piątek, 31 marca 2017

JoyBox "Precious"

Witajcie

Dzisiaj do moich drzwi zawitał kurier i przyniósł ze sobą oczekiwany JoyBox "Precious". Jest to całkiem trafione pudełko, dwa z pięciu produktów są mi potrzebne dosłownie na już :)



1. Kreatynowa odżywka do włosów, Laboratorium Pilomax, 200 ml- będzie czekać na zużycie odżywki z Balea, bo nie lubię mieć otwartych dziesięciu produktów na raz :) Mam nadzieję, że faktycznie porządnie nawilży moje włosy, które po prawdzie najbardziej potrzebują fryzjera..
2. Nawilżająco-odżywczy żel do mycia twarzy, Teramissa, 200 ml- bardzo, bardzo ciekawy produkt :) Producent obiecuje, że 99% składników jest naturalne, a cały żel jest na bazie wody termalnej z Podhala. Z tych informacji wnioskuję, że jest to produkt Polski, a to tylko mnie zachęca :) W składzie widzę niestety parabeny, ale dosłownie na samym końcu składu. Żel do mycia buzi jest mi potrzebny od zaraz, bo starego zostało jeszczcze kapkę (i mówiąc szczerze mam go dość).
3. Rabat 20%, Lash Up- oddam komuś kto mieszka w Warszawie, jeżeli ktoś chętny się znajdzie :)


1. Olejek do demakijażu, Vianek, 150 ml- kolejny produkt, którego zacznę używać jeszcze dzisiaj! Jakiś czas temu skończył mi się płyn dwufazowy do demakijażu i do zmywania oczu używam płynu micelarnego. Niestety to nie moja bajka i na makijaż oka trzeba czegoś tłustego :) Poza tym chciałabym spróbować pójść w kierunku pielęgnacji koreańskiej i zmywać makijaż całej twarzy tego typu produktem. Poza tym uwielbiam Vianka i cieszę się, że mam kolejny produkt tej firmy w swojej kolekcji. Chcecie zbiorczą recenzję Vianka?
2. Bio-olejek do ciała, Kneipp, 20 ml- będzie musiał zaczekać na  swoją kolej, ale wszelkie olejki, które można użyć do peelingu kawowego czy masażu są u mnie mile widziane :)
3. Czekoladowe plastry z woskiem, Delia, 16 sztuk- mówiąc szczerze nie wiem czy się odważę na ich użycie :D Jestem w tej kwestii tradycjonalistką i jakoś wolę golenie nóg za pomocą golarki. Nie bardzo mam też komu je oddać, więc będę musiała się nad tym poważnie zastanowić :)

To już wszystkie produkty, które znalazły się w pudełku. Produktów nie było dużo, ale wszystkie są pełnowymiarowe, a do tego zawartość pudełka bardzo mi spasowała :)

Pudełko kupicie tutaj za 49 zł z wysyłką gratis :)

Dajcie znać, czy subskrybujecie jakieś boxy i co o nich myślicie :)

niedziela, 26 marca 2017

Tydzień w zdjęciach (Week 86)

Witajcie

Dzisiejszy post wrzucam w przerwie od nauki :) Niestety ostatni semestr studiów jest zwykle krótszy niż normalny, a do tego wszyscy chcą żebyśmy mieli jak najwięcej czasu na pisanie pracy, więc niestety jutro mam już pierwsze kolokwium. Nie bardzo umiem się "wkręcić" dzisiaj w naukę, zwłaszcza, że pogoda jest całkiem ładna na spacer :(

 Inżynier potrafi :D Na poniedziałkowym treningu po prostu nie byłam zdecydowana ile zrobię, więc dokładałam, dokładałam po trochu, aż wyszło to :D

 We wtorek spotkałam się z moją Eweliną, która przyjechała na kilka dni do Polski :)

 Niestety nie miałam żadnego dobrego miejsca w Gliwicach, które byłoby blisko dworca. Poszłyśmy do Poprosię (stara Mięta, moim zdaniem tamto bistro było o klasę wyżej od obecnego) i trochę się zawiodłyśmy :( Kolejne miejsce w Polsce, gdzie nie widzą różnicy pomiędzy bekonem, a zwykłym podgrzanym kawałkiem boczku :(

