do gustu :) przetestowałam już chyba milion i jak nie lubiłam balsamowania tak nadal nie lubię, a moja skóra jest strasznie sucha.

1. Mleczko do demakijażu, Be organic, 200 ml- zużywanie płynu do demakijażu z Ziaji idzie mi bardzo szybko, więc pewnie już nie długo zacznę używać tego mleczka. Podobno nie podrażnia i nie szczypie w oczy :)
2. Gąbka do mycia i masażu, Yasumi- ten produkt bardzo mnie zaintrygował, ponieważ jest twardy jak kamień i jestem ciekawa jak będzie się sprawdzał do masażu.
3. Peeling do ciała, Vianek, 150 ml- na wykończeniu mam peeling z Perfecty, więc to kolejny produkt, który spadł mi z nieba :) Mam nadzieję, że będzie się go przyjemnie używało.
4. Krem do twarzy na dzień, Biolaven organic- dzięki JoyBoxowi mam już zapas kremów na najbliższy rok :D Ten niestety będzie musiał trochę zaczekać, ale na pewno dobrze się sprawdzi.

Niestety nie jestem pewna, czy ten Box jest jeszcze dostępny. Jeżeli tak to znajdziecie go tutaj w cenie 59 zł w którą wliczona jest przesyłka kurierska.

Dajcie znać czy byście się skusiły :)

poniedziałek, 4 lipca 2016

Aktywnie w Polsce- Poleski Park Narodowy

Witajcie

Nareszcie udało mi się zebrać tyłek i dokończyć serię postów o naszej majówkowej wyprawie na wschód Polski. W ferworze zwiedzania udało nam się zorganizować sobie czas na totalny odpoczynek, który był jednak całkiem aktywny :) Ostatni dzień wyprawy spędziliśmy w Poleskim Parku Narodowym, poczuliśmy klimat prawdziwej polskiej wsi i zrobiliśmy 80 km na rowerach.

 Dwie noce spędziliśmy w maleńkiej wiosce Babsk, która znajduje się obok Urszulina. Na nocleg wybraliśmy agroturystykę "Polesie", którą z czystym sumieniem mogę wam polecić. Było tak cicho i spokojnie, że aż ciężko było nam uwierzyć :)

 Na nocleg dojechaliśmy wieczorem, więc pierwszego dnia wybraliśmy się jedynie na spacer po okolicy.

 Kolejnego dnia wskoczyliśmy na rowery i objechaliśmy cały Park Narodowy. Poleski PN nie jest duży, więc nie było to problemem, ale trzeba przyznać, że byliśmy strasznie zmęczeni. Nie miałam pojęcia, że w Polsce można spotkać tak piękne bagna i rozlewiska, Wszystko jest dobrze zorganizowane i podzielone na kilka tras widokowych o różnym kilometrażu, za możliwość poruszania się po parku trzeba oczywiście zapłacić, ale nie są to wielkie pieniądze.

 W Parku znajduje się kilka jezior, my dotarliśmy m.in nad jezioro Łukiew i Moszne. Jeziora sprzyjają bytowaniu dużej ilości ptactwa, które można obserwować, dlatego polecam zabranie ze sobą na taką podróż lornetki. Jednymi z ciekawszych okazów jakie można zaobserwować są czarny bocian i zimorodek.

 Byłam bardzo zaskoczona tym, że w Poleskim Parku Narodowym można spotkać rośliny mięsożerne, poza wszystkim znaną rosiczką jest tam jeszcze 7 innych gatunków! Ponadto rosną tam też storczyki, niestety ani roślin mięsożernych ani storczyków nie udało się nam wypatrzyć. Kolejną ciekawostką jest to, że żyją tam żółwie błotne. Są one niestety gatunkiem zagrożonym i nie udało nam się ich wypatrzyć.

 W wielu miejscach można było zaobserwować działalność bobrów

 Powierzchnie jezior są coraz bardziej zarastane i powoli przekształcają się w torfowiska czemu starają się zapobiegać władze Parku

 Kolejnym zaskoczeniem był dla mnie łoś :) Nie miałam pojęcia, że łoś żyje w Polsce, jest królem bagien i potrafi doskonale pływać. Jak widać łosia udało nam się spotkać i było to emocjonujące spotkanie, gdyż był tak samo przerażony jak my :D

Poleski Park Narodowy to piękne krajobrazy, małe wioski, cisza i spokój :) Myślę, że warto odwiedzić tamte strony!


Udało mi się przebrnąć przez trzecią część majówki :) Moja sesja już na szczęście zakończona, ale niestety zepsuty telefon bardzo utrudnia mi blogową działalność :( Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się pisać dla was częściej!