czwartek, 27 kwietnia 2017

Dieta przeciwgrzybicza

Witajcie

Od pewnego czasu jestem na diecie przeciwgrzybiczej i chciałam wam dzisiaj napisać kilka słów na ten temat. Będzie o tym czym jest grzybica, skąd się bierze i jak wygląda dieta. Mam nadzieję, że może uda mi się komuś przybliżyć ten temat, bo niestety na grzybicę układu pokarmowego cierpi wielu z nas.

Czym jest grzybica?
Grzybica o której będę pisała spowodowana jest przez grzyby Candida albicans, które występują w naszym organizmie naturalnie. Niestety przy osłabieniu organizmu może nastąpić "atak" grzybów i sytuacja przestanie być normalna, a rozwinie się choroba nazywana drożdżycą czy kandydozą. Grzybica zaczyna się od układu pokarmowego, a następnie atakuje inne układy- może dostać się do krwi, zaatakować gardło, układ odpornościowy czy narządy płciowe.

Skąd się bierze?
Jak już wspominałam- grzyby Candida zamieszkują nasz układ pokarmowy wraz z całą masą bakterii, choroba zaczyna się wtedy kiedy grzyb zaczyna dominować i rozrastać się. Zaburzenie naszej naturalnej równowagi i mikroflory jelit zwykle spowodowane jest antybiotykoterapią. Problemem może być zarówno długie przyjmowanie antybiotyków, brak środków osłonowych i probiotyków, picie alkoholu przy antybiotykoterapii. To wszystko prowadzi do osłabienia organizmu i rozrostu grzyba, a jego rozmnażaniu się często sprzyja zła dieta obfitująca w cukier.

Objawy
Spektrum objawów jakie są obserwowane przy tej chorobie jest naprawdę szerokie co często powoduje, że zostaje zdiagnozowana późno. Grzybicy zwykle towarzyszą wszelkie nieprzyjemne dolegliwości ze strony układu pokarmowego: bóle brzucha, wzdęcia, biegunki, zaparcia, przelewanie się w brzuchu. Bardzo często obserwuje się biały nalot na języku, nieprzyjemny zapach z ust, ochotę na słodkie pokarmy (grzyb domaga się "dokarmienia)), słaba odporność, która przejawia się częstymi przeziębieniami, a także bólem gardła. Do objawów zalicza się też senność, a nawet takie objawy jak stany lękowe czy depresja.

Leczenie
Musi być ono "kompleksowe". Zaczyna się od przepisania przez lekarza antybiotyku, który ma grzyba zabić. Niestety sam antybiotyk nie załatwi sprawy. Bardzo ważną kwestią jest tutaj dieta i zażywanie probiotyków. Dieta ma sprawić, że grzyb nie będzie miał się czym odżywiać i nie zasiedli ponownie naszych jelit, a probiotyki są niezbędne w odbudowie naszej prawidłowej flory jelitowej.

Dieta przeciwgrzybicza w skrócie
Na wstępie należy zaznaczyć, że nie ma jednej, uniwersalnej diety przeciwgrzybiczej. W zależności od organizmu, nietolerancji, a także wielkości grzyba może się ona znacznie różnić. Najczęściej słyszałam o przeprowadzaniu jej przez 6 miesięcy, ale w niektórych przypadkach wystarczą 2-3, a są ludzie, którzy będą potrzebowali aż 2 lat. To samo tyczy się stosowania diety ścisłej, różne źródła mówią o okresie od 7 dni do 3 miesięcy. Sama stosowałam ją przez 10 dni, bo dłużej po prostu nie wytrzymałam.
  • Dieta powinna być lekkostrawna, żeby w przewodzie pokarmowym nie zostawały niestrawione resztki stanowiące pożywkę dla grzyba (z tego powodu należy ograniczyć podaż białka)
  • Dieta powinna znacznie ograniczać węglowodany, szczególnie proste
  • Powinniśmy jeść mało i często tak aby nasz układ pokarmowy spokojnie radził sobie z całym pokarmem 
  • Należy organizm dobrze nawadniać, ponieważ grzyby zostawiają w naszym organizmie toksyny, które trzeba jakoś z niego "wypłukać"
  • W ścisłej fazie należy stosować dietę niełączenia- jemy albo węgle i warzywa albo białko i warzywa
  • Dieta przeciwgrzybicza opiera się na warzywach
  • Należy unikać smażenia i pieczenia, zalecane jest gotowanie (przyznam szczerze, że nie zawsze przestrzegam tej zasady)
  • Unikanie glutenu może przyspieszyć leczenie, ale nie jest konieczne
  • Dietę należy wspomagać probiotykami w tabletkach (im więcej bakterii Lactobacillus acidophilus tym lepiej)
  • Im mniej przetworzone tym lepiej, należy unikać wszelkiej chemii w jedzeniu, przypraw z glutaminianem sodu- im krótszy skład tym lepiej
  • Dietę można wspierać także różnymi suplementami czy ziołami
Następnym razem postaram się dodać listę produktów, które są dozwolone i tych, które są zakazane. Na pewno wzbogacę ją o zdjęcia produktów konkretnych firm, które sprawdziłam i wiem, że są w porządku :) Dajcie znać czy może borykaliście się z tą chorobą lub podejrzewacie ją u siebie.