 We wtorek dla odmiany potrenowałam na siłowni Politechniki Śląskiej :)

 Niestety w środę mnie rozłożyło i czwartek postanowiłam spędzić w łóżku i się kurować :(

 Pyszny omlet bananowy z miodem i wiórkami kokosowymi

W sobotę pomimo przeziębienia udało się zrobić całkiem przyzwoity trening :)

Dajcie znać jak wy spędziliście ostatni tydzień i czy nie dopadła was fala chorób, które znowu grasują :(

piątek, 24 marca 2017

Kotleciki z tuńczyka

Witajcie

Dzisiaj mam dla was turbo-prosty i turbo-szybki przepis na białkowe kotleciki z tuńczyka. Ostatnio mam problemy z proporcjonalnym rozkładem białka na posiłki, więc zwykle zdarza mi się jeść jeden bardziej białkowy posiłek. Do takich kotlecików dobrze jest dorzucić jakieś wartościowe źródło węgli- brązowy ryż, makaron czy kaszę oraz warzywa- wtedy posiłek będzie dobrze zbilansowany :)


Składniki
puszka tuńczyka w sosie własnym
połowa małej cebulki
jajko
łyżeczka oleju kokosowego (ja smażyłam bez- ale opcja jest dla tych, którzy nie mają porządnej patelni)
2 łyżki płatków owsianych
sól, pieprz, ulubione przyprawy (u mnie mieszanka grecka i dalmatyńska ziół)

Sposób przygotowania
Tuńczyka odsączamy i przerzucamy do miseczki, następnie rozdrabniamy go na mniejsze cząstki widelcem. Dodajemy posiekaną drobno cebulkę, jajko, płatki owsiane oraz przyprawy. Wszystko dokładnie mieszamy tak aby konsystencja nadawała się do smażenia (jeżeli masa jest zbyt luźna dodaj więcej płatków lub ciemnej mąki). Rozgrzewamy olej kokosowy na patelni i łyżką nakładamy na patelnię masę, którą formujemy w kotleciki. Smażymy po ok 2 minuty z każdej strony (należy patrzeć czy wszystko ładnie się ścięło). Polecam podawać z sosem czosnkowym :)

Rozkład makro (puszka tuńczyka, gdzie masa ryby to 120 g):
Wartość odżywcza: 316 kcal
Tłuszcz: 13 g
Węglowodany: 13 g
Białko: 37 g

Dajcie znać czy lubicie tuńczyka i tego typu potrawy :)

wtorek, 21 marca 2017

Fitatu- najlepszy dziennik żywieniowy

Witajcie

Od dosyć dawna testuję różnego typu aplikacje i strony do prowadzenia dziennika żywieniowego. Przyznam szczerze, że nie korzystam z nich raczej w celu zapisywania pomiarów czy też prowadzenia dziennika treningowego, a głównie pod kątem jedzenia. Sprawdziłam slank.pl (obecnie niedziałający), potreningu.pl, MyFitnessPal, aż w końcu trafiłam na Fitatu i to jest miłość :) Znalazłam swój ideał i dzisiaj chcę wam powiedzieć o zaletach tej aplikacji oraz trochę o jej używaniu.

Fitatu ściągnęłam ze sklepu Play i jest to aplikacja darmowa, nie znalazłam w niej żadnych płatnych ograniczeń.

Tak wygląda ikona aplikacji (tuż obok apki Maca :D)


Rozpoczynając przygodę z aplikacją musimy wpisać tam trochę danych. Zaczynamy od podstawowych typu płeć, masa ciała, masa docelowa, poziom aktywności oraz swój układ posiłków (moim zdaniem super, że aplikacja to uwzględnia, bo czasem nasze żywienie różni się od standardowego). Ustalamy także stopnień aktywności w ciągu dnia (pod każdym z nich jest dokładny opis) oraz poziom aktywności treningowej. Następnie możemy wpisać ile chcemy chudnąć tygodniowo, albo ręcznie wpisać rozkład dzienny makroskładników (świetna opcja dla osób, które są w temacie i nie chcą proporcji narzuconych z góry). 


