wtorek, 11 kwietnia 2017

#1 Jak nie dać się oszukać producentom żywności?

Witajcie

Dzisiaj temat o, którym coś tam już wiedziałam, ale dopiero ostatnio zaczęłam zauważać jak bardzo producenci żywności nas oszukują. Jak wiecie ostatnio jestem na diecie przeciwgrzybiczej i jestem zmuszona do stosowania wielu ograniczeń. Z tego powodu spędzam w sklepach mnóstwo czasu na studiowaniu etykiet i niejednokrotnie po 40 minutach chodzenia po sklepie wychodzę z niego z 4 rzeczami, z czego dwa to buraki i marchewki. W ostatnim czasie przeczytałam miliard for internetowych w poszukiwaniu wskazówek odnośnie tego co mogę spożywać i dowiedziałam się na temat zdrowej żywności wielu ciekawych rzeczy, a później zaczęłam zwracać na nie uwagę na zakupach. I jak się okazało zrobienie zdrowych zakupów wcale nie jest takie łatwe. Mam zamiar opisać wam kilka ze swoich spostrzeżeń, a w przyszłości opisać wam kilka konkretnych przykładów z którymi miałam styk.

BIO, Eko i inne
Producent może napisać o produkcie, że jest BIO, Eko czy też organiczny tylko w przypadku posiadania certyfikatu EuroLiścia (będzie o tym w kolejnych postach). Produkt, który lansowany jest jako ekologiczny, bio, eko, organic to produkt, który został wyprodukowany w taki sposób nieszkodzący środowisku, a także nam- konsumentom. W żywności legitymującej się certyfikatem EuroLiścia nie może być chemii, szkodliwych konserwantów czy barwników, nie zostały one poddane GMO, nie używano do ich produkcji pestycydów, a zwierzęta nie były karmione szkodliwymi paszami. Należy jednak uważać, gdyż na rynku ciągle sporo jest producentów, którzy umieszczają powyższe słowa na swoich produktach, a nie mają certyfikatu. Warto zwrócić także uwagę na to, że słowa "zdrowa żywność" nie są nijak certyfikowane i może ich używać każdy Janusz w sposób jaki tylko mu się podoba.


Fit i light
Tak naprawdę słowa "fit" i "slim" mogą znaczyć wszystko i nic, ale zazwyczaj znaczą to drugie. Nie znalazłam żadnych regulacji prawnych, które regulowałyby jakoś użycie tych dwóch słów przez producentów. Mają one tylko sugerować, że dana rzecz jest dla nas lepsza, zdrowsza, pomoże schudnąć, a po przeczytaniu składu już niekoniecznie tak jest.
"Dietetyczny" - tego słowa producenci nie mogą używać na produktach powszechnego użytku i mówiąc szczerze na sklepowych półkach mało co jest tak obecnie nazywane.
"Zmniejszona zawartość"- może być używany w przypadku produktów w których obniżona zawartość danego składnika wynosi co najmniej 30% procent w stosunku do normalnie stosowanej.
"Zmniejszona zawartość energetyczna"- może być stosowane wtedy kiedy produkt ma zmniejszoną zawartość energetyczną o co najmniej 30% w stosunku do produktu standardowego.
"Lekki", "light"- takie same znaczenie jak dla "zmniejszona zawartość", przy czym bardzo często okazuje się,  że produkt, który jest light i ma obniżoną do 0% zawartość tłuszczu ma suma summarum więcej kalorii niż produkt klasyczny. Dzieje się tak dlatego, że producent musi nam jakoś zrekompensować braki, które mogłyby wpłynąć na smak produktu i wciskają w niego wiele niepotrzebnych rzeczy jak np. większe ilości węgli na rzecz usuniętego tłuszczu.

Kraj pochodzenia prawdę Ci powie
Ostatnio sama złapałam się na tym, że już miałam w rękach ksylitol o bardzo atrakcyjnej cenie i gramaturze, jednak coś mi śmierdziało. Z opisu producenta nie dowiedziałam się niczego więcej, więc zaczęłam drążyć etykietę bardziej dokładnie. Co się okazało? Ten tani ksylitol był chiński, natomiast drugi, droższy fiński. Warto zwracać uwagę na kraj pochodzenia, chociażby ze względu na to, że produkty wytwarzane na terenie UE są certyfikowane na warunkach jakie stawia Unia (EuroLiść) i pewniejsze. Poza tym czasem kraj pochodzenia na zasadzie skojarzenia logicznego może podpowiedzieć nam czy wybieramy dobrze czy raczej średnio. Z reguły omijam żywność chińską, bo to nie mi się zbyt dobrze. Tak samo holenderskie truskawki w środku zimy. Zima chyba nie jest porą roku kiedy w Holandii panuje sezon na te owoce, prawda?