wtorek, 25 kwietnia 2017

Haul kosmetyczny

Witajcie

Promocja w Rossmannie zaczęła się kilka dni temu, a ja skompletowałam swoją wish-listę, którą tworzyłam przez ostatnie kilka tygodni. Wiele kosmetyków mi się kończy, a część uznałam, że wezmę na zapas, więc czas promocji trafił wprost idealnie! Tym razem to promocja -49%, a przy zakupie trzech produktów i pobraniu aplikacji Rossmann (trzeba się zarejestrować) jest aż -55%. Regulamin mówi o tym, że trzeba wziąć co najmniej 3 produkty z 3 różnych kategorii żeby się łapać, ale ekspedientki chyba nie są zbyt biegłe w regulaminie, bo dzisiaj stacjonarnie widziałam, że nie zwracają na to uwagi. Ja część zakupów zrobiłam online, a po resztę pojechałam do innego Rossmanna. Nie udało mi się kupić pudru ryżowego Wibo i korektora Affinitone.



1. Tusz  Volume Million Lashes So Couture so black, L'Oreal, 9,5 ml, 60,99 zł- recenzję innej maskary z tej serii znajdziecie tutaj. W internetach huczało, że wszystkie są rewelacyjne, więc postanowiłam to sprawdzić :)
2. Podkład True Match, L'Oreal, 30 ml, kolor 2N, 59,99 zł- o tym podkładzie słyszałam już dawno i słyszałam cuda. Kolor brałam na chybił trafił, ale w drogerii zweryfikowałam, że będzie ok. Jak na razie mam jeszcze Essence i Catrice, więc grzecznie poczeka na swoją kolej.
3. Korektor rozświetlający Deluxe Brightener, Wibo, 1,7 g, 18,99 zł- wzięłam z braku Affinitone, ale chyba się nie polubimy. Ma lekko różowe tony i słabo kryje, jakiegoś wypas rozświetlenia też póki co nie widzę. Dam mu szansę i go zużyję, ale wydaje mi się, że niecałe 2 dychy za ten korektor byłyby stratą kasy.
4. Zielony korektor Magic Pen, Lovely, 2 ml, 9,99 zł- w cenie poniżej 5 złotych uznałam, że nie ryzykuję zbyt wiele. Widziałam zarówno pozytywne, jak i negatywne opinie na jego temat. Po pierwszym użyciu nie widziałam szczególnego działania, ale jemu też dam szansę.
5. Kredka do brwi, Wibo, nr 2, 11,39 zł- już ją wypróbowałam i mówiąc szczerze- petarda! Super, że ma grzebyczek (nie muszę biegać i szukać swojego), a poza tym kolor jest świetny. Kredka jest precyzyjna i fajnie się jej używa. Myślę czy nie zrobić od razu zapasu i nie kupić też jaśniejszego koloru na początek brwi.
6. Bananowy puder sypki, Wibo, 5,5 g, 15,49 zł- internety przekonały mnie, że muszę spróbować, bo to cudo :) Poczeka jeszcze na swoją kolej, bo mam do zdenkowania inny puder (nie lubię otwierać 10 rzeczy na raz).
7. Puder sypki Fixing Powder, Wibo, 6 g, 12,99 zł- złapałam go, bo nie było ryżowego, a słyszałam o nim wiele dobrego. W dodatku ma świetną cenę i większą pojemność od banana. Ciekawe czy u mnie da radę :)
8. Czarny eyeliner, Lovely, 2,5 g, 7,99 zł- byłam wierna eyelinerowi Eveline, ale zachciało mi się testów. Zobaczymy czy jest lepszy czy jednak powinnam zostać przy sprawdzonym produkcie.
9. Czarny eyeliner, Wibo, 4 g, 8,99 zł- uznałam, że jeden eyeliner pewnie szybko się skończy i zarządziłam test wszystkich tanich linerów z Rossmanna :)
10. Pomadka matowa Milion Dolar Lips, Wibo, 13,79 zł- mam już dwie pomadki z tej serii i numer 1 to mój hit roku. Tym razem postawiłam na nudziakową piątkę. Mówiąc szczerze ma kolor moich ust i ładny brąz zaczyna się wybijać przy drugiej warstwie :D
11. Lakier do paznokci, Wibo, kolor 13, 8,5 ml, 8,29 zł- nie mam obecnie żelu na paznokciach, a lakierów nie kupowałam już tak dawno, że nie miałam nic logicznego czym można by pomalować paznokcie. Ten ma świetny kolor (ciemniejszy niż na zdjęciu, fioletowo-niebieski) i fajnie się nakłada. Jak na razie jestem zadowolona z efektu na paznokciach, ale będę go jeszcze prześwietlać :)