Później przechodzimy do wyboru bazy produktów i wpisywania posiłków. Bardzo zaskoczyło mnie to, że aplikacja ma do wyboru aż 4 bazy produktów! Możemy jej używać w Polsce, Wielkiej Brytanii, Holandii oraz Francji. Nie miałam jeszcze okazji testować tej opcji, ale możliwe, że spróbuję w Irlandii, gdyż produkty irlandzkie i brytyjskie często się pokrywają i na wyspach w sklepach można znaleźć praktycznie to samo. Rzeczą za którą muszę bardzo pochwalić aplikację jest to, że baza produktów jest bardzo bogata i rozbudowana. Mamy tam do wyboru zarówno produkty, które znajdziemy w sklepach, jak i wyliczone niektóre dania domowe (prawdopodobnie dodawali je użytkownicy- wiadomo, że to nigdy nie 100% taka zupa jak nasza, ale kiedy nie przygotowujecie swoich potraw to macie przynajmniej pogląd i zbliżoną wartość kcal np. w rosole), a także dania z niektórych restauracji sieciówkowych. Opcją z której korzystałam bardzo często w innych aplikacji jest możliwość dodania własnych produktów, jednak baza jest tak dobra, że do tej pory korzystałam z niej jedynie w przypadku dwóch produktów! 
Kolejną zaletą aplikacji jest to, że możemy wpisać wszystkie produkty, które zjedliśmy danego dnia, a także ułożyć sobie dietę na kilka dni w przód (spotkałam się z aplikacjami, które umożliwiały zmiany tylko na dany dzień, a dni do przodu były zablokowane).
Dodawanie posiłków jest bardzo proste i intuicyjne- klikamy plusa i po kolei wyszukujemy sobie kolejne produkty, które wchodziły w skład naszego posiłku.


Nazwy wyszukują się łatwo i sprawnie, według alfabetu. Kiedy klikamy w pusty kwadrat to produkt dodaje się w wyświetlanej ilości do posiłku, a my bez zbędnego wracania możemy szukać kolejnych. Jeśli jednak chcemy wprowadzić inną ilość produktu to wystarczy zamiast pustego kwadracika kliknąć na nazwę produktu i wtedy wyświetla nam się panel taki jak na zdjęciu po prawej. Na początku mamy kilka proponowanych wielkości, ale możemy sami sterować sobie ilością łyżek/szklanek/gramów. Żeby lepiej wiedzieć ile spożywamy polecam wagę kuchenną lub stronę ilewazy.pl.


Po lewej stronie widzicie jeden z przykładowych posiłków, po prawej ukazują się krzyżyki dzięki, którym możecie usunąć produkt z listy, jeżeli po prostu źle klikniecie. Kolorowe paski na dole pokazują wam dobowe "wyrobienie normy", która została ustalona na początku. Jeżeli przekroczycie planowaną ilość kalorii czy konkretnych makroskładników to zmieniają one kolor na czerwony.
Po prawej przykładowy wykres z pomiarami masy ciała (jak widać nieco przytyłam :P). Nie będę ukrywać, że nie używałam tej opcji i obecny pomiar dodałam, żeby zobrazować wam działanie aplikacji. Poza masą ciała możemy dodawać także pomiary swoich obwodów. 
Aplikacja tworzy wykresy, a także podsumowania dobowe, tygodniowe i miesięczne, ale nie korzystam z nich zbyt często. Możecie w niej znaleźć również podsumowanie spożycia witamin i innych mikroskładników, ale niestety większość produktów nie ma wprowadzonych tych informacji, więc nie można liczyć na wiarygodne podsumowanie. 

