niedziela, 30 października 2016

Tydzień w zdjęciach (Week 75)

Witajcie

Komputer już w domu, można zacząć funkcjonować i nadrabiać z projektami :D Chociaż póki co marnie mi idzie..

 Jesienny Joy Box wkrótce na blogu :)

 W poniedziałek zamiast wykładu darmowa kawa z Maczku :D

 Poniedziałek był pechowym dniem.. Zepsuty komputer, odnowiona kontuzja nadgarstka (smarowałam- chyba przeszło :D), zdarte odciski na treningu.. No ale czasem trzeba upaść, żeby było z czego się podnosić :)

 Pomidorowa na uczelni :)

 Próbowałam po raz pierwszy- smaczne :)

Omlet na poprawę humoru!

 Owsianka z gruszką

 Mały cheat meal :D

 Książka Konrada Gacy i piękny prezent < 3

Jajecznica z grzybami- smaki jesieni :)

Miłego tygodnia Kochani :)

czwartek, 27 października 2016

Podróże małe i duże- Lizbona

Witajcie

Od kilku dni mam niestety zepsuty komputer, a że zamieszania też było nie mało to post pojawia się dopiero dzisiaj. Chociaż lepiej późno niż wcale :) Ja modlę się o zwrot mojego komputera, bo bez niego to jak bez ręki. Niby mam stary, z którego właśnie piszę, ale po prostu się nie dogadujemy. A nadrabiania projektów jest sporo, więc na razie nie mam czasu na tworzenie dla was nowości :( Mam nadzieję, że w listopadzie uda się wyjść na prostą i będą nowości :)
Dzisiaj ostatnia część wakacji (spokojnie, mam jeszcze dwa posty jedzeniowe)- Lizbona :)

 Lizbona jest miastem przyjemnym, ale zgodnie z moim chłopakiem uznaliśmy, że trzeba trochę czasu żeby się do niej przekonać. Nie porywa tak od razu jak Porto :)

 Nad kamienicami góruje katedra Se

 Pomnik na Praca do Comercio


 Widok z punktu widokowego Miradouro de Sao Pedro de Alcantara


 Przepiękna Basilica de Estrela

 Punkt widokowy z parku Edwarda VII

 Lizbona słynie ze starych, żółtych tramwai. Niestety obecnie to totalnie turystyczna atrakcja, miejscowi jeżdżą nowszymi, a te stare mają trasy robione pod turystów. Dla nas nie było nic ciekawego w jeżdżeniu tramwajem do którego trzeba wystać w kolejce, więc tę przyjemność sobie odpuściliśmy.

Widok na zamek  św. Jerzego

 Z kolejnego punktu widokowego można podziwiać europejski Golden Gate

 Wycieczka do dzielnicy Belem skróciła się do obejrzenia z zewnątrz najważniejszych zabytków i obiadu. Było to spowodowane maratonem lizbońskim, który sparaliżował komunikację przez co musieliśmy spory odcinek pokonać pieszo. A na zdjęciu klasztor Hieronimitów, jeden z siedmiu cudów Portugalii.

 Wieża Belem to jeden z tych zabytków z którym każdy musi mieć zdjęcie. Ona także została uznana za jeden z siedmiu cudów Portugalii. Mówiąc szczerze- my tych zachwytów zupełnie nie podzielamy. Wieża jak wieża, może i ma bogatą historię, brzydka nie jest, ale żeby aż tak bardzo się nad nią zachwycać? Ogólnie dzielnica Belem nieco nas zawiodła i pewnie zraziły nas do niej ogromne tłumy turystów. Zupełnie odpuściliśmy sobie stanie w kolejce do Pasteis de Belem, czyli miejsca w którym podobno powstały ciastka pasteis de nata. Może to i grzech, bo olaliśmy, rzecz należącą do 'must do' w Lizbonie, ale nie żałujemy :) Kręcą nas nieco inne tematy, zwłaszcza miejsca gdzie można się zgubić nie będąc zadeptanym przez tłum turystów.

 Lizbona jest z jednym z tych miast w którym można się zgubić jakieś milion razy. Ja w ciągu dwóch dni zupełnie nie ogarniałam gdzie jestem i połowy miejsc nie umiałam w głowie umieścić na mapie :) Również tego puntu widokowego za nic nie mogę wyszukać teraz na mapce :D


 Nie mogliśmy wrócić z Lizbony bez odwiedzenia pobliskiej Sintry. Jest to miasteczko zameczków i pałacy, które budowali sobie kolejni królowie Portugalii. Sintra jest bardzo turystycznym miescem, ale bardzo spodobał nam się klimat tego miasteczka. Żałowaliśmy, że mamy tylko kilka godzin, bo ilość zabytków jest tam imponująca!