1. Gąbeczki do makijażu, ok. 2 zł, Aliexpress- od dawna chciałam wypróbować którąś ze słynnych gąbeczek do makijażu, ale jakoś wydanie 30 złotych na gąbkę było dla mnie barierą zaporową. Od niedawna jestem maniaczką Aliexpress i kupiłam już milion pierdół (jak wszystko przyjdzie to mogę zrobić wam posta). Zestaw gąbeczki dużej i małej do korektora kosztował mnie około 2 złote i jestem bardzo ciekawa jak ten gadżet się sprawdzi.
2. Malinowe masło do ust, Nivea, 8,99 zł, 16,7 g- od pewnego czasu maniakalnie dbam o swoje usta (wynika to z dużego problemu jaki z nimi miałam) i postanowiłam kupić jakiś balsam, który będzie leżał cały czas na biurku :) Pachnie jak malinowa mamba i żałuję, że nie poczekałam jednego dnia dłużej, bo byłby w promocji -55% w Rossmannie :(
3. Maseczki Ziaja, 1,59 zł, 7 ml- mam braki w peelingach i maseczkach do twarzy, więc kupiłam dwie ulubione Ziaji ;) Ubolewam, że nie ma ich w wersji w tubce.
4. Korektor Perfect Match, L'Oreal, 35,99 zł, 5 ml, kolor 1N- nie znalazłam nigdzie korektora Affinitone, więc skusiłam się na L'Oreal o którym słyszałam dużo dobrego. Na razie poleży i poczeka na zużycie Wibo.

Dajcie znać czy skusiła was promocja Rossmanna czy ją sobie odpuściłyście. Ja mam w planach odwiedzenie Hebe, ponieważ Rossmann nie prowadzi marki Essence, a moje ulubione kredki do oczu pochodzą właśnie z tej firmy (i zużywam je w zastraszającym tempie).

niedziela, 23 kwietnia 2017

Tydzień w zdjęciach (Week 89 i 90)

Witajcie 

Nie dodawałam tego posta w zeszłą niedzielę ze względu na święta, które spędzałam odpoczywając :) Dzisiaj nadrabiam i dodaję dwa tygodnie za jednym zamachem :)

Ryba z masą warzyw :)

Sałatka z jajkiem 

 Przedświąteczny trening ;)

 Nie było mnie na treningu w Wielką Środę, ale miałam możliwość pojechać na zawody z resztą drużyny kolejnego dnia i wykonać  trening na świetnej siłowni w Szopienicach :) Nie mogłam startować ze względu na to, że rocznikowo mam 24 lata, a zawody młodzieżowe obowiązują do lat 23 :(

 Pudełko Liferia jako mój mały zajączek- recenzja tutaj :)

 Na święta upiekłam sobie chleb żytni na zakwasie, chcecie przepis?

 Coś co miało być majonezem na święta niestety mi nie wyszło, ale okazało się, że można to przerobić na świetny sos! Tutaj "tortilla" z tym właśnie sosem :)

 Mega ochota na słodkie śniadanie zbyta- placki twarogowe z sosem z ksylitolu, oleju koko i kakao :) brakowało mi takich śniadań!

 Szakszuka, czyli jajka gotowane na pomidorach :)

 Świąteczny fit-serniczek, przepis umieszczałam już na blogu i znajdziecie go tutaj

 W Biedronce dorwałam wege pasztet z ciecierzycy i smaruję nim wafle ryżowe :) Pasztetem bym tego nie nazwała, ale jest dobre :D

 Moje Rossmannowe łupy :) Chcecie osobny post? Planuję dokupić jeszcze parę drobiazgów w Hebe, więc mogę zrobić haul zakupowy 


Na moim fanpage na facebooku znajdziecie filmiki z ostatnich kilku treningów --> KLIK. Wiem, że wiele osób nie wie jak to wygląda, więc zapraszam do oglądania :)