W apce możecie także dodawać sobie treningi. Baza ćwiczeń jest naprawdę imponująca i zawiera zarówno konkretne sporty np. tenis, jak i treningi dywanowe np. Mel B oraz konkretne ćwiczenia np. przyciąganie hantli do tułowia. Nigdy nie widziałam jeszcze tak rozbudowanej bazy! Oprócz tego można dodać także swoją aktywność. Świetną opcją jest to, że Fitatu można powiązać z innymi apkami takimi jak Endomondo, Runtastic, FitBit oraz Google Fit. Przypuszczam, że może to uprościć proces dodawania treningu do Fitatu. Ja nie korzystam, bo niestety podnoszenia ciężarów nie ma w bazie, poza tym wiem, że mój trening jest na tyle skomplikowany, że bardzo ciężko byłoby obliczyć ile konkretnie spaliłam :)

Jak na razie aplikacja "zacięła" mi się tylko raz. Przy wprowadzaniu jednego produktu źle zliczała makro, ale po jego skasowaniu i dodaniu podobnego produktu już wszystko działało bez zarzutu. Mam jednak wrażenie, że po przerwie technicznej w zeszłym tygodniu działa odrobinę gorzej niż wcześniej, ale możliwe, że to wina internetu w moim telefonie.

Dajcie znać czy korzystaliście już z tej aplikacji czy może macie zamiar wypróbować ją po mojej recenzji. Dajcie znać jeżeli macie coś fajnego, być może kiedyś znowu nabiorę ochoty na testowanie nowości :) A może w ogóle nie liczycie kalorii? Ja od czasu do czasu lubię skontrolować te rzeczy bardziej precyzyjnie :)

niedziela, 19 marca 2017

Tydzień w zdjęciach (Week 85)

Witajcie

Kolejny tydzień za nami :) Nareszcie idzie wiosna! Niestety akurat dzisiaj pomimo słońca zawiewa lodowatym powietrzem, ale wierzę, że będzie coraz lepiej :)

 Owsianka z bananami 

 Przyjechałam na 8 żeby pójść na wykład, a tu wykład dopiero o 10- czyli jak zawędrowałam na darmową kawę do Maca. Moje paznokcie już straszą :( Czekam na powrót do żeli :(

 Domowy wrap ze wszystkim - wrzuciłam do niego pół lodówki :D

 Środowy trening nie zapowiadał się  ciekawie, ale koniec końców był bardzo dobrym treningiem! Wraca moja mocna noga - 65 kg w przysiadzie

 Tosty francuskie z bułki - pychotka

 Niestety w środę był ostatni trening na siłowni, ale staram się kręcić cardio od czasu do czasu

 Kotleciki z tuńczyka- ktoś chętny na przepis?

W sobotę ktoś z moich domowników upolował truskawki. Nie smakują jeszcze idealnie, ale mają już "ten" posmak :)

Jak minął wasz tydzień? No i jak zapowiada się kolejny?! U mnie jutro długo wyczekiwane spotkanie z Eweliną, która przyjechała do Polski < 3

środa, 15 marca 2017

Haul kosmetyczny

Witajcie

W ostatnich kilku miesiącach zebrało się kilka nowych rzeczy, więc dzisiaj zbieram wszystko do kupy i pokazuję co tam u mnie słychać w kosmetyczce :)

Od lewej
-Żel pod prysznic o zapachu arbuza, Balea, 300 ml, cena: poniżej 2 euro- w czasie pobytu na Słowacji musieliśmy kupić żel pod prysznic, bo resztka którą zabrałam z Polski nie starczyła na długo. Kiedy odkryłam, że Słowacy mają drogerię DM to wiedziałam, że będę musiała tam zajrzeć! Ten żel pachnie obłędnie, ma piękny arbuzowy kolor i fajną konsystencję.

-Dezodorant Invisible Black and White, Nivea, 150 ml, cena: 8,99 zł- jakiś czas temu kupiłam dezodorant w kulce Isany i niestety miałam wrażenie, że nie robi on NIC (nie będę go nawet pokazywać w Haulu, bo nie warto..), ten poleciła mi przyjaciółka i polubiliśmy się pomimo tego, że nie przepadałam za dezodorantami w spray'u
-Odżywka do włosów, Balea, 300 ml, cena: poniżej 2 euro- ta odżywka pachnie jak budyń waniliowy! W dodatku ma całkiem przyzwoity i nie za długi skład, włosy są po niej w porządku, ale ciężko mi na razie powiedzieć więcej.
-Szampon do włosów Glisskur, Schwarzkopf, 250 ml, cena: ok. 2 euro- na wyjazd nie zabierałam szamponu, bo poprzedni się skończył, a ja zagapiłam się z zakupem nowego. Ten wybrałam jako 'pierwszy lepszy'. Nie nadaje szczególnego blasku moim włosom, ale to pewnie dlatego, że moje włosy naturalnie są dosyć błyszczące po umyciu. Delikatnie drażni mnie jego zapach.