Zdrowa żywność się ceni
Nie twierdzę, że nie da się kupić dobrego produktu w niskiej cenie, ale czasem warto się zastanowić (tutaj występuję ja i chiński ksylitol, który prawie kupiłam) czy to co trzymamy w rękach faktycznie może być zdrowe i tak tanie. Produkcja zdrowej żywności zwykle wymaga nakładu większej pracy, a co za tym idzie- jest droższa. Krowa hodowana na gospodarstwie ekologicznym daje znacznie mniej mleka, niż te które są hodowane przemysłowo. Czasem coś jest tańsze i z pozoru wydaje się zdrowe, jednak po przeczytaniu etykiety okazuje się, że kraj pochodzenia, skład i brak certyfikatów żywności mówią coś zupełnie odwrotnego.

Data ważności
Produkty zdrowe nie powinny zawierać konserwantów (albo zawierać w niewielkich ilościach, te mniej szkodliwe, no i bez "miksów" konserwantów- okazuje się, że wpływ przebadanego konserwantu na zdrowie, może być zupełnie inny w przypadku jego występowania w grupie z innymi konserwantami), a co za tym idzie ich data ważności jest zwykle krótsza. Jeżeli trzymasz w ręku coś co ma datę do 2019 to lepiej zastanów się czy w przypadku tego produktu jest to normalne czy raczej należy się bliżej przyjrzeć etykiecie.

Dajcie znać czy zwracacie uwagę na etykiety widniejące na jedzeniu i co sądzicie o takich postach. Wszystko było dla was znane i oczywiste czy może coś nie do końca? Jak zawsze chciałabym jeszcze napisać jakieś 3 razy więcej, więc zastosuję podział na kilka "mniejszych" postów :)

10 komentarzy:

  1. Osobiście bardzo zwracam uwagę na etykiety, weszło mi to już w nawyk. Niestety, etykiety często nie mówią prawdy, producenci w Polsce kłamią z różnych względów. Im więcej mam takich rzeczy na studiach, tym bardziej jestem przerażona i widzę, że jako konsument mam tak naprawdę mały wybór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz jestem zmuszona do lustrowania wszystkich etykiet i trwa to wieki. Czytałam artykuł o przeprowadzonej kontroli w zakładach mlecznych o ile dobrze pamiętam, niestety w co trzecim w produkcji było coś inaczej niż to co obiecują na opakowaniu..

      Usuń
  2. Mega przydatny! Niby wszystko wiem, ale warto sobie od czasu do czasu przypomnieć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszą rzeczą, którą robię zawsze, kiedy coś kupuję, niezależnie czy to fit czy nie, to sprawdzam datę ważności. A potem przeglądam etykietę :) Wiem o wielu składnikach, chociaż niektórych nazw kompletnie nie kojarzę :D Dlatego wychodzę z prostego założenia, że jeśli nie rozumiem, co jest napisane na etykietce, to tego nie biorę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym robiła aż tak restrykcyjnie to chyba nie kupowałabym nic poza marchewkami :D ale i tak jestem bardziej oblatana niż kiedyś :)

      Usuń
  4. nic tylko ze zrozumieniem czytać etykiety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety bardzo często to czytanie etykiet ze zrozumieniem wygląda jak interpretacja wiersza na maturze i wcale takie łatwe nie jest :P

      Usuń
  5. świetny tekst! dziękuję ci bardzo za niego, wydrukuję i pokażę mamie. niestety sporo osób jeszcze nie nauczyło się czytać etykiet, mnie tego nauczyła choroba - od tamtej pory studiuję każdy produkt, który biorę do ręki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Ja też zaczęłam je czytać bardzo wnikliwie dopiero ze względu na chorobę

      Usuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.
Docenię konstruktywną krytykę, ale nie będę tolerować hejterstwa.
To nie jest miejsce na spam!
Nie musisz reklamować swojego bloga, na pewno zajrzę na Twojego jeżeli zostawisz komentarz