Życzę wam miłej niedzieli i sama lecę kontynuować naukę. Mam jutro kolokwium z osadów ściekowych w języku angielskim i idzie mi jak po grudzie, ale dam radę :) 

piątek, 21 kwietnia 2017

Certyfikaty żywności

Witajcie

Przed napisaniem tego posta byłam święcie przekonana, że istnieje cała ogromna lista certyfikatów żywności, które mówią o tym, że dany produkt jest bio czy eko, a tu się okazuje, że wcale nie jest ich aż tak dużo. To tylko dowodzi jak bardzo zwodzą i oszukują nas producenci żywności, którzy bardzo często sami przyznają sobie niestworzone certyfikaty czy też certyfikują swoją żywność za pomocą certyfikatów, które nie są wydawane przez jednostki akredytowane.

Certyfikaty żywności dzielimy na dwie grupy- funkcjonujące w całej Europie oraz funkcjonujące w Polsce. Unijne są wprowadzane przez odpowiednie organy UE, natomiast polskie uznane są przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Certyfikaty funkcjonujące w Polsce wydają akredytowane jednostki certyfikujące, których listę można znaleźć na stronie MRiRW.

Unijne systemy jakości żywności:

  • Unijny system ochrony dla produktów regionalnych i tradycyjnych
  • Unijny system dla produktów rolnictwa ekologicznego
Polskie systemy jakości żywności:
  • Integrowana produkcja (IP) Urzędowo Kontrolowana
  • System "Jakość tradycja" (JT)
  • Quality Meat Program (QMP)- program jakości mięsa wołowego
  • Pork Quality System (PQS)- program jakości mięsa wieprzowego
  • Quality Assurance for Food Products (QAFP)- System Gwarantowanej Jakości Żywności



Chroniona Nazwa Pochodzenia- unijny znak jakości, który przyznawany jest produktom regionalnym charakteryzującym się wysoką jakością, a ich nazwa nawiązuje do miejsca pochodzenia/wytwarzania. Obecnie jedynie 9 polskich produktów chronionych jest tym znakiem i są to m.in bryndza podhalańska i oscypek. 
Chronione oznaczenie geograficzne- unijny znak jakości, który potwierdza regionalność i wyjątkową jakość produktów. Ich nazwa nie musi już być tak bardzo powiązana z miejscem wytwarzania jak w ChNP, wystarczy także, że tylko jedna z faz wytwarzania produktu będzie się odbywać na obszarze występującym w nazwie. 18 produktów polskich widnieje na tej liście, należą do nich m.in rogal świętomarciński, śląski kołocz czy ser koryciński.
Gwarantowana tradycyjna specjalność- unijny znak jakości, który przyznawany jest produktom tradycyjnym. Powinny one być wytwarzane według tradycyjnej receptury z tradycyjnych surowców. Nasz kraj posiada 9 produktów legitymujących się tym znakiem, a najbardziej znane to kabanosy, kiełbasa myśliwska i kiełbasa jałowcowa.'

Nie udało mi się niestety znaleźć pełnych list dla całej Europy, ale jeżeli podróżujecie do danego kraju to warto wyszukiwać po angielskiej nazwie certyfikatu i dodać nazwę kraju :)

Euroliść to moim zdaniem najważniejszy certyfikat na jaki osoby zdrowo się odżywiające powinny zwracać uwagę, bo mówi nam najwięcej i widnieje na produktach, które są pewne. Euroliść to znak europejskiego systemu dla produktów rolnictwa ekologicznego. Rolnictwo ekologiczne tego systemu powinno być wolne od nawozów sztucznych, pasz, GMO. Produkcja powinna się odbywać w sposób przyjazny dla środowiska. Jeżeli produkt jest certyfikowany Euroliściem to znaczy, że 95% jego zawartości to składniki produkowane metodami ekologicznymi. Uzyskanie tego certyfikatu jest możliwe po przejściu pozytywnie kontroli przeprowadzanej przez akredytowaną jednostkę certyfukującą, a przedłużanie certyfikatu następuje co roku.


Nie będę wam opisywać wszystkich polskich systemów, ale wrzucę wam jak wyglądają ich loga, bo to najprostszy sposób ich zapamiętania :)

Jakość Tradycja

System Gwarantowanej Jakości Żywności

Quality Meat Program

Pork Quality System

Integrowana Produkcja Urzędowo Kontrolowana 

Jedną z ciekawszych rzeczy, która moim zdaniem może być przydatna przy podróżach po Polsce to Lista produktów tradycyjnych.