Od lewej:
-Podkład HD Liquid Coverage, Catrice, 30 ml, cena: ok. 8 euro, kolor: 02- chorowałam na ten podkład i z powodu problemów z jego dostępnością w Polsce poprosiłam mojego chłopaka, żeby przywiózł mi go z Irlandii. Kupił odcień numer 2 i na początku wydawało mi się, że będzie idealny, ale niestety ciemnieje na twarzy i ma lekko różowy odcień. Jak na razie czeka na lato, ale po kilku użyciach już wiem, że to będzie petarda!
-Tusz do rzęs Volume Million Lashes, Loreal, 9,4 ml, cena: 60,99 zł- najlepszy tusz jaki miałam do tej pory! Robi z moimi rzęsami prawdziwe cuda! Będzie o tym osobny post :)
-Podkład Camouflage, Essence, 30 ml, cena: 15,99 zł- kupiony po recenzji jednej z youtuberek, że jest podobny do tego Catrice. Czy taki podobny - nie jestem pewna, ale kolor pasuje mi znacznie lepiej, no i jest prawie połowę tańszy :)
-Pomadka, Alterra, 4,8 g, cena: 4,99 zł- moja pomadka została pożyczona i już nie odzyskana, więc musiałam wykombinować coś nowego. Skusiła mnie cena i dobre opinie w internetach. Niestety to co jak na razie robi z moimi ustami to jakiś totalny dramat! Mam wrażenie, że skóra na nich jest ciągle ściągnięta i schodzi płatami.. O matowych pomadkach mogę na razie zapomnieć :( Póki co daję jej szansę, ale przypuszczam, że prędzej czy później wrócę do sprawdzonej Nivei!

Dajcie znać czy miałyście coś z powyższej listy i czy macie może coś godnego do polecenia od siebie (zwłaszcza z tuszy do rzęs- wróciłam do poszukiwań ideału). 
Miłego dnia :)

niedziela, 12 marca 2017

Tydzień w zdjęciach (Week 84)

Witajcie

Kolejny tydzień za nami, a mi wydawało się, że zrobiłam więcej zdjęć :P Niestety to tylko pozory i dzisiejszy post będzie raczej skromny :)
Ryba, ryż i pyszny sos brokułowo-serowy

 Omlecik bananowy wjechał na śniadanko :)

 Piątkowy obiad na szybko przed rozmową kwalifikacyjną. Byłam tak zestresowana, że nic więcej i tak bym nie wcisnęła..

 Przed wyjściem z domu na rozmowę, udało się zrobić loki na grzywce na prostownicę!

 Sobotnie oczekiwanie na trenera 

I sobotni trening < 3 waga schodzi powoli, treningi udaje się robić coraz bardziej regularnie :) Niestety do maja czeka mnie sporo pracy nad moim podrzutem i technika tego boju jest obecnie moim priorytetem

Miłego tygodnia Kochani!

środa, 8 marca 2017

Podnoszenie ciężarów

Witajcie

W końcu nadszedł ten czas i po ponad roku uprawiania tej dyscypliny zdecydowałam się trochę o niej napisać. Uprawiam dwubój siłowy potocznie nazywany podnoszeniem ciężarów (dlatego wkurzam się kiedy ktoś mówi, że podnosi ciężary, a ma na myśli zwykły trening siłowy- takie zboczenie :P). Podnoszenie ciężarów to trzecia najbardziej medalodajna dla naszego kraju dyscyplina sportu (klasyfikacja medalowa olimpiad letnich), a jest niestety coraz bardziej zapominana.