 Palacio National de Pena jest tym z zabytków, który jako jedyny wyświetla się w google po wpisaniu hasła "Sintra" i ciężko się dziwić, bo jest naprawdę bajkowy!

 Jedna część jest żółta, kolejna część czerwona, a jeszcze inna wykafelkowana azulejos, czyli charakterystycznymi, portugalskimi kafelkami. Pałac jest wykonany w stylu manuelińskim, pierwotnie mieścił się tam klasztor Hieronimitów, którego fundatorem był Król Manuel I (od niego wywodzi się styl manueliński). W 1838 król Ferdynand II przebudował klasztor na pałac.

Jakość zdjęcia nie powala- rozładował się nam aparat i musieliśmy sobie poradzić telefonem :(

 Z Sintry pojechaliśmy na szybki chill do Cascais i było to miejsce, które bardzo przypadło nam do gustu. Niby turystyczna, ale bardzo klimatyczna i spokojna wioska nad oceanem znajdująca się niedaleko Lizbony. Została osławiona przez przyjeżdżającą tam rodzinę królewską za którą do Cascais ściągały bogate rody. Każdy z nich budował sobie piękną willę i tak też mamy w Cascais co oglądać.

 Pierwotnie był to ważny port, teraz jest to miejsce do którego ściągają turyści, a podobno także celebryci :) Jak widać w tej kwestii nic się nie zmieniło do dziś :)


niedziela, 23 października 2016

Tydzień w zdjęciach (Week 74)

Witajcie

Tygodnie w Polsce jakoś strasznie mi się dłużą, wróciłam dwa tygodnie temu, a mam wrażenie, że jestem tutaj już 3 miesiące. Pogoda w tym tygodniu nie rozpieszczała i dopiero jak muszę posiedzieć nad projektami to zrobiło się ładnie :( Dzisiejszy 'tydzień w zdjęciach' nieco ubogi, ale jest :D

W niedzielę wybrałam się z bratem do pizzerii, ale u mnie wpadły tylko warzywka :D

Studia, studia :D Jeszcze tylko kilka miesięcy...

 Owsianka z masłem orzechowym :)

 Od czasu do czasu kupuję wędzonego kurczaka w Biedronce- po treningu wchodzi idealnie :)

 Owsianka z malinkami i słonecznikiem

Spróbowałam w końcu śniadania białkowo-tłuszczowego, ale wiem, że to nie moje klimaty i pozostanę przy węglach na śniadanie :)

To by było na tyle z mojego skromnego tygodnia. Życzę wam miłej niedzieli :)

piątek, 21 października 2016

Podróże małe i duże- Madera

Witajcie

Kolejny post z serii wakacyjnej :) Jak patrzę za okno to nie chce mi się wierzyć, że dopiero co wróciłam!
Na Maderze spędziliśmy tydzień i był to cudowny tydzień :) Udało nam się zwiedzić całą wyspę, a jednocześnie był czas na odpoczynek i opalanie. Maderę można zdecydowanie nazwać rajską wyspą, jest to jedno z takich miejsc, które na długo zapadają w pamięci i bardzo żałuję, że tak niewiele tego klimatu udało nam się przedstawić na zdjęciach.

Porto da Cruz w północnej części wyspy, gdzie zatrzymaliśmy się żeby poleżeć na basenie. Zanim wygarniecie mi, że wolałam basen od plaży- na Maderze istnieją naturalne baseny, którym człowiek tylko trochę pomógł :) Plaż jest mało i są one czarne, kamieniste. Jedyne piaszczyste plaże są sztuczne z piaskiem nawiezionym z Sahary.

Niech nie przerażą was chmury- taki urok północy wyspy nad którą wiszą one non stop. Dzięki temu północ wyspy jest bardziej zielona i tropikalna. Pomimo chmur i tak było bardzo ciepło, więc czas na leżaku spędziliśmy przyjemnie.

 W Sintrze ostało się kilka sztuk takich tradycyjnych, maderskich domków.