Na polskim rynku możemy spotkać wiele produktów niemieckich (Rossmann, Lidl czy Aldi)- najważniejszy niemiecki znak ekologiczny to Bio-Siegel:


Produkty bezglutenowe- producent może nazwać produkt bezglutenowym w przypadku kiedy zawiera on poniżej 20 ppm glutenu (czyli bardzo, bardzo mało). Producent może to napisać, oznaczyć wymyślonym przez siebie znakiem lub też oznaczyć znakiem licencjonowanym, którym jest przekreślony kłos. W przypadku takich produktów możemy mieć pewność, że u danego producenta został przeprowadzony audyt i nie musimy się martwić o bezpieczeństwo jego stosowania.

Dajcie znać czy taki przegląd certyfikatów wam się spodobał i czy zwracacie uwagę na to co kupujecie. Patrzycie na certyfikaty czy może tak jak ja daliście się nie raz nabrać na te, które producenci przyznają sobie sami?


środa, 19 kwietnia 2017

Tusz do rzęs L'Oreal Volume Million Lashes Fatale

Witajcie

Dzisiaj przychodzę z recenzją genialnego tuszu do rzęs, który odkryłam niedawno dzięki Karolinie z kanału Marka. Jakiś czas temu byłam na weselu przyjaciółki i jak zwykle makijaż robiłam sobie sama. Miałam sprawdzony podkład, potrafiącą przetrwać godziny pomadkę, ale tusz, który miałam strasznie się osypywał, a przy takiej okazji nie mogłam sobie pozwolić na wygląd pandy. Rano przed samym ślubem ruszyłam do Rossmanna i dosłownie złapałam pierwszy tusz, który kojarzyłam z recenzji z YT. I okazało się, że to jest petarda!

O produkcie
Volume Million Lashes Fatale firmy L'Oreal to tusz mający nadać naszym rzęsom maksymalną objętość. Jest to klasyczny, czarny tusz, jego pojemność to 9,4 ml.

Moja opinia 
Maksymalna objętość to chyba najlepsze określenie jakim można nazwać ten produkt. Moje rzęsy są dosyć krótkie i niezbyt gęste, a więc potrzeba im wydłużenia, pogrubienia i podkręcenia na raz. W przypadku tego tuszu mogę powiedzieć, że tak jest i efekt, który daje na rzęsach jest genialny. Tusz ma silikonową szczoteczkę i łatwo się nim obsłużyć, ładnie rozdziela rzęsy, ale trzeba uważać z ilością, bo można przesadzić i posklejać rzęsy. Jest genialny od razu po otworzeniu, a zdarzało mi się w przeszłości, że tusz trzeba było używać tydzień-dwa, żeby dostało się do niego powietrze i zaczął robić efekt 'wow'. Dodatkową zaletą jest to, że kosmetyk 'cieszy oko', bo jego opakowanie jest po prostu bardzo ładne ;)


Wady 
Tusz minimalnie się osypuje, ale nie jest to bardzo uporczywe czy widoczne zjawisko. Denerwujące jest w nim to, że jest go ciężko zmyć z rzęs w 100%, po demakijażu cały czas mam wrażenie, że jeszcze minimalna ilość produktu osadziła się na linii rzęs i nie chce się domyć. Wadą jest zdecydowanie jego cena, bo w Rossmannie dostaniemy go za 60,99 zł. Na pewno jest produktem wartym uwagi w czasie promocji -49% (widziałam go w lepszych cenach w drogeriach internetowych).

Tak jak już wspomniałam - jak dla mnie jest to genialny produkt i musiałam się tym z wami podzielić! Wiem, że jest jeszcze kilka innych wersji tego tuszu- dajcie znać jeżeli używałyście którejś i się sprawdziła! Ja mam zamiar jutro upolować na Rossmannowej promocji wersję So couture :)

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Cytrynowo-kokosowy fit-sernik

Witajcie

Ze względu na moją dietę mam wiele ograniczeń i od prawie trzech tygodni nie spożywam niczego słodkiego. Jak na kogoś kto codziennie wsuwał słodkie śniadanie to naprawdę ciężka przeprawa. Chciałam mieć w miarę normalne święta i zaczęłam kombinować nad tym co mogę zrobić, żeby zjeść coś słodkiego bez szkody dla leczenia. Szybko udało się wykombinować, że sernik jest ciastem, które da się przerobić tak, żebym mogła je jeść. Przyznam szczerze, że obawiałam się, że nie wyjdzie, ale uwierzcie, że jest pyszny! Cytrynowo-kokosowa nuta, lekko wilgotny w środku- jak dla mnie wypas ;)


Składniki
1 kg twarogu półtłustego
6 jajek
ksylitol (szklanka - ok 200 gram)
2 łyżki mąki kokosowej
sok z cytryny, skórka z cytryny
3 łyżki oleju kokosowego nierafinowanego
olej koko i wiórki do wysmarowania formy
opcjonalnie łyżeczka proszku do pieczenia (u mnie bez)