Dwubój siłowy jest dyscypliną ciężkiej atletyki i jak sama nazwa wskazuje składa się z dwóch bojów. Pierwszym bojem jest rwanie (ang. snatch), natomiast drugim podrzut (ang. clean and jerk). Ciężary są obecne na olimpiadzie od samego początku, jednak były to różne postacie tej dyscypliny. Dopiero w Montrealu w 1976 roku po raz pierwszy na olimpiadzie pojawił się dwubój, a nie jak wcześniej trójbój. Polacy przywieźli do kraju 32 medale olimpijskie w tej dyscyplinie.

Do podnoszenia ciężarów nie trzeba zbyt skomplikowanego sprzętu. Potrzebny jest gryf i talerze. Sztanga olimpijska męska mierzy 2,2 m długości, waży 20 kg i ma większą niż sztanga damska średnicę. Sztanga damska ma 2,1 m długości i waży 15 kg. W czasie zawodów używa się talerzy o obciążeniach 25, 20, 15, 10, 5, 2,5, 2, 1 i 0,5 kg, które mają 450 mm średnicy (jest to ważne, ze względu na pozycję jaką przyjmuje się w czasie boju).

Zawody rozgrywane są w konkretnych kategoriach wagowych oraz wiekowych, a jeżeli zdarzy się, że zawodników jest za mało, aby dzielić ich na kategorie stosuje się przelicznik Sinclera, który uwzględnia wagę zawodnika.

Rwanie- jest pierwszym bojem dwuboju i zawsze w takiej kolejności jest ono rozgrywane. W czasie zawodów ma się 3 podejścia w obu bojach, a więc łącznie na pomoście wykonuje się 6 prób. Rwanie to podniesienie sztangi z pomostu nad głowę, w czasie rwania trzyma się szeroki chwyt (szerzej niż barki). Obecnie większość zawodników wykonuje rwanie na "siad", ale w przeszłości popularna była także technika na "nożyce".

Rwanie na przykładzie Szymona Kołeckiego, źródło: PZPC


Podrzut- bój polegający na "zarzuceniu" sztangi na klatkę piersiową, a następnie wybicie "góry". Obecnie większość zawodników wykonuje zarzut na "siad", ale w przeszłości tak, jak przy rwaniu popularna była technika na "nożyce". Wybicie góry obecnie najczęściej następuje na "nożyce", ale można robić to też na "unik". Podrzut wykonywany jest na wąskim chwycie, sztangę łapie się mniej więcej na szerokość barków. 




W przypadku tego filmiku góra jest "na unik"


Mam nadzieję, że post was zaciekawił, a nie znudził :) 

niedziela, 5 marca 2017

Tydzień w zdjęciach (Week 83)

Witajcie

Kolejny tydzień minął jak z bicza, a ja jestem coraz bardziej przerażona, że moja praca magisterska jest zupełnie nietknięta :D W zasadzie to nic poza tematem nie jest jeszcze ustalone, ale z drugiej strony wiem, że presja czasu zwykle działa na mnie najlepiej :) Ja póki co powoli wracam do lepszych nawyków żywieniowych i przede wszystkim do treningów. Mam do zbicia kilka kilo i dobrą formę do zrobienia na maj. Trzymajcie kciuki!

 Domowa stylóweczka :D

 W zeszłą niedzielę wybraliśmy się na burgera, ale w menu wpadła mi w oko szarpana wieprzowina. Niestety do tej którą jadłam w Portugalii się nie umywa :(

 Ostatnio sporo u mnie koktajli- banan i mrożone jagody :)

 Owsianka z bananem 

 Ulubione placki twarogowe < 3

 Sałatka sztos- tuńczyk, sałata lodowa, parmezan i sos czosnkowy

 Piątkowy wrap, również z tuńczykiem :) Niestety prawdopodobnie ten nadmiar tuńczyka poskutkował wysypką

 Cheerios z jogurtem naturalnym 

Bagietka z serkiem czosnkowym, jajo i sałatka caprese

Mam nadzieję, że nie oglądaliście głodni tego posta :) Ja idę na drugi dzisiaj spacer, bo męczy mnie ból głowy, a nie chcę faszerować się niepotrzebnymi tabletkami. 
Miłego tygodnia!