 Madera to mała wyspa, ma mniej więcej 50 km długości i 20 km szerokości, a więc szczyty wznoszące się na więcej niż 1800 m n.p.m. robią duże wrażenie :) Zwłaszcza, że są miejsca, gdzie widzimy ocean po dwóch stronach wyspy. Tutaj wybraliśmy się na 'balkony' na które prowadzi lewada z miejscowości Ribeiro Frio. Lewady to kanały tworzące skomplikowany system nawadniający stoki całej wyspy. Jest to bardzo turystyczne miejsce i najlepiej wybrać się tam przed 11 rano.

 Pico de Areiro ma 1818 m n.p.m. i można tam wjechać samochodem, co niestety powoduje, że są tam tłumy turystów.

 Z Pico de Areiro rozciągają się przepiękne widoki! Polecam sprawdzać pogodę, ponieważ często są tam chmury. Z Pico de Areiro prowadzi ścieżka na Pico Ruivo, czyli najwyższy szczyt Madery, którego wysokość to 1862 m n.p.m. Niestety nie było nam dane wybrać się tam na trekking.

Dolina Zakonnic to jedno z najbardziej turystycznych miejsc Madery i w sumie nie do końca rozumiem dlaczego. Można tam podziwiać obłędny widok, ale w zasadzie poza tym nic tam nie ma :) Historia Nun's Valley jest ciekawa, gdyż w tej górskiej dolinie znalazły schronienie przed piratami zakonnice z Funchal. Miasto znane jest z jadalnych kasztanów za którymi osobiście nie przepadam. Polecam wam za to słodki chleb kasztanowy :) Niestety ze względu na turystów w 'centrum' miasteczka pełno jest naganiaczy w strojach zakonnic czy też innych zapraszających do zakupów. Szybko uciekliśmy do nieco oddalonej knajpki dla lokalsów :)

 Funchal i nasz piękny widok z okna. Mieszkaliśmy w apartamentowcu z basenem, który znajdował się w hotelowej dzielnicy. Do centrum chodziliśmy pieszo albo korzystaliśmy z autobusów, gdyż było to około 5 km, a czasu zawsze było za mało.

Kiedy ja smacznie spałam mój chłopak robił zdjęcia wschodu słońca. Spokojnie, nie był to karkołomny wyczyn- we wrześniu na Maderze słońce wstaje około 7.30. W oddali po prawej stronie zdjęcia widać niezamieszkałe wyspy. Niesamowite jest to, że czasami są schowane za chmurami i nie można ich wypatrzyć, a granica między niebem, a ocenem jest niedostrzegalna (powinno je być widać na fotografii powyżej)

Jedne z naturalnych basenów znajdujące się pomiędzy Funchal, a rybackim i malowniczym Camaro de Lobos. W oddali widać naturalną, ciemną plażę i jeden z najwyższych klifów w Europie- Cabo Girao.


 Zona Velha to taka pubowo-restauracyjna dzielnica, która była w przeszłości bardzo niebezpieczna. Władze zrobiły tam jednak porządek i od kilku lat pozwalają wyżyć się artystom- na Zona Velha znajdziemy pięknie pomalowane drzwi. Jest to stosunkowo nowa atrakcja turystyczna, a jej historię znamy dzięki maderczykowi, który pracuje z moim chłopakiem.

Koniec spaceru na Zona Velha


 Nie bylibyśmy sobą bez odwiedzenia targu. Jest on niestety nastawiony pod turystów i strasznie drogi :(

 Punkt widokowy na klifie Cabo Girao.

 Sao Vincente, czyli wioska w północnej części wyspy. Niby nad morzem, ale już "wchodzi" w góry.

Camaro de Lobos, czyli urocza wioska rybacka na południu wyspy tuż obok Funchal. To głównie tam poławia się espadę, czyli rybę występującą jedynie na Maderze i u wybrzeży Japonii.

 Być bloggerem, być bloggerem...

 Punkt widokowy na Ponta da Pargo

 Porto Moniz- miasteczko na północy w którym znajdują się największe naturalne baseny na Maderze.


 Na wschodzie wyspy znajduje się Ponto do Sao Lourenco i mieliśmy wybrać się tam na trekking. Niestety wybraliśmy się tam z rana i po wyjściu z auta okazało się, że strasznie wieje, a do tego nad nami wisiały chmury. Trochę obawialiśmy się swojego nieprzygotowania na takie warunki pogodowe i odpuściliśmy.

 Madera to wygasły wulkan i tam widać to doskonale. Czułam się jakbym właśnie odwiedziła Marsa :)