Sposób przygotowania
Rozgrzewamy piekarnik na 180 stopni. Twarożek blendujemy na gładką masę (zajęło mi to około 10 minut), a w połowie blendowania dodajemy płynny olej kokosowy (można rozpuścić go w mikrofali albo w kąpieli wodnej). Następnie ucieramy żółtka z ksylitolem, w osobnej misce ubijamy białka. Po porządnym połączeniu się żółtek z cukrem brzozowym dodajemy do nich twaróg i mąkę kokosową (wrzuciłam wiórki kokosowe do młynka do kawy i tak otrzymałam mąkę, jeżeli możesz jeść zwyczajną mąkę możesz użyć budyniu waniliowego) i miksujemy około 5 minut. Na koniec do masy dodajemy ubite białka, czekamy aż składniki się połączą i dodajemy sok z cytryny oraz skórkę (to także moment na dodanie proszku do pieczenia jeżeli go używasz). Miksujemy wszystko aż do porządnego połączenia się składników, blaszkę smarujemy olejem kokosowym i wysypujemy wiórkami. Wlewamy masę do formy i pieczemy 50 minut, następnie wyłączamy piekarnik i trzymamy sernik kolejne 10 minut. Ostatnim etapem jest uchylenie drzwiczek piekarnika i trzymanie w nim sernika aż do ostygnięcia. 


Sernik wychodzi dosyć płaski, a więc możesz spróbować z proszkiem, jeżeli chcesz uzyskać wyższe ciasto. Sernik w środku jest dosyć wilgotny, więc możesz użyć większej ilości mąki kokosowej lub też dodatkowo dodać jeden budyń waniliowy, jeżeli chcesz nieco ograniczyć ten efekt. Im lepiej zblendujesz ser tym bardziej kremowy będzie sernik! :)

Dajcie znać czy lubicie serniki i czy jedliście już coś podobnego :)

czwartek, 13 kwietnia 2017

Pudełko Liferia

Witajcie

Do mnie dotarł już dzisiaj zajączek- pudełko kosmetyczne Liferia :) Jak wiecie uwielbiam kosmetyki, a to kolejny kosmetyczny box, który mam okazję testować.


Pudełko jest malutkie, ale skrywa w sobie 5 fajnych produktów. Poza tym jak widać na zdjęciach- przychodzi pięknie zapakowane :) Kosmetyki są owinięte papierem i wstążeczką, a w pudełku znajdziemy ulotkę od zespołu Liferia.



Od lewej:
1. Pęseta ,The Vintage Cosmetic Company- pęseta w stylu vintage w jednym z moich ulubionych kolorów- brudnym różu. Na razie będzie czekać na swój czas, ponieważ mam porządną pęsetę z Primarka, ale znam siebie aż za dobrze i wiem, że takie rzeczy gubię nagminnie. 
2. Miniaturka żelu pod prysznic, Apple and Bears, 50 ml- nie szykują mi się w najbliższym czasie żadne wyjazdy, więc pewnie zużyję ją w warunkach domowych. Nigdy nie miałam produktów tej firmy, a na opakowaniu widnieje informacja o tym, że powstały w Anglii. Zaciekawił mnie także zapach- granat i aloes
3. Płyn micelarny do demakijażu, BalneoKosmetyki, 250 ml- płynów micelarnych i toników nigdy za wiele- u mnie zawsze szybko się kończą. W dodatku ten konkretny kosmetyk pochodzi z Polski i jest robiony na bazie wód leczniczych z miejscowości zdrojowych. Mam już tego typu, polski i "zdrojowy" żel do mycia buzi i jestem z niego zadowolona, więc płyn przetestuję z przyjemnością kiedy tylko skończy się Biolaven. 
4. Wiseiołkowy tonik, Naturali, 200 ml- kolejny polski i naturalny produkt! Za takie właśnie produkty pudełko dostaje ode mnie plusa :) Uwielbiam testować nieznane mi firmy, a zwłaszcza jeśli są polskie. Wjedzie prawdopodobnie razem z płynem micelarnym kiedy skończę Biolaven. 
5. Miniaturka kremu nawilżającego, Ahava, 15 ml- kolejna firma o której nigdy nie słyszałam! Po wygooglowaniu wiem już, że wykorzystują minerały z Morza Martwego. Jak już wspominałam- w najbliższych miesiącach nigdzie się nie wybieram, więc pewnie pójdzie w ruch za niedługo.


 Do was też może przyjść zajączek! 
Macie możliwość zamówienia pudełka do północy 20 kwietnia i z kodem chocollate_march otrzymacie dodatkowy szósty produkt! Kod należy wpisać w polu "komentarze" przy składaniu zamówienia :) 
Pudełko zamówić możecie tutaj za 59 zł (przesyłka jest darmowa).

Dajcie znać czy się skusicie! :)

wtorek, 11 kwietnia 2017

#1 Jak nie dać się oszukać producentom żywności?

Witajcie

Dzisiaj temat o, którym coś tam już wiedziałam, ale dopiero ostatnio zaczęłam zauważać jak bardzo producenci żywności nas oszukują. Jak wiecie ostatnio jestem na diecie przeciwgrzybiczej i jestem zmuszona do stosowania wielu ograniczeń. Z tego powodu spędzam w sklepach mnóstwo czasu na studiowaniu etykiet i niejednokrotnie po 40 minutach chodzenia po sklepie wychodzę z niego z 4 rzeczami, z czego dwa to buraki i marchewki. W ostatnim czasie przeczytałam miliard for internetowych w poszukiwaniu wskazówek odnośnie tego co mogę spożywać i dowiedziałam się na temat zdrowej żywności wielu ciekawych rzeczy, a później zaczęłam zwracać na nie uwagę na zakupach. I jak się okazało zrobienie zdrowych zakupów wcale nie jest takie łatwe. Mam zamiar opisać wam kilka ze swoich spostrzeżeń, a w przyszłości opisać wam kilka konkretnych przykładów z którymi miałam styk.

BIO, Eko i inne
Producent może napisać o produkcie, że jest BIO, Eko czy też organiczny tylko w przypadku posiadania certyfikatu EuroLiścia (będzie o tym w kolejnych postach). Produkt, który lansowany jest jako ekologiczny, bio, eko, organic to produkt, który został wyprodukowany w taki sposób nieszkodzący środowisku, a także nam- konsumentom. W żywności legitymującej się certyfikatem EuroLiścia nie może być chemii, szkodliwych konserwantów czy barwników, nie zostały one poddane GMO, nie używano do ich produkcji pestycydów, a zwierzęta nie były karmione szkodliwymi paszami. Należy jednak uważać, gdyż na rynku ciągle sporo jest producentów, którzy umieszczają powyższe słowa na swoich produktach, a nie mają certyfikatu. Warto zwrócić także uwagę na to, że słowa "zdrowa żywność" nie są nijak certyfikowane i może ich używać każdy Janusz w sposób jaki tylko mu się podoba.


Fit i light
Tak naprawdę słowa "fit" i "slim" mogą znaczyć wszystko i nic, ale zazwyczaj znaczą to drugie. Nie znalazłam żadnych regulacji prawnych, które regulowałyby jakoś użycie tych dwóch słów przez producentów. Mają one tylko sugerować, że dana rzecz jest dla nas lepsza, zdrowsza, pomoże schudnąć, a po przeczytaniu składu już niekoniecznie tak jest.
"Dietetyczny" - tego słowa producenci nie mogą używać na produktach powszechnego użytku i mówiąc szczerze na sklepowych półkach mało co jest tak obecnie nazywane.
"Zmniejszona zawartość"- może być używany w przypadku produktów w których obniżona zawartość danego składnika wynosi co najmniej 30% procent w stosunku do normalnie stosowanej.
"Zmniejszona zawartość energetyczna"- może być stosowane wtedy kiedy produkt ma zmniejszoną zawartość energetyczną o co najmniej 30% w stosunku do produktu standardowego.
"Lekki", "light"- takie same znaczenie jak dla "zmniejszona zawartość", przy czym bardzo często okazuje się,  że produkt, który jest light i ma obniżoną do 0% zawartość tłuszczu ma suma summarum więcej kalorii niż produkt klasyczny. Dzieje się tak dlatego, że producent musi nam jakoś zrekompensować braki, które mogłyby wpłynąć na smak produktu i wciskają w niego wiele niepotrzebnych rzeczy jak np. większe ilości węgli na rzecz usuniętego tłuszczu.

Kraj pochodzenia prawdę Ci powie
Ostatnio sama złapałam się na tym, że już miałam w rękach ksylitol o bardzo atrakcyjnej cenie i gramaturze, jednak coś mi śmierdziało. Z opisu producenta nie dowiedziałam się niczego więcej, więc zaczęłam drążyć etykietę bardziej dokładnie. Co się okazało? Ten tani ksylitol był chiński, natomiast drugi, droższy fiński. Warto zwracać uwagę na kraj pochodzenia, chociażby ze względu na to, że produkty wytwarzane na terenie UE są certyfikowane na warunkach jakie stawia Unia (EuroLiść) i pewniejsze. Poza tym czasem kraj pochodzenia na zasadzie skojarzenia logicznego może podpowiedzieć nam czy wybieramy dobrze czy raczej średnio. Z reguły omijam żywność chińską, bo to nie mi się zbyt dobrze. Tak samo holenderskie truskawki w środku zimy. Zima chyba nie jest porą roku kiedy w Holandii panuje sezon na te owoce, prawda?


Zdrowa żywność się ceni
Nie twierdzę, że nie da się kupić dobrego produktu w niskiej cenie, ale czasem warto się zastanowić (tutaj występuję ja i chiński ksylitol, który prawie kupiłam) czy to co trzymamy w rękach faktycznie może być zdrowe i tak tanie. Produkcja zdrowej żywności zwykle wymaga nakładu większej pracy, a co za tym idzie- jest droższa. Krowa hodowana na gospodarstwie ekologicznym daje znacznie mniej mleka, niż te które są hodowane przemysłowo. Czasem coś jest tańsze i z pozoru wydaje się zdrowe, jednak po przeczytaniu etykiety okazuje się, że kraj pochodzenia, skład i brak certyfikatów żywności mówią coś zupełnie odwrotnego.

Data ważności
Produkty zdrowe nie powinny zawierać konserwantów (albo zawierać w niewielkich ilościach, te mniej szkodliwe, no i bez "miksów" konserwantów- okazuje się, że wpływ przebadanego konserwantu na zdrowie, może być zupełnie inny w przypadku jego występowania w grupie z innymi konserwantami), a co za tym idzie ich data ważności jest zwykle krótsza. Jeżeli trzymasz w ręku coś co ma datę do 2019 to lepiej zastanów się czy w przypadku tego produktu jest to normalne czy raczej należy się bliżej przyjrzeć etykiecie.

Dajcie znać czy zwracacie uwagę na etykiety widniejące na jedzeniu i co sądzicie o takich postach. Wszystko było dla was znane i oczywiste czy może coś nie do końca? Jak zawsze chciałabym jeszcze napisać jakieś 3 razy więcej, więc zastosuję podział na kilka "mniejszych" postów :)

niedziela, 9 kwietnia 2017

Tydzień w zdjęciach (Week 87 i 88)

Witajcie

W zeszłym tygodniu korzystałam z pięknej wiosennej pogody i większą część dnia przebywałam poza domem :) Dzisiaj nadrabiam te braki i dodaję dwa tygodnie w zdjęciach jednocześnie. Niestety dzisiaj pogoda nie jest już taka piękna jak tydzień temu, a dodatkowo muszę się uczyć na jutrzejszą ustną część kolokwium :(

Sok z marchwi i buraka

Kura, sałatka i szpinaczek :)

 Pierwsze śniadanie na nowej diecie- jajka na szpinaku 

Zawitał do mnie kurier i przyniósł nowego JoyBox'a :) Możecie poczytać o nim tutaj

 Jestem obecnie na diecie przeciwgrzybiczej, która jest niestety dosyć trudna i wymaga kombinowania. Na zdjęciu część moich pierwszych zakupów, jak się niestety okazało dwie z przypraw jednak się dla mnie nie nadają :( (sól i cukier w składzie, jestem już maniakiem czytania składów)

 W zeszłą sobotę po długiej przerwie zaliczyłam 70 kg w przysiadzie ze sztangą z tyłu

 W niedzielę wybraliśmy się nad Jezioro Paprocany - pogoda była cudowna :)

 Znajomi pizza, ja woda z cytryną :D Niestety przy obecnej diecie ciężko cokolwiek zamówić w restauracji

 W poniedziałek zaliczyłam bardzo ładny trening :) A w piątek udało się wyrównać rekord w przysiadzie ze sztangą z tyłu - 75 kg. Przed zawodami czeka mnie jeszcze dużo ciężkiej pracy, ale widzę efekty!

 W dni treningowe staram się jeść więcej węgli- tutaj moja śniadaniowa owsianka

 Poznaję nowe smaki- wafle gryczane nie takie złe ;)

 Kolejna owsianka :) A od piątku mam w domu kozie mleko, owsianka na mleku to już o wiele smaczniej niż na wodzie

Sadzone jajko na drugie śniadanie

 Woda z cytryną wjeżdża obowiązkowo przed każdym śniadaniem - świetnie działa na odporność (co jest szczególnie ważne przy moim leczeniu), a do tego nawadnia organizm z samego rana, dzięki czemu śniadanie może być lepiej wykorzystane :)

 Omlet ze szpinakiem i kozim serem

Miłego tygodnia Kochani! :)